Logo Przewdonik Katolicki

Od końca

Agnieszka Pioch-Sławomirska
FOT. ZUZANNA SZCZERBIŃSKA/PK. Agnieszka Pioch-Sławomirska redaktor prowadząca.

Zamknij na chwilę oczy i… wyobraź sobie swój pogrzeb. Leżysz w trumnie, a za chwilę będą przemawiały żegnające cię bliskie osoby – ktoś z rodziny, przyjaciół, współpracowników, ze społeczności, w której funkcjonowałeś. Co chciałbyś o sobie usłyszeć? Z czego zostać zapamiętany?

Kiedy odpowiesz na to pytanie, odkryjesz swoją definicję sukcesu.
To ćwiczenie zaproponowane przez Stephena R. Coveya w książce Siedem nawyków skutecznego działania pomaga w określeniu najważniejszych wartości i jasnym zdefiniowaniu celu. Nawyk zaczynania każdego działania z wizją końca jest dla mnie tyle interesujący, co czasem mało realny. Gdy codzienność wypełniają dziesiątki zadań i pilnych decyzji (ot, kiedy dziecko głodne, trzeba nakarmić, a gdy rozbiło głowę – jechać do szpitala), nie wizualizuję końcowego efektu. Choć domyślny cel jest: miłość.
Niedawno odnalazłam niegdyś lubiany, a dziś zakurzony tomik poezji Małgorzaty Hillar Gotowość do Zmartwychwstania. Wrażliwa do granic możliwości, cierpiąca w dzieciństwie z powodu trudnej relacji z matką, uciekająca do Cyganów („marząc, żeby mnie porwali”) i chowająca się w ulubionym kościele („gdzie mieszkała najpiękniejsza i najmilsza postać z całych niebios – Matka Boska”) Janka później metrykalne imię zastąpiła lepiej brzmiącą, wymyśloną na użytek poetyckiego debiutu Małgorzatą i stała się niezwykle popularną autorką. Wraz z mężem Zbigniewem Bieńkowskim, krytykiem literackim, poetą i tłumaczem, stanowili niezwykłą literacką parę. Gdy mąż odszedł do innej, zaczęła pić. Zamilkła na wiele lat, popadła w zapomnienie. Zmagała się ze sobą, cierpieniem, chorobą alkoholową. Wreszcie – odrodziła się. We wstępie do tomiku napisała: „Oto dwadzieścia lat minęło, odkąd umarłam. Porażona cierpieniem, przestałam pisać, mając bardzo wiele do napisania (...) wreszcie powoli zaczęłam wychodzić z głębokiego dołu zabijającego, niszczącego milczenia (…) było to raczej coś w rodzaju przebudzenia – jakby gotowość do zmartwychwstania”. Ów wstęp to były jej ostatnie słowa – zmarła nagle, oddawszy go nieco wcześniej wydawcy wraz z dokonanym przez siebie wyborem wierszy, nie doczekawszy ostatnich ustaleń co do redakcji tekstu…
Różne są te nasze „śmierci” i „powstania”. Naprawiania błędów, odrodzenia, uleczenia ran.  Ale najgłębszy sens mają wtedy, gdy łączone są z wiarą w to najważniejsze Zwycięstwo.
Zmartwychwstanie Jezusa jest faktem. Wiara w jego przemieniającą moc i realne znaczenie dla twojego i mojego życia – czasem prosta jak drut, oczywista jak dwa razy dwa; czasem krucha jak cienka lodowa tafla albo trudna jak zadanie z matematyki dla humanisty. Ale to od niej warto wszystko zaczynać.
„Zacznij od Zmartwychwstania/ od pustego grobu/ od Matki Boskiej Radosnej/ wtedy nawet krzyż ucieszy/ jak perkoz dwuczuby na wiosnę/ (…) zacznij od pustego grobu/ od słońca/ ewangelie czyta się jak hebrajskie litery/od końca” (ks. Jan Twardowski, Od końca).
Czytajmy nasze życie od końca. Nie znad grobu, ale zza grobu; ponad złem i cierpieniem. Stamtąd, gdzie świeci słońce.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki