Szkaplerz – znak przyjaźni

Niepozorny fragment mniszego stroju, przeznaczony do ochrony przed zabrudzeniem, stał się symbolem szczególnej więzi z Maryją. Ona, podobnie jak jej Syn, posługuje się prostymi znakami, by wprowadzić nas w głębię chrześcijańskiej duchowości.
Czyta się kilka minut
fot. Marco Sete/Adobe Stock
fot. Marco Sete/Adobe Stock

Każdy mnich w dniu obłóczyn otrzymuje zakonną tunikę, która od tej pory staje się jego codziennym ubraniem. Obleczony w habit, żył w nim, pracował, modlił się. W dawnych czasach tunika zakonna musiała służyć mnichowi aż do śmierci. Żeby przedłużyć żywotność cennego materiału, nakładano na siebie zwykłą szmatę z bardziej lichego płótna, która ochraniała zarówno przód, jak i tył tuniki mnicha przed zabrudzeniami, zaś w razie potrzeby można było ją łatwo przeprać albo wymienić na świeższy kawałek materiału. Można to przyrównać do zwykłego fartucha, który znajdziemy w niejednej kuchni polskiego domu, nic nadzwyczajnego. I właśnie na ten przedmiot wskazuje Maryja, gdy w nocy z 15 na 16 lipca 1251 roku ówczesnemu generałowi zakonu karmelitańskiego, św. Szymonowi Stockowi, objawiła się, będąc otoczona orszakiem aniołów. Maryja wyciągnęła do niego swoją dłoń, w której trzymała szkaplerz, a podając mu go, powiedziała: „Przyjmij, mój synu, ten szkaplerz zakonu twojego, jako znak mego braterstwa. Będzie on dla ciebie oraz wszystkich synów karmelu przywilejem. Każdy, kto w nim umrze, nie zazna ognia piekielnego. To jest znak zbawienia, tarcza w niebezpieczeństwach i symbol przymierza”. 

Wziąć ją do siebie
Wobec tego objawienia, które przekazuje nam tradycja zakonna, nasuwa się zasadnicze pytanie: Symbolem jakiego przymierza jest szkaplerz? Albowiem to szkaplerzne przymierze nie może istnieć poza jedynym i wciąż aktualnym przymierzem, jakim jest nowe przymierze zawarte we Krwi i Ciele samego Chrystusa. Życie Maryi od samego początku było ukierunkowane na Jezusa. Jej egzystencja ani przez moment nie była oderwana od Chrystusa. Cokolwiek czyniła, czyniła będąc zasłuchaną w Słowo Boga. Prowadzona tym światłem, została ostatecznie wprowadzona na górę Golgoty, aby również wejść w nowe przymierze, które ustanawia jej Syn. To zaś przymierze, w które pragnie Maryja wejść ze swoimi dziećmi, nie jest alternatywną relacją dla tej, która rodzi się we chrzcie między człowiekiem a samym Chrystusem, lecz jest zaproszeniem do szczególnej relacji z osobą Maryi, na sposób przyjacielski i siostrzany, wewnątrz chrzcielnego przymierza. 
Nasz zakon, w dzień uroczystości Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel (Matki Bożej Szkaplerznej), w liturgii mszalnej czyta fragment Ewangelii wg. św. Jana, w której Chrystus w swoim testamencie powierza swoją Matkę umiłowanemu uczniowi. Jakże jest to genialna intuicja, wyrażająca duchowy rdzeń szkaplerznego objawienia. Ewangelia powie, że umiłowany uczeń, po poleceniu Chrystusa, właśnie od tego momentu, od tej godziny, „wziął ją do siebie”. Wziąć zatem Maryję do siebie jest fundamentalną treścią przymierza, które Maryja ofiarowuje św. Szymonowi. 
Język grecki w sposób bardziej precyzyjny, a jednocześnie subtelniejszy odda to wyrażeniem: eis ta idia, które jeszcze piękniej ukaże nam, na czym polega to wzięcie Maryi do siebie. Chodzi bowiem o takie wzięcie, które oznacza włączenie osoby do swoich życiowych spraw, do swoich rzeczy i wszelkich codziennych rzeczywistości. Oznacza również wzięcie do swojej domowej prywatności, którą w naszym słowiańskim duchu możemy nazywać domowym ogniskiem. Termin użyty przez ewangelistę również odnosi się do małżonków, którzy biorą i przyjmują siebie w swojej intymności. Chodzi więc o takie przyjęcie Maryi do swojego życia, które w konsekwencji obejmie całą naszą egzystencję. Przyjęcie, które jest trwałe i nieodwołalne. Znakiem tego przyjęcia i wejścia w przymierze z Maryją jest właśnie szkaplerz. 

Zwykły fartuch, niezwykła szata
Niesamowicie urzekające w tej tradycji jest to, że znakiem tego przymierza między człowiekiem i Maryją staje się zwykły fartuch. Maryja wybiera bowiem na znak komunii coś tak prostego, lichego i godnego nawet pogardy, jak kawałek materiału, który służył do ochrony przez zabrudzeniami. Można powiedzieć, że Maryja ukazuje się nam tutaj jako wierna uczennica swojego Syna. Przecież On pierwszy wybrał to, co głupie w oczach świata. Wybrał na znak swojego przymierza krzyż, który dla jednych będzie głupstwem, a dla drugimch zgorszeniem. Wybrał również zwyczajną i powszechnie dostępną wodę na znak przymierza chrzcielnego, chleb i wino dla komunii eucharystycznej, oliwę dla pomazania czy zwyczajne słowo zgody dla małżeńskiego kontraktu. Bóg wybiera proste środki, aby znaleźć przystęp do człowieka i obdarować go nieskończoną swoją łaską. Wybiera to, co niepozorne i banalne, aby objawić swoją chwałę i miłość względem człowieka. Maryja bardzo wiernie odrobiła lekcję swojego Syna i gdy sama zechciała wejść w przymierze z pierwszym pokoleniem karmelitów, wybrała zwykły fartuch, który od tej pory nie tylko chronił przed fizycznymi zabrudzeniami, ale również zgodnie z obietnicą Maryi ma chronić przed brudem znacznie gorszym, ponieważ tym niewidzialnym i duchowym. 
Możemy powiedzieć, że niejako otrzymujemy od Maryi jej własną szatę, na której odbiła się cała historia zbawienia. Na niej jest bowiem odciśnięta cała Ewangelia. Trud prostego życia w Nazarecie. Światło anielskiego zwiastowania. Łzy niepewności wobec chęci oddalenia przez Józefa. Zapach betlejemskiej stajni. Pot ucieczki do Egiptu. Ślady po brudnych rączkach Jezusa i ziemia nazaretańskiego ogródka. Plamy po wybornym winie z wesela w Kanie. Przeszła w niej wiele kilometrów po Ziemi Świętej, podążając za swoim Synem, aż w końcu dotarła za Nim do Jeruzalem. Tam zaś, w ostatnim akcie miłości matczynej, wzięła odarte z szat, nagie ciało swojego dziecka i przykryła je swoją szatą, aby osłonić Jezusową nagość. W zamian jej szata wchłonęła Krew swego jedynego Syna.
Fartuch Maryi jest, można by rzec, nawet czymś więcej niż relikwia chusty Weroniki. Na tym fartuchu jest bowiem odbite całe życie Jezusa. To publiczne, jak i to ukryte w Nazarecie. Przyjmując szkaplerz, zaproszeni jesteśmy do tego, aby stawać się coraz bardziej dziećmi Ewangelii, stawać się zwiastunami dobrej nowiny o życiu Jezusa. 

Szkaplerz noś, na różańcu proś
Przymierze z Maryją, do którego zostaliśmy zaproszeni, ma również swoją wewnętrzną dynamikę, która koresponduje z prawidłami życia duchowego. Życie duchowe realizuje się bowiem w dwóch odsłonach. Czynnej oraz biernej. Z jednej strony podejmujemy aktywne uczestnictwo w życiu duchowym, na przykład poprzez modlitwę ustną czy liturgiczną, korzystanie z sakramentów, dbałość o stały rozwój intelektualny i duchowy, szeroko pojętą ascezę, realizowanie różnorakich form miłości bliźniego, czyli jednym słowem: to wszystko, co możemy dać z siebie. 
Natomiast bierny aspekt życia duchowego kładzie akcent na przyjmowanie. Chodzi o taką postawę, w której nie opieram się tylko na własnych siłach, lecz powoli i delikatnie oddaję się i powierzam Bogu, pozwalając, aby to On przejmował inicjatywę w moim życiu. Pozwalam w tej bierności przyjmować przede wszystkim Jego łaskę oraz miłość. Pięknie tę dynamikę życia duchowego wyraża nasze staropolskie porzekadło: „Szkaplerz noś, na różańcu proś”. Różaniec symbolizuje tutaj aktywną część naszego życia duchowego. Trzeba bowiem coś bardzo konkretnego uczynić w swoim życiu. Wziąć różaniec do ręki, poświęcić mu czas, wyszeptać pięćdziesiąt razy Zdrowaś Maryjo, rozważyć tajemnice z życia naszego Pana. Natomiast jeśli chodzi o szkaplerz, niewiele tu naszej aktywności czy zasługi. Wszystko sprowadza się bowiem do tego jednego aspektu, jakim jest bierne noszenie szkaplerza. Po prostu go wiernie noszę, będąc jednocześnie otwartym i podatnym na działanie Ducha Świętego. Wsłuchuję się w szepty Maryi oraz staram się podążać za nią i jej Synem po krainie Ewangelii. Szkaplerz to propozycja duchowości, w której niczym nie mogę się poszczycić. Mogę jedynie ucieszyć się nadmiarem obfitości, która jest mi udzielania. Dynamikę tego przymierza, do którego przez znak szkaplerza zaprasza nas Maryja, chyba najpiękniej wyraża Psalm 131: 

Panie, moje serce się nie pyszni 
i oczy moje nie są wyniosłe. 
Nie gonię za tym, co wielkie, 
albo co przerasta moje siły. 
Przeciwnie: wprowadziłem ład 
i spokój do mojej duszy. 
Jak niemowlę u swej matki, 
jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza. 
Izraelu, złóż w Panu nadzieję 
odtąd i aż na wieki!

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 28/2025