Logo Przewdonik Katolicki

Kiedy praca konkuruje z małżeństwem

Bogna Białecka
ILUSTRACJA AGNIESZKA SOZAŃSKA

On za dużo pracuje, nie ma go w domu, ona cierpi. Napięcia, konflikty, a czasem drastycznie – rozstanie. Jednak praca może wpływać na relacje małżeńskie na mniej oczekiwane sposoby. Jakie?

Jedną z cech współczesnego rynku pracy jest tworzenie oczekiwań dotyczących rozwoju kariery. „Gdzie widzisz siebie za pięć lat w tej firmie?” – to standardowe pytanie na rozmowie kwalifikacyjnej. Praca nie jest spostrzegana wyłącznie jako sposób zarabiania na życie, ale raczej sposób życia. Ma to konsekwencje dla małżeństwa i rodziny.
 
Rywalizacja zawodowa małżonków
Marcin został kierownikiem działu w sklepie będącym częścią ogólnopolskiej sieciówki. Choć wiązało się to z nadgodzinami, jednak wzrosła też pensja i prestiż. Żona Joanna cieszyła się wraz z nim, kupili a konto podwyżki nowy samochód. Sukces męża tak podbudował Joannę, że postanowiła podjąć studia, które przerwała w ciąży. Studia poszły doskonale, dostała miesięczne stypendium za granicą, zaczęła wyjeżdżać na konferencje, napisała pracę magisterską, dostała propozycję kontynuacji nauki na studiach doktoranckich. Niestety, w międzyczasie Marcin został zdegradowany. Nie poradził sobie na stanowisku kierowniczym. Sukcesy naukowe żony zaczęły mu przeszkadzać, zaczął ją oskarżać o chęć poniżenia go (sam pozostał na poziomie licencjatu). Joanna zaczęła oskarżać męża o tworzenie problemów – przecież ona tylko chce ukończyć studia i nie jest jej wina, że odniósł porażkę w pracy! Para weszła w głęboki kryzys.
Warto zadać sobie pytanie: w jaki sposób spostrzegam pracę zawodową męża (żony)? Jeśli patrzymy na pracę drugiej osoby jako obszar rywalizacji, szybko wpadniemy w tarapaty. W analizowanym przykładzie wina leży po obu stronach. Marcin wykazał się mentalnością psa ogrodnika: sam nie zje, innemu nie da – czyli sam odniósłszy porażkę, chce zastopować rozwój żony. Lecz i Joanna nie jest bez winy. Okazała brak empatii, zrozumienia męża, wsparcia. Oczywiście nie chodziło o to, by w imię solidarności z mężem rzuciła studia. Jednak mąż w kryzysie potrzebował zrozumienia, wsparcia, na przykład w postaci podrzucania okazji do „wykazania się”, które mogłyby podbudować jego nadwyrężoną samoocenę. Joanna mogła też bez negatywnych konsekwencji ograniczyć zakres zaangażowania w studia (np. zrezygnować z części wyjazdów). 
 
Współpraca, nie współzawodnictwo
Barrie Davenport, autorka 201 Relationship Questions radzi, by zadać sobie nawzajem dokładnie to samo pytanie, które zadają rekruterzy: jak widzisz swoją pracę za pięć lat? Plany zawodowe są o tyle ważne, że wpływają na rodzinę. Jeśli myślimy o kolejnym dziecku, budowie domu czy przeprowadzce, warto zastanowić się nad rozwojem zawodowym. Co w czym będzie przeszkadzać? Co jest priorytetem? Jeśli stawiamy swój rozwój zawodowy ponad dobrem rodziny, raczej dobrze się to nie skończy. Dlatego też warto wspólnie zastanowić się, co możemy zrobić, by pomóc sobie nawzajem zrealizować plany zawodowe, ale bez straty dla rodziny, małżeństwa. Być może plany te nieco się zmienią lub czas ich realizacji wydłuży się, warto mieć to jednak przemyślane, niż reagować na przypadkowy bieg zdarzeń. Ważne jest w tym, by nie planować dużych zmian dotyczących obu małżonków czy całej rodziny w tym samym czasie. 
Gdy Marcin znienacka dostał awans, zaraz nastąpiła druga wstrząsająca rodziną zmiana – spontaniczne, nieplanowane podjęcie studiów przez Joannę. W takiej sytuacji najmniejsze załamanie spowodowałoby poważny kryzys. Lepiej mieć przygotowane wcześniej plany zamiast improwizacji w odpowiedzi na zbieg okoliczności.
 
Pretensje o brak rozwoju zawodowego
Filip pracuje jako architekt, zarabiając znacznie powyżej średniej krajowej. W takiej sytuacji żona (też architekt) postanowiła po urodzeniu córki pozostać w domu. Gdy dziewczynka miała dwa lata, Maria powtórnie zaszła w ciążę. Był to moment, w którym mąż zaczął ją naciskać na powrót do pracy, jak najszybciej po porodzie, stwierdzając, że marnuje się przy pieluchach. W miesiąc po urodzeniu synka Filip przyniósł do domu ofertę pracy w biurze projektowym i CV opiekunki, z którą już wstępnie rozmawiał. Maria poczuła się postawiona pod ścianą. Zajmowanie się dziećmi przynosiło jej ogromną radość. Nie była w stanie wytłumaczyć tego mężowi, oskarżającemu ją o marnowanie talentu i wykształcenia. Rezultat? Kryzys.
Jest to skutek przesiąknięcia i przyjęcia za swój korporacyjnego spojrzenia na życie. Rozwój zawodowy wychodzi na pierwszy plan i staje się ważniejszy niż życie rodzinne. Gdy ktoś wpadnie w ten tryb myślenia, jest mu niezwykle trudno zaakceptować, a nawet zrozumieć, że żona czy mąż mogą mieć inną hierarchię ważności wyborów życiowych. Trudno wtedy zaakceptować fakt, że nikt z nas nie ma obowiązku robienia kariery. Jednym z zadań małżeństwa jest uczenie się szacunku dla wyborów drugiej osoby.
Jakiś czas temu popularność zdobył tekst amerykańskiego blogera: „Nie stać mnie na to, by moja żona zajmowała się domem”. Tytuł sugeruje przewidywalny scenariusz – człowieka wylewającego żale na system uniemożliwiający utrzymanie rodziny z jednej pensji. Nic bardziej błędnego. Autor zrobił proste zestawienie wynagrodzenia, które musiałby zapłacić średniej klasy pracownikom dostarczającym rodzinie poszczególnych usług: opiekunka do dziecka, osobisty kucharz, sprzątaczka itp. Okazało się, że wartość tych usług przekracza to, co oboje z żoną byliby w stanie zarobić. Wartość pracy wykonanej przez żonę w domu jest znacznie wyższa niż jego pensja. 
Być może niektórzy z mężów o podejściu Filipa potrzebują takiego wstrząsu w postaci wyliczenia wartości pracy ich pozostających w domu żon? A może da im do myślenia fakt, że np. w USA cenione na  rynku pracy są panie wracające do zawodu po odchowaniu kilkorga dzieci. Matka wielodzietna wykazuje się umiejętnościami niezbędnymi na stanowisku kierowniczym. Jest ekspertem od zarządzania zasobami ludzkimi, logistyki, finansów, delegowania zadań…
 
Praca, istota mojego życia
Powracamy do punktu wyjścia – sytuacji gdy jedno z małżonków zostaje tak pochłonięte pracą, że staje się ona numerem jeden w jego życiu. „On mnie zdradza ze swoją pracą” to mocne oskarżenie. Warto zdać sobie sprawę, że w różnych małżeństwach punkt poczucia, że oto z pary staliśmy się trójkątem (ja, mąż i jego praca), będzie oznaczał coś innego. To kwestia indywidualna. Dlatego warto sięgnąć po kolejne pytania Barrie Davenport.
„Ile godzin dziennie powinieneś spędzać w pracy? Ile dni w miesiącu możesz spędzić w delegacjach, by nie odbiło się to negatywnie na rodzinie?”. Problemy pojawiają się, gdy jedna osoba poświęca pracy więcej czasu niż jest to optymalne w ocenie drugiej. Gdy ktoś regularnie bierze nadgodziny albo często wyjeżdża i zdaniem żony czy męża odbija się to negatywnie na więzi małżeńskiej lub dzieciach – musicie o tym porozmawiać. Czy wiesz, jakie są oczekiwania drugiej osoby? To wcale nie jest oczywiste. Może ci się wydawać, że wyjeżdżając zaledwie na kilka dni w miesiącu, nie biorąc nadgodzin, zorganizowałeś sobie czas optymalnie, lecz rozmija się to z możliwościami radzenia sobie żony, która wówczas zostaje sama z dziećmi. Rozwiązaniem nie zawsze jest rezygnacja (np. z dodatkowych zleceń), może być nim znalezienie pomocy osoby z zewnątrz w trudnych momentach (pani od sprzątania, opiekunka, pomoc babci itp.).
 
Dobre zmiany
Warto też odpowiedzieć sobie na pytanie, jak praca wpływa na nasze poczucie szczęścia i życie rodzinne. Jakie jej aspekty dają poczucie spełnienia, jakie stresują. Co może zrobić współmałżonek, by pomóc w złagodzeniu stresu w „gorsze” dni? Może potrzebujesz wtedy dłuższej chwili odpoczynku po powrocie do domu? A może właśnie możliwości beztroskiego pobawienia się z dziećmi albo życzliwego ucha, które wysłucha opowieści o problemach w pracy. Jest to szczególnie ważne w zawodach, w których występuje sezonowość natężenia stresu. Przykład: usługi dla turystów, gdzie długie weekendy i okres urlopu to czas wytężonej pracy, a pozostałe dni pozwalają na poświęcanie więcej czasu rodzinie. 
Jeżeli jednak praca wpływa negatywnie na relację i rodzinę, trzeba się zastanowić, jak poradzić sobie z tym problemem. Może się okazać, że mimo stresu związanego ze zmianą najlepszym wyjściem będzie jednak poszukanie innej pracy. Ważna jest przy tym zasada, by mieć konkretną propozycję. zanim rzuci się poprzednie zajęcie. Wiem, że teoretycznie powinno być to oczywiste, jednak błąd polegający na rzucaniu pracy bez konkretnej oferty zdarza się zbyt często, by o tym nie wspomnieć. 
Nie zawsze potrzebna jest drastyczna zmiana w życiu, może okazać się, że problem rozwiąże zmiana sposobu organizacji pracy (np. nieprzynoszenie jej do domu) czy rezygnacja z udziału w części zadań niekoniecznych, lecz uznawanych za prestiżowe (nieobowiązkowe spotkania towarzyskie ze współpracownikami czy kadrą kierowniczą, wyjazdy „integracyjne” itp.). A czasem rozwiązaniem problemu stresu w pracy jest zapisanie się na regularne zajęcia sportowe, gdzie napięcie odpływa w postaci wysiłku fizycznego. Godzina tygodniowo dłużej poza domem, ale gdy rezultatem jest lepszy kontakt z bliskimi – to cena warta przemyślenia. 
Praca jest nieodłącznym elementem naszego życia, pochłaniającym wiele czasu. Może być elementem powodującym kryzysy małżeńskie. I właśnie dlatego warto co jakiś czas podejmować ze współmałżonkiem rozmowę na jej temat. To rozmowa, która może zapobiec wielu kryzysom. 
 
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Arletta Bolesta
    22.06.2017 r., godz. 08:03

    Odnośnie m.in. pracoholizmu w kontekście kościelnego procesu o nieważność małżeństwa zapraszam również na mój blog.
    dr Arletta Bolesta
    adwokat kościelny

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki