Maraton, nie sprint, czyli rzecz o wierności

W dojrzewanie relacji wpisane są trudy i zmagania, które trzeba podjąć, aby relacja, którą budujemy, była trwała, rozwijała się i przynosiła smakowite owoce.
Czyta się kilka minut
Fot. Unsplash
Fot. Unsplash

W tworzenie relacji trzeba nieraz zaprzęgnąć niemały hart ducha, aby wyrzec się własnego ego na rzecz drugiego „ty”, z którym tworzymy relację. W proces ten wpisane jest jakieś obumieranie, które podejmujemy, ponieważ płynąca miłość z tworzonej relacji zaprasza nas do podjęcia tego wyzwania. Na drodze modlitwy kontemplacyjnej również przychodzi stawić czoła wyzwaniom, które będą domagać się z naszej strony postawy ,,zdeterminowanej determinacji”, jak mówiła św. Teresa od Jezusa. Postawy, w której niezależnie od pojawiających się przeciwności i zmagań, nie zejdziemy z obranej drogi. Kamieniem węgielnym kontemplacyjnej relacji z Panem jest zaś wierność, która jest również podstawą wszelkich relacji międzyludzkich.

Oczyszczanie motywacji

Pierwszym wyzwaniem, z którym przyjdzie nam się zmagać, będzie moment uświadomienia sobie własnych nieoczyszczonych i interesownych motywacji, z którymi wchodzimy w relację z Panem. Fałszywe motywacje na początkowych etapach życia duchowego są czymś naturalnym. Apostołowie, idąc za Nauczycielem z Nazaretu, również mieli swoje mniej lub bardziej uświadomione motywacje, które nie były zgodne z bezwarunkowym wezwaniem Jezusa. Każdy z nich w jakiś sposób widział w Chrystusie Mesjasza politycznego, który miał przynieść wyzwolenie Izraelowi z rzymskiej okupacji. Moment krzyża obnażył ich motywację przynależenia do Jezusa. Rozproszyli się, ponieważ ich chęć podążania za Panem nie była jeszcze wystarczająco bezinteresowna. Potrzebowali czasu, aby oczyścić się z wszystkich fałszywych oczekiwań względem Jezusa. Życie duchowe jest drogą, na której wydarzają się różne momenty. Czasem będziemy się cofać i upadać, innym zaś razem będziemy biec i przemierzać z lekkością kolejne etapy naszej wędrówki. Na drodze modlitwy kontemplacyjnej zostaną również poddane oczyszczeniu nasze interesowne motywacje podążania drogą duchową.

Oschłość i pustka

Człowiek, który zaczyna iść ścieżkami modlitwy kontemplacyjnej, bardzo szybko zaczyna doświadczać różnych stanów emocjonalnych. Modlimy się dlatego, że coś z tego na poziomie naszej efektywności doświadczamy. Jest to oczywiście coś, co na początku jest prawdziwe, autentyczne i potrzebne. Jednak zasadnicze pytanie o naszą wierność modlitwie objawia się w momencie, gdy przestajemy tych stanów doświadczać. Pojawiają się emocjonalna pustka, oschłość, a nawet jakaś zgryzota serca. Bardzo często porzucamy wówczas modlitwę. Jest w tym ukryty egocentryzm i fałszywa motywacja przystępowania do modlitwy ze względu na emocjonalny dobrostan, którego doświadczaliśmy. Gdy zaczyna go brakować, modlitwę porzucamy. 

Bardzo często porzucamy również modlitwę, gdy w pewnym momencie przychodzi swoista ciemność dla naszego rozumu. Do tej pory karmiłem swój intelekt rozważaniami. Słowo Boże w jakiś sposób mnie karmiło, ubogacało, odsłaniało przede mną swoje tajemnice. Teraz zaś zostało to wszystko zabrane. Słowo milczy, a intelekt doświadcza pogubienia. Tracimy wówczas zapał i porzucamy ścieżkę modlitwy kontemplacyjnej.

Mogą również przyjść takie momenty, w których zostaną zabrane moje ukryte motywacje charytatywno-apostolskie. Modliłem się, ponieważ dzięki temu mogłem służyć innym ludziom, głosić Słowo Boże oraz ewangelizować. Widoczne były owoce mojego apostolskiego posługiwania oraz doświadczałem efektywności i skuteczności podejmowanych przeze mnie działań na rzecz wspólnoty i bliźnich. Przyszedł jednak taki moment, w którym nie tylko sam osobiście nie widzę owoców działania, ale również inni go nie dostrzegają, a nawet pojawiają się pretensje ze strony środowiska, które podcinają naszemu zaangażowaniu skrzydła. Wobec takiego doświadczenia porzucamy modlitwę, bo stwierdzamy, że nie ma sensu dalej się trudzić, skoro wszystko dokoła mnie świadczy o tym, że modlitwa nie przynosi należytego owocu. Zniechęceni tym stanem rzeczy, uciekamy z drogi modlitwy.

Uboga, prosta, zwyczajna

Zauważamy, że w tych różnych przestrzeniach motywacyjnych modlimy się dla pewnego interesu, który upatrzyliśmy dla swojego życia duchowego. Oczywiście, Pan w początkach drogi zadowoli się wszystkim, co Mu ofiarujemy. Jednak prędzej czy później te interesowne motywacje muszą zostać przerwane na rzecz darmowości i bezinteresownej miłości. Oczyszczenie motywacji dla człowieka modlącego się jest niezwykle bolesne. Jednak nie ma innej drogi niż konfrontacja ze swoim nienawróconym sercem.

Jeżeli zaś tak się ma rzecz z naszymi motywacjami, to może lepiej nie modlić się wcale i czekać na czyste i bezinteresowne motywacje? Jest to pokusa, która pragnie nas wyrzucić poza kontemplacyjną orbitę. Trzeba nam działać i podejmować staranie o modlitwę, nawet jeśli jest to działanie interesowne. Natomiast gdy pojawiają się pierwsze oschłości, oczyszczenia i ogołocenia, nie wolno nam porzucać drogi modlitwy. Tylko wierna praktyka modlitwy jest nas w stanie przeprowadzić przez tę pustynię, która będzie z nas wydobywać bezinteresowną postawę trwania. Z czasem gdy odpadną od nas fałszywe motywacje, modlitwa zacznie się upraszczać, stanie się coraz bardziej uboga, prosta, całkiem zwyczajna, a jednocześnie bardziej scalona z naszym życiem. Będzie ostatecznie oparta na decyzji woli, która będzie niezachwianym fundamentem dla całego gmachu życia duchowego, który budujemy. 

Nieocenianie własnej modlitwy

W tym procesie budowy potrzebujemy dwóch zasadniczych narzędzi, które będą wspomagały naszą modlitwę oraz pomogą nam przebrnąć przez etap oczyszczania naszych motywacji. Pomocą w tym jest pielęgnowanie w sobie postawy, w której nigdy nie oceniam swojej modlitwy oraz nie mam wobec niej żadnych oczekiwań, jak ma się realizować. Nieocenienie modlitwy chroni nas przed frustracją i zniechęceniem, zwłaszcza że prawdopodobnie nasza modlitwa nigdy nie będzie wyglądała tak, jakbyśmy tego oczekiwali. Nigdy nie będziemy mieli poczucia bycia dobrym na modlitwie, albo świadomości, że mamy jakąś niezawodną metodę. Takie zresztą przekonanie byłoby dla naszego życia duchowego katastrofalne, ponieważ tego, czego mamy się nauczyć, to własna niemoc, słabość oraz kruchość, które będą domagały się oparcia nie na sobie, lecz na łasce Chrystusa. Wobec tego trzeba również porzucić wszelkie oczekiwania. Modlitwa kontemplacyjna zawsze będzie inna, niż zakładasz. Potrzeba pozwolić, aby Duch Święty mógł czynić w nas dzieło wedle swego zamysłu i pedagogicznej mądrości.

Oczekiwania wiążą się z bonifikatami, na które podskórnie czekamy. To zaś jest traktowaniem Boga niczym dojnej krowy, jak mawiał Mistrz Eckhart. Na modlitwie zaś nie chodzi o dary czy nadzwyczajność, które możemy otrzymać od Boga, lecz o to, żeby spotykać się z Bogiem samym, dla Boga samego. Jego miłująca Obecność jest wystarczającą motywacją kontemplatyka. Dlatego św. Bernard z Clairvaux pisał, że „miłość nie szuka racji, ani zysku poza sobą. Jej zysk polega na istnieniu. Kocham, bo kocham. Kocham, aby kochać”. Taki jest cel i sens trwania na kontemplacyjnej drodze.

Konsekwentna i bezwarunkowa wierność

Drugim narzędziem, które pomoże nam przechodzić przez pustynne piaski, jest bezwarunkowa wierność. Droga modlitwy kontemplacyjnej nie jest bowiem olimpijskim sprintem, lecz maratonem. Sprinty oczywiście są atrakcyjne dla naszego ego. Wiążą się z pewnego rodzaju napięciem stawania na linii startu, dopingiem całego stadionu, fleszami i możliwością przecięcia wstęgi. Na koniec sprintu możemy przyznać sobie medal określonego koloru. Możemy nawet mieć cały pokój wystrojony medalami po poszczególnych medytacjach, lecz nadal będziemy poruszać się w przestrzeni duchowych krótkich dystansów, które ostatecznie odmierza się natężeniem różnych interesownych motywacji. Modlitwa zaś kontemplacyjna jest zgodą na maraton. 42-kilometrowy bieg, podczas którego będą różne momenty. Czasami będzie obecny doping, innym zaś razem będziemy biegli w całkowitej samotności. Czasem trasa będzie świetnie oznakowana, a na innych etapach będziemy mogli mieć poczucie zagubienia. Momentami nasz bieg będzie żwawy i równomierny, a innym razem będziemy szli, pociągając za sobą zmęczone stopy. 

W tej drodze modlitwy zgadzam się na długi dystans, na końcu którego czeka mnie zwycięstwo, pod warunkiem że w wierności wytrwam podjętym decyzjom. Każdy, kto przebiegł maraton, ma świadomość, że jest zwycięzcą. Każdy również otrzymuje pamiątkowy medal i obdarzony jest sportowym szacunkiem, ponieważ ukończenie tego starożytnego biegu wymaga wielu poświęceń i hartu ducha. 

Modlitwa kontemplacyjna będzie zatem doświadczeniem maratonu w naszym życiu, który zakończy się w ostatnim naszym akcie wierności, czyli w momencie naszej śmierci. Wierność zaś jest kluczem do wytrwania na ścieżkach kontemplacji. Nie oceniaj, lecz pozwól sobie być, każdego dnia, stawiając kolejne kroki w kontemplacyjnym maratonie.


Poniżej kolejny artykuł z cyklu Mateusza Filipowskiego OCD o modlitwie kontemplacyjnej w duchu Karmelu.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 23/2025