Jedną z zasadniczych kwestii, o którą potrzebujemy się zatroszczyć, aby wyruszyć w kontemplacyjną wędrówkę, jest czas.
Czas tylko na modlitwę
Potrzebujemy niewątpliwie wyłączonego czasu dla modlitwy kontemplacyjnej. Oczywiście, miara tego czasu powinna zostać roztropnie dostosowana do możliwości naszego życia. Inna bowiem będzie dla osoby samotnej, inna dla księdza, inna dla mnicha, inna również dla żony czy męża, a jeszcze inna dla wielodzietnych rodziców. Jednak bez wyłączonego czasu poświęcanego tylko dla kontemplatywnego bycia przed Panem, trudno mówić o podjętej drodze modlitwy. Wielu mistrzów życia duchowego mówi o dwóch momentach w ciągu dnia, podczas których poświęcamy od 20 do 30 minut na modlitwę kontemplacyjną. Na początku może to wydawać się trudne i nieosiągalne. Nie należy się tym jednak zrażać. Warto wyznaczyć sobie jakiś cel, do którego będziemy dążyć, nawet jeśli dziś ta miara jest dla nas nieosiągalna. Jednak od miary i częstotliwości ważniejsza jest wierność, o której już wspominaliśmy. Lepiej poświęcać na modlitwę kontemplacyjną 10–15 minut dziennie wiernie przez całe lata, niż modlić od czasu do czasu, wyłącznie kiedy mam na to ochotę.
Uczciwie trzeba sobie powiedzieć, że coś takiego jak „nie mam czasu” nie istnieje. Nie oszukujmy się. Uczciwiej będzie powiedzieć, że aż tak mi nie zależy, aby poszukać tego czasu w moim życiu, że nie mam ochoty na to, aby jakoś zrewidować moje dotychczasowe życie, żeby chociażby ograniczyć telewizję i internet na rzecz spotkania z Panem. Niemniej, początek drogi modlitwy kontemplacyjnej i starania, aby znajdować na nią czas, może być pewnego rodzaju walką o znalezienie osobistego optimum. Jeżeli komuś naprawdę będzie trudno znaleźć czas na codzienną modlitwę, ze względu na obiektywną intensywność życia, to może warto świadomie zaplanować ją w jakimś układzie tygodniowym? W konkretne, określone dni. Ojcowie pustyni podpowiadają, że jeśli ktoś, kto przynajmniej trzy dni z rzędu się nie modli, naraża swoją duszę na wielkie niebezpieczeństwo i pozbawia się wielu dóbr duchowych. Tu wskazana jest metoda małych kroków. Sprawdza się stare polskie porzekadło: „Lepiej małą łyżeczką, a wciąż”.
Najlepsza pora dnia
Drugą podpowiedzią, również związaną z czasem, jest kwestia znalezienia odpowiedniej pory. Chodzi o twórcze poszukanie własnego, osobistego, najlepszego czasu wobec stanu życia, zobowiązań, pracy, które są udziałem naszej codzienności. Dla jednych, zwłaszcza tych, którzy mają nieregularny tryb życia, będzie konieczne planowanie czasu modlitwy z dnia na dzień. Inni będą mogli sobie pozwolić na pewną powtarzalność, ustalenie stałej pory, której wiernie będą strzec. Ta powtarzalność będzie elementem, który ostatecznie bardzo ułatwia podążanie ścieżkami modlitwy.
Z doświadczenia mogę powiedzieć, że dobrym czasem jest zawsze poranek. Z jednej strony dlatego, że nie ma lepszego początku dnia od spotkania z Panem. Z drugiej strony również dlatego, że po nocy umysł jest oczyszczony i wyciszony. Dzień jeszcze nie dostarczył nam różnych bodźców, jeszcze nasza psychika, emocje, rozum nie dźwigają tyle, co pod koniec dnia. Oczywiście, ktoś może być typem popularnej sowy, która wieczorem z jednej strony się wycisza, ale niekoniecznie musi iść spać. Wobec tego może podjąć również jakąś aktywność duchową. Dla takich osób to właśnie wieczór będzie najlepszą porą na modlitwę.
Na pewno lepszą sprawą jest się modlić przed jedzeniem aniżeli po nim. A to dlatego, że układ trawienny wysyła sygnały naszemu organizmowi do odpoczynku, drzemki, a wobec tego taka modlitwa może przerodzić się w przyjemny sen. Jeśli więc chodzi o godzinę lub porę, ważne jest, żeby była ona stała – to zwyczajnie pomaga. Na początku warto ją ustalić, a po jakimś czasie zweryfikować i zobaczyć, czy ta pora rzeczywiście nam służy.
Miejsce bez rozproszeń
Kolejną bardzo praktyczną podpowiedzią jest kwestia dotycząca miejsca modlitwy. Jeżeli mam taką możliwość, mogę zadbać o zorganizowanie sobie jakiegoś kącika do modlitwy. Swoisty domowy ołtarzyk, miejsce przeznaczone na modlitwę, które mogę urządzić według własnych preferencji. Może znaleźć się tam Pismo Święte, ikona, świeca, mała kadzielnica, różaniec bądź czotka, klęcznik, stołeczek do modlitwy albo poduszka wraz z matą do medytacji. Ale może to być również po prostu fotel, krzesło. Chodzi o miejsce dedykowane temu konkretnemu czasowi, które będzie kojarzone z modlitwą, w którym będę się czuł bezpiecznie i swobodnie. Miejsce, które również nie będzie generować rozproszeń. Siadanie naprzeciwko regału z książkami albo przy oknie może być kontrproduktywne. Warto również oddalić od siebie sprzęt elektroniczny oraz wyłączyć wszelkie powiadomienia w telefonie na czas modlitwy – stać się na ten czas offline.
Mogę się podzielić pewnym autorskim pomysłem, który wzbudza uśmiech, ale jednocześnie dla wielu jest praktycznym wybawieniem, zwłaszcza gdy dom jest pełen dziecięcego gwaru albo mieszka się w hałaśliwej okolicy. Pomocą mogą być stopery do uszu dla perkusistów lub słuchawki wygłuszające dźwięki, które można zakupić w sklepie BHP. Rozwiązanie bardzo praktyczne, które pomaga wejść w wewnętrzną przestrzeń w momencie, gdy świat otaczających nas dźwięków nie sprzyja modlitwie w ciszy.
Postawa ciała
Pomocą w modlitwie również będzie kwestia zwrócenia uwagi na postawę ciała. Z jednej strony taka, która wyraża mój szacunek oraz pozwala się skupić. Z drugiej zaś strony taka, aby dana pozycja nie krępowała, nie sprawiała bólu, ale też żeby nie powodowała senności. Mogę klęczeć, siedzieć, stać. Na pewno skupieniu i uważności pomagają bezruch i prosty kręgosłup. Pomocny niewątpliwie jest kontakt z własnym ciałem oraz jego znajomość. Umiejętność odczytywania, co w danym momencie ciało mi komunikuje. Ono wiele może mi powiedzieć o tym, co wewnętrznie przeżywam. Również sprzyja modlitewnemu skupieniu pewna umiejętność pracy z oddechem. Musimy mieć świadomość, że ostatecznie jesteśmy istotami cielesnymi, nie jesteśmy aniołami, ale posiadamy ciało i musimy uwzględniać je również na modlitwie.
Osobisty rytuał
Pewną pomocą będzie posiadanie osobistego rytuału. Chodzi o jakieś zewnętrzne i wewnętrzne znaki, które będą swoistym językiem komunikacji między mną a Panem. Ojciec Romana Brandstaettera zawsze przed czytaniem słowa Bożego mył ręce. Również i my możemy w jakiś sposób zaaranżować nasze spotkanie z Bogiem wedle własnych upodobań i wrażliwości. We wszystkim zaś należy jednak pamiętać, że są to rzeczywistości, które mają mi pomóc w przeżywaniu modlitwy kontemplacyjnej. Nie są ani celem, ani niezbędnym warunkiem dla prowadzenia medytacji. Są to raczej podpowiedzi, które modlitewna tradycja Kościoła niesie na swoich doświadczonych ramionach. Ostatecznie, najważniejszą rzeczywistością modlitwy kontemplatywnej jest świadomość przebywania w Bożej Obecności oraz nasza miłosna uwaga i wylanie własnego serca przed Panem.
Trzy pokusy
Na koniec tej wędrówki po fundamentach modlitwy pamiętajmy o trzech pokusach, które czyhają na wędrowców podążających ścieżkami modlitwy kontemplacyjnej.
Pierwsza: jednym z najczęstszych problemów pojawiających się na drodze modlitwy kontemplacyjnej jest to, że redukujemy ją do naszych stanów psychicznych czy emocjonalnych. Liczą się zaś nie emocje, nie uczucia, lecz każdorazowa i wolna decyzja wejścia w spotkanie z Miłującą Obecnością. To właśnie ta decyzja wyzwala iskrę przemieniającej łaski podczas modlitwy.
Druga: metody, schematy czy zewnętrzny anturaż, nawet najlepsze, nie są w stanie wytrzymać próby czasu. Są jedynie pomocą w drodze, a nie samą drogą. Na niej zaś chodzi o relację, a nie o technikę. Fundamentalną metodą modlitwy kontemplacyjnej będzie zawsze wierność decyzji. Tylko ona jest zdolna wytrzymać próbę czasu i okoliczności.
Trzecia: nasze ego pragnie mieć wszystko zmierzone, zważone, policzone i skrupulatnie poukładane. Pragnie bowiem mieć poczucie kontroli i nieustannie chce się chwalić własnymi osiągnięciami. Dzieje się tak, ponieważ lubi ono karmić się satysfakcją i dumą samowystarczalności. Jednak na tej drodze będzie chodzić o zgodę na ubóstwo, puste ręce oraz niewystarczalność, które zawsze będą stać w opozycji do zewnętrznej pobożności oraz religijnej powinności.
Podążając ścieżkami kontemplacji, pamiętajmy, że cała chrześcijańska tradycja modlitwy uczy nas od zawsze, że modlitwa jest dziełem samego Boga w nas. Jest tym, co On dokonuje w nas i dla nas. A to, czego Bóg dla nas pragnie, to nieustanne obdarowanie nas Sobą w miłości. Modlitwa kontemplatywna ostatecznie jest rozpoczęciem już tu na ziemi naszego życia w głębokiej komunii na łonie Przenajświętszej Trójcy.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!















