Jest Ksiądz wikariuszem patriarchalnym św. Jakuba dla hebrajskojęzycznych wspólnot katolickich w Izraelu w Łacińskim Patriarchacie Jerozolimy. Czym są te wspólnoty? Jaki jest ich status w Kościele katolickim?
– Warto na początek wyjaśnić strukturę Patriarchatu Łacińskiego Jerozolimy. Cały patriarchat składa się z sześciu wikariatów: czterech terytorialnych i dwóch personalnych. Wikariaty terytorialne obejmują Izrael, Autonomię Palestyńską, Jordanię oraz Cypr, natomiast wikariaty personalne są dla emigrantów oraz dla katolików hebrajskojęzycznych. Patriarcha ma więc sześciu wikariuszy, którzy odpowiadają za opiekę duszpasterską w podległych sobie wikariatach. Ja jestem odpowiedzialny za katolików, którzy na co dzień uczestniczą w liturgii sprawowanej w języku hebrajskim.
Populacja Izraela to około dziewięciu i pół miliona osób. Jak dużą, a raczej jak małą, wspólnotą są katolicy języka hebrajskiego? Jaką część wszystkich chrześcijan stanowią? Ziemia Święta to swoisty tygiel różnych wspólnot, religii i kultur…
– W całym Izraelu jest nas około tysiąca dwustu osób. Mamy siedem malutkich wspólnot: w Beer-Szebie, Tel Awiwie, Hajfie, Tyberiadzie i Jerozolimie. Dwie kolejne są dla katolików rosyjskojęzycznych: jedna spotyka się w Hajfie, a druga – w Emaus.
Chrześcijanie stanowią około dwóch procent całego społeczeństwa. Spośród tych dwóch procent większość stanowią chrześcijanie prawosławni. Katolicy są mniejszością. Wśród tych katolików najwięcej jest wyznawców rytów wschodnich, takich jak melchici czy maronici. Katolicy rytu łacińskiego są mniejszością. Ale to jeszcze nie koniec. Wśród łacinników niemal 99 proc. to katolicy arabskojęzyczni. A nasz wikariat to właśnie ten 1 procent. Jesteśmy ostatnią, najmniejszą, marginalną grupą, wręcz egzotyczną.
Mówi się o Was, że jesteście „zbyt mali, by nazywać się mniejszością”.
– Praktycznie jesteśmy niezauważalni, ale to nie znaczy, że nas nie ma. Nasi wierni są członkami społeczeństwa izraelskiego, to jest ich kraj. Tutaj się urodzili, tutaj chodzą do szkoły, wojska, tutaj pracują. Są też tacy, którzy tutaj się nie urodzili, ale z różnych powodów są w Izraelu, znają język hebrajski i chcą się modlić w tym języku. To zwłaszcza uchodźcy z Filipin – ich dzieci urodziły się już w Izraelu, więc w pewien naturalny sposób te rodziny dołączyły do naszych wspólnot. Wśród nas są także wolontariusze, studenci i wszyscy ci, którzy przyjechali do Izraela i szukają dla siebie miejsca w Kościele. Są też rodziny izraelskich Arabów, dla których język hebrajski jest pierwszym językiem. To złożona, niejednorodna rzeczywistość. Ale jednoczy nas właśnie to, że żyjemy w Izraelu, modlimy się i rozmawiamy po hebrajsku. Jesteśmy częścią tego społeczeństwa i kraju.
Kraju, dodajmy, który żyje w rytmie żydowskich świąt religijnych.
– Nie da się od tego odciąć, zresztą nawet nie chcemy tego robić, bo to nasze korzenie. Wszystkie święta państwowe i religijne to także nasze święta: dzieci wtedy nie idą do szkoły, dorośli do pracy, cały Izrael świętuje. I my też próbujemy naszą wiarę wyrażać w rytmie życia Izraela.
Porozmawiajmy o tym świętowaniu. Ono jest także widoczne w kalendarzu liturgicznym i różnych znakach obecnych podczas mszy św.
– Jesteśmy częścią Patriarchatu Łacińskiego, więc nie mamy innego, oddzielnego kalendarza liturgicznego, ale jest on nieco zmodyfikowany i dostosowany do naszych potrzeb. Największą różnicą jest chyba to, że mamy Wielki Adwent, który trwa od siedmiu do nawet trzynastu tygodni, a nie, jak w całym Kościele, przez cztery niedziele.
Skąd ta różnica?
– Wielki Adwent zaczyna się wtedy, kiedy Żydzi obchodzą święto Radości Tory (Simchat Tora). To święto, które kończy roczny cykl czytania Tory i jednocześnie rozpoczyna kolejny. Żydzi zaczynają czytać Księgę Rodzaju, a my wtedy, w każdą niedzielę Wielkiego Adwentu, mamy dodatkowe czytanie, które jest takie samo jak to, które czyta się w synagodze. To są fragmenty, które pokazują, jak Pan Bóg przygotowuje swój lud na przyjście Mesjasza. Tradycja sięgania po to dodatkowe czytanie wśród katolików hebrajskojęzycznych ma już ponad sześćdziesiąt lat.
Jakie jeszcze zwyczaje pochodzące z judaizmu zostały zaadaptowane do liturgii, lub szerzej, do codzienności hebrajskojęzycznych katolików?
– To, co może wydawać się ciekawe, to to, że tutaj, w Jerozolimie, w czasie mszy św. używamy macy zamiast komunikantów, które znamy w całym Kościele powszechnym. Inny przykład – jeśli mamy jakieś spotkania weekendowe dla rodzin, to normalne jest, że w piątek wieczorem mamy szabatowe błogosławieństwo chleba i wina. Zanim rozpoczynamy Eucharystię, jeszcze przed znakiem krzyża, kobieta zapala dwie świece, które symbolizują Stary i Nowy Testament, i wygłasza błogosławieństwo. Dokładnie tak samo, jak ma to miejsce w każdym żydowskim domu przed kolacją szabatową.
Chcę jednak podkreślić, że to nie jest tak, że wszystkie święta żydowskie kopiujemy co do joty – staramy się nie mieszać tych porządków. To mogłoby być przejawem braku szacunku zarówno do judaizmu, jak i chrześcijaństwa. Nasza wspólnota nie jest miksem judaizmu i chrześcijaństwa. Po prostu pewne tradycje, wyrosłe i obecne właśnie tutaj, w Ziemi Świętej, w pewien naturalny sposób mają odzwierciedlenie w naszym codziennym życiu.
Jak chociażby to, że w szabat, czyli w sobotę, się odpoczywa, a niedziela jest zwyczajnym dniem roboczym.
– Tak, dlatego my świętujemy niedzielę w sobotę, czyli właśnie w szabat. Nasi wierni, jak większość, ma dzień wolny w sobotę. Dzieci też wtedy do szkoły nie chodzą. Nie da się więc świętować niedzieli w taki sposób jak w Polsce. Tutaj idzie się do pracy, na uniwersytet, do biura… Jednak dla nas, którzy tutaj żyjemy, to codzienność, w której funkcjonujemy, pewne oczywistości, nad którymi w zasadzie się nie zastanawiamy. Tak tutaj jest.
A co się dzieje w Ziemi Świętej w Dzień Przebłagania, czyli Jom Kippur?
– Tutaj zatrzymuje się cały nasz świat. Nie jeżdżą samochody, nie działa transport publiczny, samoloty nie lądują. Większość kanałów telewizji nie nadaje wtedy żadnego programu, nie działają sklepy, restauracje, biura, urzędy. W tradycji żydowskiej jest to dzień, w którym prosi się o przebaczenie za grzechy Izraela. Ja z kolei zachęcam moich wiernych do tego, by ten dzień wykorzystali na rachunek sumienia, przygotowanie do spowiedzi i na pojednanie się z Bogiem. To kolejny przykład tego, jak możemy czerpać z tradycji żydowskiej i adaptować ją do naszej chrześcijańskiej tożsamości.
Pamiętam taką sytuację, jak po jednej z mszy św., w których uczestniczyłam w Waszej kaplicy w Jerozolimie, powiedział Ksiądz, że na mszy nie pojawiła się konkretna osoba. Było w tym dużo troski, ale też mojego zdziwienia – bo jak to tak: da się zauważyć, że kogoś nie ma?
– To jest luksus tak małych wspólnot jak nasza. I to też jest mój wymarzony Kościół – wszyscy się znamy, jesteśmy prawdziwie wspólnotą. Gdy widzimy, że kogoś brakuje, to zazwyczaj do niego dzwonimy. Jeśli ktoś jest chory, to pytamy, czego potrzebuje, zawozimy jakieś jedzenie, odpowiadamy na konkretne potrzeby. Często powtarzam znajomym księżom z różnych zakątków świata, że u nas w Izraelu trudno o satysfakcję duszpasterską mierzoną w liczbach. Nasze wspólnoty mają po mniej więcej sto osób, większość z nich nie przyjdzie na spotkanie w ciągu tygodnia. Możemy mieć mnóstwo pomysłów, zapału i energii do organizowania różnych wydarzeń, ale rzeczywistość jest taka, że przychodzi kilka osób. Dlatego też, jeśli chcemy cokolwiek przygotować, to musimy to zrobić na poziomie wikariatu, a nie konkretnej wspólnoty.
Ale chcę to powtórzyć – dla mnie to mój wymarzony Kościół. Moją rolą jest bycie pasterzem, który zauważa każdą owcę i każdą jej potrzebę. Staramy się, jako księża, a jest nas sześciu, zaspokajać te potrzeby naszych owiec, naszych parafian. Chcemy też, żeby te relacje wśród członków naszych wspólnot nie zaczynały i nie kończyły się tylko w kaplicy, ale żeby ludzie się znali, odwiedzali, lubili, żeby pomagali jeden drugiemu.
Potrzeb jest niestety sporo. I to – przynajmniej z perspektywy Polski – niecodzienne potrzeby.
– To też moje zadanie jako wikariusza patriarchalnego, żeby znaleźć finanse na różne rzeczy, ale też żeby nie zostawić ludzi bez pomocy. Podam tylko dwa przykłady: kilka dni temu byliśmy w Tel Awiwie, tam w jednym ze schronów przebywają także nasi ludzie. Od momentu wybuchu konfliktu z Iranem nie mają pracy. Częściowo dostaną pomoc ze strony państwa, ale częściowo to my będziemy im pomagać. Dostali od nas między innymi bony na zakupy do supermarketu.
Ostatnio też w wyniku wybuchu rakiety ucierpiała jedna nasza rodzina w Beer-Szebie. Im na szczęście nic się nie stało, ale ich mieszkanie jest bardzo zniszczone, więc trzeba było szybko zorganizować pomoc. Wybuch zniszczył między innymi meble, wyleciały też szyby. Dziewczynce kupiliśmy komputer, żeby mogła uczestniczyć w lekcjach – bo teraz wszystko odbywa się zdalnie. To są takie zwyczajne sprawy, na które trzeba reagować na bieżąco.
„Zwyczajne”…
– Mam tutaj zresztą kawałek tego pocisku, który spadł w Beer-Szebie. Pojechałem tam niedawno, żeby spotkać się z tą naszą rodziną, rozeznać ich sytuację i też po prostu dodać im otuchy. Pokazałem ten kawałek rakiety i powiedziałem Mariannie: „Słuchaj, to przyleciało do ciebie specjalnie z Iranu, żeby cię zabić, a ty nadal żyjesz!”. Te straty materialne, meble, okna, to są rzeczy, którym możemy jakoś zaradzić, natomiast w tych ludziach pozostaje lęk. Oni zdają sobie sprawę z tego, że to cud, że żyją. Rakieta, gdyby spadła na dom, na pewno by ich zabiła, choć i tak byli w schronie. Na szczęście spadła między budynkami i nie było ofiar śmiertelnych. Widzę, że na razie trudno jest im się po tym pozbierać. Boją się huku, boją się wychodzić ze schronu, z domu. Namacalnie poczuli to, że wojna trwa…
Jako wikariusz patriarchalny jestem też odpowiedzialny za takie prozaiczne rzeczy, jak na przykład znalezienie środków na ubezpieczenie zdrowotne dla księży. Jest nas sześciu, żaden z nas nie ma obywatelstwa Izraela, więc musimy to sobie sami opłacić. Nie są to jakieś zawrotne koszty, ale o tym też trzeba myśleć. To też moja troska, żeby opłacić rachunki w każdej z tych siedmiu wspólnot: prąd, wodę… Mamy też pracowników biurowych, im też trzeba przecież opłacić wynagrodzenie. Proza życia.
Stara się też Ksiądz, na różne sposoby, pokazywać katolikom spoza Ziemi Świętej, że korzenie chrześcijaństwa są w Jerozolimie.
– Tak. Zresztą bardzo zachęcam każdego do tego, by choć raz w życiu tutaj przyjechać. Nie chodzi tylko o to, żeby zwiedzić te wszystkie święte miejsca, co jest oczywiście ważne, ale też warto spotkać się z hebrajskojęzycznymi katolikami. Zawsze można nas odwiedzić, doświadczyć wspólnej modlitwy, zadać pytania… Więc jeśli ktoś planuje wyjazd do Izraela, niech zapyta w biurze podróży, czy można ułożyć program tak, żeby się z nami spotkać.
Mogę tylko potwierdzić i zaświadczyć o Księdza otwartości i gotowości do spotkań, rozmów i wspólnej modlitwy.
– Chcielibyśmy mieć przyjaciół tak naprawdę na całym świecie. Nasz wikariat jest malutki i nie ukrywam też tego, że nie jest tak łatwo nam tutaj przetrwać, także pod względem materialnym. Mamy stowarzyszenie Przyjaciół Świętego Jakuba, do którego można dołączyć w każdej chwili. Można się zapisać do naszego newslettera, w którym piszę, co u nas słychać. Organizujemy również spotkania na Zoomie kilka razy w roku, przesyłamy też nasze produkty czy gadżety, kalendarze z Ziemi Świętej, kartki, zdjęcia… Dołączenie do stowarzyszenia wiąże się z deklaracją niewielkiego materialnego wsparcia, bo w wysokości 10 euro w miesiącu. Dla nas takie wpłaty znaczą naprawdę wiele. Zapraszam więc wszystkich i zachęcam do tego, by być z nami w kontakcie. Jak się wie, co u nas słychać i jakie są nasze potrzeby, to też łatwiej się za nas modlić i nas wspierać. Na naszej stronie internetowej www.friendsofstjames.org regularnie piszemy o naszych działaniach – o stypendiach, które fundujemy dla naszej młodzieży i studentów, o festiwalach, które organizujemy, czy publikacjach, które wydajemy. Wspólnie z Przyjaciółmi Świętego Jakuba pomagamy ludziom tutaj na miejscu, ludziom, których bardzo dobrze znamy, którzy mają konkretne twarze i imiona.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Zyskaj codzienny dostęp do wartościowych treści, które pomagają lepiej rozumieć świat, wiarę i współczesne wydarzenia — gdziekolwiek jesteś i kiedy tylko chcesz.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Wypróbuj bez ryzyka
Rozpocznij od 14 dni bezpłatnego dostępu i sprawdź wszystkie możliwości serwisu.
Po okresie próbnym subskrypcja kosztuje tylko 19,90 zł miesięcznie.
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
Subskrypcja roczna

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.
Co otrzymujesz w subskrypcji?
- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów
- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym
- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej
- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online
- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży
- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF
Najlepsza cena
Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.
- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł
↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.













