Logo Przewdonik Katolicki

​Anioły nad Bugiem

Karolina Krawczyk
fot. Archiwum

​Jedni dla drugich są aniołami. Zdrowi i niepełnosprawni wzajemnie uczą się wiary.

Patriarcha Jakub w czasie swojej tułaczki do Charanu miał sen. Widział w nim drabinę sięgającą nieba, po której schodzili i wchodzili aniołowie. We śnie usłyszał także głos Boga, który mu obiecał, że będzie go strzegł i błogosławił. Brańszczyk nad Bugiem to jedno z tych miejsc, gdzie – bez przesadnej górnolotności – ten biblijny sen się spełnia, a niebo łączy się z ziemią. To właśnie tu, do domu zgromadzenia księży orionistów na wakacyjne turnusy Drabiny Jakubowej przybywa ponad dwieście osób niepełnosprawnych ruchowo i umysłowo. Opiekuje się nimi ponad stu wolontariuszy z całej Polski. Jedni drugich nazywają aniołami.

Chcę mówić o Bogu
– Po święceniach diakonatu przyjechałem głosić tutaj rekolekcje – wspomina ks. Łukasz Mikołajczyk, orionista. – Miałem pomagać w duszpasterstwie, ale szybko okazało się, że brakuje rąk do pracy z niepełnosprawnymi. Przydzielono mnie do opieki nad chorymi. Pracowaliśmy w zespole czterech wolontariuszy i czterech podopiecznych. Wśród nich był Łukasz.
Łukasz ma 25 lat, od urodzenia cierpi na porażenie mózgowe, porusza się na wózku i w najprostszych czynnościach potrzebuje pomocy. Ze względu na swoją niepełnosprawność również bardzo niewyraźnie mówi. Orionista przyznaje, że pierwsze chwile znajomości z nim nie były dla niego sielanką. – Kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy, prawie nie mogłem go zrozumieć. A on ciągle powtarzał, że chce ze mną porozmawiać. Zacząłem szukać wymówek. Mówiłem, że nie mam czasu, bo już z kimś innym jestem umówiony na lody czy spacer. Myślałem, że dotrwam jakoś do końca turnusu bez konfrontacji. Bałem się tej rozmowy. Wiedziałem, że Łukasz może mieć poważne pytania, ale jak rozmawiać, kiedy go nie rozumiem? Dziś wiem, że mimo swojej niepełnosprawności Łukasz jest bardzo inteligentny i zawsze ma coś do powiedzenia – mówi kapłan.
O czym może chcieć rozmawiać niepełnosprawny, dla którego wakacyjny turnus w Brańszczyku to jedyny czas, gdy opuszcza cztery ściany DPS-u? – Kiedy rozmawiałem z nim pierwszy raz, powiedział mi, że chce mówić ludziom o Bogu, ale nie wie, jak – wspomina ks. Łukasz. Zamieniliśmy wtedy może pięć zdań. To było dla mnie trudne. Choć Łukasz nie lubi tego porównania, to rozmowa z nim jest jak uczenie się nowego języka. Przez te siedem lat nauczyłem się go rozumieć. Wszedłem w jego świat, żeby dać mu możliwość mówienia o Bogu. Wiem, że to dla niego bardzo ważne, dla mnie zresztą też. Ktoś kiedyś powiedział, że uczenie się nowego języka jest jak poznawanie nowego świata. Tak właśnie jest z Łukaszem – mówi orionista.
Dziś, po siedmiu latach od tamtej rozmowy, kapłan i jego podopieczny wygłosili razem sześć tur rekolekcji i niezliczoną ilość prelekcji na temat Drabiny Jakubowej. Byli razem m.in. w Warszawie, Lublinie, Wyszkowie, Markach. Odwiedzali uniwersytety, szkoły i parafie w całej Polsce.

Nie potrzeba litości
Kontakt z niepełnosprawnymi budzi skrajne uczucia i emocje. – Spotykaliśmy się z różnymi reakcjami – mówi ks. Mikołajczyk. – Kiedyś, gdy Łukasz dawał świadectwo, jakaś starsza pani zaczęła krzyczeć: „Wystarczy, wystarczy, bo on się bardzo męczy!”. A Łukasz przecież marzy o tym, żeby mówić – tłumaczy kapłan.
Orioniści widzą różne reakcje również wśród wolontariuszy, którzy przyjeżdżają do Brańszczyka. Wielu nie potrafi poradzić sobie z ogromem cierpienia, które jest udziałem niepełnosprawnych.
– Często jest tak, że gdy ktoś zobaczy ich wszystkich razem, powyginanych, na wózkach, bezradnych wobec podstawowych czynności, jest w szoku. Widziałem wiele razy ludzi, którzy przyjechali w odwiedziny i natychmiast chcieli uciekać. Nie dlatego, że się brzydzili czy bali. Po prostu nie wytrzymywali widoku cierpienia tylu osób jednocześnie – wyjaśnia ks. Łukasz.
Jest jednak druga strona medalu. Są i tacy, którzy dzięki Drabinie Jakubowej zauważają tych, którzy w codziennym życiu potrzebują pomocy: starszych sąsiadów, schorowanych rodziców, opuszczonych. – Ludzie niepełnosprawni są potężnym znakiem dla wielu ludzi – podkreśla orionista.

Wiara (nie)pełnosprawnych
Potrzeby religijne osób niepełnosprawnych łatwo przeoczyć. Często nie wystarczają im comiesięczne odwiedziny kapłana lub niedzielna Msza św.
– Łukasz na naszym turnusie przeżył bardzo mocne doświadczenie obecności Pana Boga. Dziś, kiedy o tym opowiada, to mówi, że Bóg go dotykał. Nie mówił o odczuciach, ale o konkretnym, fizycznym dotyku – tłumaczy ks. Mikołaczyk. Choć Łukasz na co dzień mieszka w domu prowadzonym przez siostry zakonne, to zdaniem orionisty, nawet tam nie jest łatwo dostrzec kolejne etapy jego duchowego rozwoju. – Trzeba głośno mówić o tym, że praca z niepełnosprawnymi to duże wyzwanie. Niektórzy z nich faktycznie są na poziomie dziecka, ale wielu pośród nich potrzebuje czegoś więcej. Potrzeba wielkiej uwagi, żeby nie przespać tego momentu – podkreśla.
Duchowa rozmowa z niepełnosprawnym przypomina czasem chodzenie po polu minowym.
–  Ewangelie wiele razy mówią o uzdrowieniu – tłumaczy ks. Łukasz. – Pytania o to często pojawiają się wśród chorych: dlaczego nie zostałem uzdrowiony? Co powinienem wtedy odpowiedzieć? „Wytrwaj przy krzyżu” czy raczej „módl się o uzdrowienie”? Czy w ten sposób nie narażę ich na kolejne rozczarowanie? Może w planie Bożym nie mieści się uzdrowienie? A przecież ci ludzie, tak samo jak my, mogą prosić Boga o cuda. A jednak one rzadko kiedy się dzieją. A może jest tak, że to ja, Łukasz Mikołajczyk, jestem niewierzący? Że wierzę za słabo? I to demaskuje moją niewiarę? Czasem nie mam odpowiedzi na ich pytania. Jestem bezradny wobec tajemnicy Boga i cierpienia. Bycie księdzem nie sprawia, że mam odpowiedź na wszystko – przyznaje orionista.

Fory u Najwyższego
Ks. Łukasz często podkreśla, że praca wśród niepełnosprawnych ma także wpływ na jego wiarę.
– Byliśmy kiedyś w Lublinie na promocji wolontariatu. Ja Łukasza karmiłem, ubierałem, pomagałem mu się wykąpać. Gdy pomagałem mu wejść do wanny, naszła mnie refleksja. Zobaczyłem, że on z ogromnym zaufaniem powierza mi siebie, także w takich intymnych momentach jak kąpiel. Uderzyła mnie na nowo jego fizyczna bezradność. I wtedy zrozumiałem, że tacy ludzie u Pana Boga muszą mieć fory, że oni szybko wejdą do nieba – mówi kapłan. – Im jestem starszy, tym bardziej jestem świadomy swojej niewierności, słabości i grzechów. Czasem myślę, że chciałbym się przecisnąć do Pana Boga przez uchyloną furtkę. Mam nadzieję, że gdzieś taką znajdę. Pewnie przyjdzie taki moment, kiedy to mój dzisiejszy podopieczny będzie przede mną w niebie. Może to on będzie mnie wprowadzał do środka i role się odmienią? Nie wiem. Ale mam taką nadzieję.


ks. Łukasz Mikołajczyk, orionista. Mieszka w Brańszczyku nad Bugiem, gdzie prowadzi Dom Emeryta i Dom Rekolekcyjny. Jest także kierownikiem dzieła Drabiny Jakubowej.

Drabina Jakubowa - to m.in. wakacyjne turnusy rekolekcyjne w Brańszczyku. Trwają dziesięć dni. Każdego roku potrzeba ponad stu wolontariuszy, którzy staną się aniołami dla osób niepełnosprawnych. Więcej o rekolekcjach można przeczytać na stronie www.drabinajakubowa.pl

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki