Logo Przewdonik Katolicki

Razem mimo wszystko

Kamila Tobolska
FOT. ROBERT WOŹNIAK. Aldona i Tomek Tyksińscy.

Takie historie naprawdę się zdarzają. A trzeba przyznać, że ta miłość miała porządnie pod górkę. Na szczęście na drodze Aldony i Tomka stanęli odpowiedni ludzie, ale na „happy end” muszą już sami sobie zapracować.

Wschodnia część Poznania. Na ulicy Krańcowej, gdzie kończą się osiedla domków jednorodzinnych, okolica ma typowo przemysłowy charakter. Budynki pamiętają jeszcze minioną epokę. Ostał się tutaj także dawny dom kultury. Dziś współpracująca z Caritas Fundacja Miłosierdzie prowadzi w nim Dom Charytatywny „Przystań”, w którym bezdomni znajdują czasowe schronienie. Tuż za drucianą furtką czeka na mnie drobna kobieta. Pewnie podaje dłoń, z dumą w głosie mówiąc: Aldona Tyksińska. Mężatką została zupełnie niedawno, jeszcze pamięta miesiąc miodowy. Z Tomkiem, który właśnie do nas podchodzi, są razem już od kilkunastu lat. Oboje byli jeszcze znacznie przed trzydziestką, kiedy poznali się w pracy. On był magazynierem, a ona zajmowała się pracami porządkowymi. Kiedy ją zobaczył pierwszy raz, jej uśmiech i błysk w oku, wiedział, że to ta. I trwają w tej miłości, dbając o nią, mimo że nie brakowało im przeszkód…

Wylądowali na ulicy
O swoim uczuciu Aldona chce mówić całemu światu. Kiedy dzwoniłam do niej, żeby umówić się na spotkanie, w oczekiwaniu na połączenie telefon zaserwował mi hit „Pięknych i Młodych”: „Kocham, z całego serca, kocham i nie chcę przestać…”. W swoim rodzinnym domu nie doświadczyła wiele miłości. Matka rozstała się z ojcem i ponownie wyszła za mąż. Mało udanie. Ojczym wpakował rodzinę w spore kłopoty, łącznie z pobytem matki w więzieniu. Tomek, bezpodstawnie przez niego oskarżony, też spędził jakiś czas w areszcie. Doszło w końcu do tego, że razem z Aldoną nie mieli się gdzie podziać. Błąkali się po różnych miejscach, czasami przyjmowali ich znajomi albo udawało im się coś na moment wynająć. Z finansami było jednak krucho, bo Aldona podupadła na zdrowiu i przyszło jej utrzymywać się z niewielkiej renty, a Tomek, bardzo spokojny i z natury wycofany, nie miał coś szczęścia do uczciwych pracodawców. Imał się różnych zajęć, był ślusarzem i dekarzem, zawsze jednak „na czarno”. Pewnego dnia, w 2014 r., wylądowali dosłownie na ulicy. Trafiali wprawdzie do różnych ośrodków interwencji kryzysowej, także poza Poznaniem, ale one zasadniczo nie przyjmują razem par. Tymczasem, jak przyznaje Aldona, nie wyobrażali sobie, żeby ich rozdzielono. Tomek jest dla niej wielką podporą.
Późną jesienią dwa lata temu, kiedy przy ul. Krańcowej, tuż obok „Przystani” powstała ogrzewalnia dla bezdomnych, postanowili przetrwać w niej zimowe noce. – Zawsze byli trzeźwi i bardzo uczynni. Dlatego obchodząc trochę regulamin „Przystani”, która jest placówką tylko dla mężczyzn, zdecydowałam się im pomóc i wiosną tego roku pozwoliłam im obojgu w niej zamieszkać. Postanowiłam przyjrzeć się, co u nich funkcjonuje nie tak, że oboje, jeszcze przed czterdziestką, bez uzależnień, nie mogą w życiu samodzielnie wystartować – opowiada Anna Michalak, kierowniczka obu palcówek, ogrzewalni i schroniska. Już wcześniej pracownik socjalny Fundacji Miłosierdzie pomógł Aldonie złożyć wniosek o lokal socjalny, a Tomkowi zmienić pracę. I tak przez kilka miesięcy mieszkania w „Przystani”, z pomocą jej personelu, w tym terapeuty, na nowo rozbudzała się w Aldonie i Tomku potrzeba zmiany życia.
 
Kazanie pewnego księdza
Przełomem jednak okazało się dla nich spotkanie z kapłanem. Ks. Sławomir Kostrzewa pełnił przez kilka miesięcy w „Przystani” posługę kapelana. – W naszym ośrodku niedzielne Msze sprawowane są od lat, ale kiedy zaczął je odprawiać ks. Sławek, zauważyłam różnicę w przekazie kierowanym do naszych podopiecznych. Mówiąc do nich, jasno określał granice. Nie bał się mówić o piekle. Nie straszył nim jednak, ale nazywał rzeczy po imieniu, co jest dobre, a co złe. Podkreślał, że jesteśmy odpowiedzialni za swoje wybory – wspomina Anna Michalak. Na tych Mszach św. pojawiali się Aldona i Tomek. Słuchali podczas kazań ks. Kostrzewy o konieczności zerwania z grzechem ciężkim. Co więcej, sami mieszkańcy „Przystani” zaczęli o tym rozmawiać między sobą. – Przed Wielkanocą postanowiłam wybrać się na rekolekcje do jadłodajni na Ściegiennego. Wszyscy szli do Komunii i tak mi głupio było. Poszłam więc do spowiedzi, ale ksiądz powiedział, że nie dostanę rozgrzeszenia. No i stwierdziłam, że coś trzeba z tym zrobić. Tomek miał za to rozmowę z opiekunem z ogrzewalni. Wiem tylko tyle, że po męsku porozmawiali na temat ślubu – dzieli się ich drogą duchową Aldona.
Pewnego dnia wybrali się więc do ks. Sławomira Kostrzewy. – Po prostu przyszli do mnie, mówiąc, że chcą zerwać z grzechem i wziąć ślub. Przyznaję, że na początku się zdziwiłem. Zupełnie nie zdawali sobie sprawy z konieczności przygotowań, także formalnych. Była to dla mnie pewna trudność chociażby ze względu na nieuregulowany status administracyjny. Ujęła mnie jednak ich szczerość względem Boga, to, że zrozumieli wagę sakramentu. Od wielu lat, jak przyznali, żyli jak małżeństwo i teraz zapragnęli, żeby Bóg im w tym pobłogosławił – opowiada ks. Kostrzewa. Przygotowując się do ślubu, narzeczeni kilka razy spotkali się z ks. Sławkiem w parafii, w której posługuje na poznańskiej Wildzie. – Byli bardzo otwarci na przekazywane treści, na stawiane małżonkom zobowiązania dotyczące wierności czy nierozerwalności małżeństwa. Widziałem, że niezmiennie bardzo im zależy na ślubie. Często ludziom w takiej sytuacji brakuje pomocy, żeby np. załatwić wszystkie sprawy z tym związane w parafii, a tymczasem potrafią oni bardzo głęboko i szczerze przeżywać swoją duchowość i spotkanie z Bogiem – stwierdza ks. Sławomir.
 
Ślubne pospolite ruszenie
Kiedy siedzimy w schludnym pokoju Aldony i Tomka w „Przystani”, ze wzruszeniem wspominają ten wyjątkowy lipcowy dzień. Nawet nie marzyli, że może być tak piękny. Patrzymy na zasuszone kwiaty, które wtedy otrzymali, w tym bukiet ślubny. Tuż obok na jednej z półek wisi różaniec.
Kilka dni przed ślubem, który odbył się w kościele na rynku Wildeckim, podzielili się swoją radością, że oto będą już małżeństwem, z Fundacją Pro Publico podejmującą w Poznaniu różne działania na rzecz bezdomnych. Aldona i Tomek zetknęli się z nią wiosną. Pracownicy fundacji postanowili pomóc nowożeńcom w przygotowaniach do przeżycia tego dnia. Na Facebooku ogłosili poszukiwania chętnych, którzy chcieliby włączyć się w to przedsięwzięcie. – Odzew był niesamowity. Ktoś własnoręcznie zrobił biżuterię dla Aldony, ktoś podarował bukiet, ktoś inny użyczył samochodu i wcielił się w rolę szofera. Znalazła się też kosmetyczka, manikiurzystka i fryzjerka. O oprawę muzyczną na ślubie zadeklarowali się zadbać ludzie ze Szkoły Nowej Ewangelizacji – wymienia Adrian Pakuła z Fundacji Pro Publico.
Po ślubie Aldony i Tomka Fundacja Miłosierdzie zaprosiła ich najbliższych na przyjęcie do restauracji prowadzonej przez Caritas na Ostrowie Tumskim. Z kolei Pro Publico pomogło zorganizować małe wesele w budynku Fundacji Pomocy Wzajemnej „Barka”. Wzięli w nim udział mieszkańcy „Przystani”, a dzięki temu, że było bezalkoholowe, mogli w nim także uczestniczyć mieszkańcy „Barki”, spośród których wielu jest w trakcie terapii odwykowej.
 
Marzenia na wspólną przyszłość
O historii miłości Aldony i Tomka świat dowiedział się za sprawą facebookowego postu relacjonującego ślub, który Pro Publico umieściła na swoim profilu. –  Otworzyły go dwa miliony osób, a kilkanaście tysięcy polubiło. Skoro ludzie tak zainteresowali się losami Aldony i Tomka, postanowiliśmy pociągnąć to dalej. Na portalu pomagam.pl uruchomiliśmy zbiórkę dla nich, żeby wspomóc ich w kwestii mieszkaniowej – przyznaje Adrian. – Aldona i Tomek, co trzeba podkreślić, dokonali wielkiego wysiłku, wychodząc z ogrzewalni. Teraz jednak muszą zmierzyć się z rzeczywistością i zacząć nowy rozdział w życiu. Mam nadzieję, że są gotowi na to, żeby zacząć żyć na własny rachunek – zauważa Anna Michalak. Jest nadzieja, że będzie im łatwiej, bo od niedawna oboje pracują. Aldona, mimo problemów z kręgosłupem, znalazła w sobie siły, żeby podjąć zatrudnienie. Sprząta w jednym z zakładów produkcyjnych. Tomek pracuje jako brukarz, wreszcie ma umowę o pracę. – Żadnej roboty się nie boję, za każdą się wezmę. Żeby tam nam jakoś szło – odzywa się w końcu Tomek, który jest bardzo małomówny. Aldona jest takimi jego „ustami”.
Tyksińscy mogą przebywać w „Przystani” do końca września, dlatego intensywnie poszukują własnego kąta. Własny domek to jedno z ich marzeń na wspólną przyszłość. Mają też oczywiście inne. – Kocham dzieci i tak jak moje cztery siostry chciałabym mieć ich dużo. W zeszłym roku poroniłam, więc teraz będę bardzo pilnować, kiedy okaże się, że jestem w ciąży – wyznaje Aldona. Jak dodaje z uśmiechem, marzy jej się też porządny piekarnik. – Brakuje mi go. Dawno nie miałam gdzie piec, a tak lubię to robić. Zresztą z zawodu jestem cukiernikiem przemysłowym. No i Tomek tak lubi moje ciasta…
 


W momencie oddawania tekstu do druku dotarła do nas wiadomość, że Aldona i Tomek właśnie zamieszkali w wynajętej z pomocą Fundacji Pro Publico kawalerce.
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki