Logo Przewdonik Katolicki

Kruche pojednanie

Anna Sosnowska
FOT. ARCHIWUM PRYWATNE

Urodziłam się na Pomorzu Zachodnim, a dokładnie w Choszcznie, czyli wcześniejszym (przed 1945 r.) Arnswalde. Idąc na pocztę, mijałam brzydki pomnik ofiar Oflagu II B, w którym byli przetrzymywani najpierw jeńcy polscy, a potem francuscy. Zresztą sam obóz znajdował się m.in. na ternie mojej podstawówki.

Gdyby przetrwały wszystkie jego budynki, widziałabym je z okna domu. Ostały się tylko dwa – podczas wojennej zawieruchy osiemdziesiąt procent miasta zniknęło z powierzchni ziemi (wielka szkoda, bo klimatyczną uzdrowiskową zabudowę zastąpiły klasyczne komunistyczne klocki).
O wojnie w mojej rodzinie głównie się milczało. Ale siłą rzeczy, siłą historii lęk przed nią płynął i w moich żyłach. Do dziś pamiętam sen z dzieciństwa, który powracał i nie chciał odpuścić: niespodziewany nalot niemieckich samolotów, jestem przed blokiem babci Marysi, chowam się w jednej z klatek i umieram ze strachu... Przetrwam czy nie?
Na początku liceum po raz pierwszy pojechałam do naszych zachodnich sąsiadów, żeby integrować się z niemiecką młodzieżą. Zaskoczyły mnie „nadmuchane” bułki, wędlina pozbawiona smaku, wielkopłaszczyznowe markety i… młodzi Niemcy, którzy byli tacy zwyczajni i normalni. A przecież powinni być jacyś inni, bo to w końcu Niemcy…
Podskórnie i nieświadomie wsączone niechęć i obawa dały o sobie znać. Dlatego bardzo mnie cieszy, kiedy widzę, że ludzie o kilka(naście?) lat młodsi ode mnie nie mają już w sobie tego rodzaju obciążeń, czyli jakiś etap trudnej polsko-niemieckiej historii jest już za nami, nareszcie jest normalnie, przyszłość jest jasna.
Tymczasem przyszłość (czyli teraźniejszość) zaskoczyła nas nagłym zwrotem akcji – w 2017 r. Niemcy znowu stali się dla Polaków wrogami. Rozdrapywanie wojennych ran to ostatnio jeden z głównych tematów medialnych i politycznych. Czy istnieją wciąż jeszcze niezałatwione między naszymi państwami sprawy? Tak. Czy upominanie się o „niemieckie”, a nie „polskie obozy koncentracyjne” jest słuszne? Jak najbardziej. Czy medialno-polityczna burza to właściwa droga „doczyszczenia” relacji polsko-niemieckich? Oczywiście, że nie. Ten obszar zdecydowanie powinniśmy zostawić (najlepszym) dyplomatom i prawnikom, którzy (taka praca) często działają w sposób bardzo dyskretny.
Zwraca na ten problem uwagę niesamowicie teraz potrzebny dokument przygotowany przez polskich biskupów z Zespołu ds. Kontaktów z Konferencją Episkopatu Niemiec. Zachęcając Państwa do lektury całości, przytoczę tylko fragmenty: „Pojednanie to słowo, które od ponad ćwierćwiecza określa relacje polsko-niemieckie. To wielka wartość, którą udało się osiągnąć i którą podtrzymujemy dzięki wysiłkowi nie tylko polityków, ale licznych ludzi dobrej woli po obu stronach granicy. Mamy jednak świadomość, że łatwo można ją utracić przez nieprzemyślane decyzje, a nawet przez zbyt pochopnie wypowiadane słowa. (…) Kapitał pojednania i więzi trzeba chronić, umacniać i pomnażać dla dobra naszych Ojczyzn, które mają misję do spełnienia – jest to misja dawania świadectwa pojednanych wobec niepojednanych w Europie i świecie”.


Anna Sosnowska redaktor naczelna portalu Aleteia.pl. Fanka swojego męża Krzysztofa, miłośniczka słońca, włoskiej kawy, a także poezji Wisławy Szymborskiej, której zawdzięcza ważną życiową lekcję: im prościej tym lepiej.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Effer
    24.05.2018 r., godz. 16:52

    Nie możemy się dziwić Niemcom, że pragną przypomnieć Polakom kilka faktów z przeszłości. Oto ten dobry Polak nie był do końca czysty, a Niemiec tylko umoczony w złym postępowaniu, gdyż każdy miał coś na sumieniu. Gdyby wszyscy Polacy byli tacy święci, z pewnością byliby kanonizowani, a tak przecież nie jest. Czy ktoś wśród Polaków rozliczył tych, którzy byli Volksdeutschami? Dobrze wiemy, że wielu uszła ta sprawa na sucho. Poza tym nienawiść do Niemców, kiedy to uczono, że słowo Niemiec należało pisać w 1945 r. z małej litery. Dzisiaj uznano by tę sprawę za błąd ortograficzny. Pomyślmy o tych porządnych Niemcach, którzy pomimo szalejącej wojny, wykazali się porządną chrześcijańską postawą, gdyż takiego postępowania nauczyła ich święta matka Kościół, który był i naszym Kościołem z siedzibą w Rzymie. Wyrzucanie Niemców z ich mieszkań, nazywane przesiedleniami, też było nieludzkie, jak nieludzki był ten świat podczas okupacji. Dzisiaj nazwano by takie postępowanie zwykłą zemstą, czy etniczną czystką. Nawet wyrok śmierci na takim jednym Niemcu w Poznaniu, w miejscu publicznym, byłby dzisiaj uznany za niestosowność. Pamiętam jak na Uniwersytecie w Poznaniu taki jeden profesorek, starszy już dzisiaj wiekiem, dziwił się pojednaniu w Krzyżowej w 1989 r., zapominając, że każde miejsce jest dobre na pojednanie bez wskazywania tylko niemieckiego kontekstu sprawy. Przecież niemiecki krąg z Krzyżowej walczył z Hitlerem, choć tylko w sposób bardziej naukowy, to jednak powinniśmy ten fakt docenić w tym świecie pełnym zła. Najgorzej jest wtedy, jak mówi stare powiedzenie, gdy świnia wyzywała świnię od świni... Pomyślmy o Polakach, którzy po 1945 r. musieli przez wiele lat walczyć o swoją wolność na różnych frontach, gdy nie można było mówić prawdy. Komu zawdzięczamy tę prawie 50-letnią nędzę duchową i materialną? Nie mówmy o innych, tylko spójrzmy ilu "swoich" zaprzedało się innym, by za marne srebrniki świecić na ówczesnych lichtarzach, dzisiaj pozostawieni w historyczne zapomnienie.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki