Logo Przewdonik Katolicki

Wabik na Wojtyłę

Magdalena Guziak-Nowak
Fot. Michał Dudek. Magdalena Siemon, dziennikarka, blogerka.

Z Magdaleną Siemion, autorką książki Seks według Jana Pawła II cię wyzwoli, rozmawia Magdalena Guziak-Nowak

 
Seks plus Jan Paweł II… Odważnie. Nie obawiałaś się takiego tytułu?
– Z wykształcenia jestem dziennikarką i doskonale wiem, jak ważny jest dobry tytuł. Prof. Walery Pisarek zawsze powtarzał: „Zanim ktoś dowie się, co genialnego napisałaś, musi to zauważyć”. Pewnie, najprościej powiedzieć: „Seks się zawsze dobrze sprzeda i dlatego dała taki tytuł”. W pewnym sensie tak, ale historia tytułu jest inna.
 
Jaka?
– Dla papieża kategoria prawdy była bardzo ważna. Gdy Andre Frossard, francuski filozof, zapytał Jana Pawła II, które zdanie wybrałby z całej Biblii, gdyby mógł wybrać tylko jedno, ten odpowiedział: „Prawda was wyzwoli”. Jak się domyślasz, tytuł książki jest więc parafrazą tych słów – prawda o seksualności człowieka, prawda o tym, kim jesteśmy również w wymiarze cielesnym, jest wyzwalająca. Nie sam seks!
W grupie „teologia ciała” na Facebooku rozpisałam konkurs na tytuł książki. Wszystkie propozycje były ciekawe, choć nie tak odważne. Domyślałam się, że tytuł wzbudzi duże kontrowersje. Prawie codziennie w komentarzach pod okładką książki czytam, że jak śmiałam zestawić Jana Pawła II ze słowem seks? Już samo to dla niektórych wydaje się obrazoburcze. Niestety, świadczy to tylko o ogromnej ignorancji ludzi w tej kwestii.
 
To ile Polacy wiedzą o teologii ciała? Czy samo sformułowanie „teologia ciała” już się przyjęło?
– Jeżeli mam być szczera, to często nic nie wiedzą. I nie chodzi mi nawet o sam termin „teologia ciała”, bo on rzeczywiście najczęściej nikomu nic nie mówi, ale o treści, które niesie. W Polsce słowo „seks” ma negatywne konotacje. Najlepiej podsumował to o. Adam Szustak: seks = piekło, siarka, dym. Nie dość powiedzieć, że np. św. Augustyn uważał, że każde współżycie, nawet w małżeństwie, jest przynajmniej grzechem lekkim. Św. Tomasz usprawiedliwiał akt małżeński trzema dobrami, z których pierwsze to posiadanie potomstwa, a pozostałe to wzajemna pomoc oraz panaceum na pożądliwość. Ale taka teologia obowiązywała w Kościele w zasadzie do Soboru Watykańskiego II i do teologii ciała właśnie. To najpierw Karol Wojtyła, a później Jana Paweł II po raz pierwszy przedstawił małżeństwo jako powołanie, jako taką samą drogę do świętości jak np. życie w celibacie. To Jan Paweł II mówił, że małżonkowie powinni zbudować więź, stworzyć relację i do tego służy również życie seksualne. Znane jest jego zdanie, że najpierw komunia, a potem prokreacja. Papież przywrócił ludzkiemu ciału jego pierwotną godność.
 
Skąd pomysł na Twoją książkę? Na jaką potrzebę chciałaś odpowiedzieć?
– Z perspektywy widzę, jak pięknie Pan Bóg układa wszystkie klocki. Teologią ciała zafascynowałam się dziesięć lat temu na wykładach o. prof. Jarosława Kupczaka. Oczywiście, wtedy nie marzyłam, że napiszę o tym książkę. Jednak słowo zasiane w moim sercu nie dawało mi spokoju. W 2008 r. przyjechał do Krakowa Christopher West, który popularyzuje to nauczanie w USA. Zjawiłam się z kamerą na jego katechezie, przeprowadziłam z nim wywiad i zmontowałam reportaż. A trzy lata temu trafiłam do krakowskiego Instytutu Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II, gdzie dostałam szansę poprowadzenia warsztatów dla młodzieży i do dziś korzystam na nich z reportażu z Westem. Już po pierwszych zajęciach przekonałam się, jak bardzo młodzi ludzie szukają odpowiedzi na pytania o to, kim są, co to znaczy „kochać”, czym jest małżeństwo itp. Są spragnieni rozmowy. Smutno jest słyszeć, gdy mówią, że rodzice nie mają dla nich czasu.
 
O czym z nimi rozmawiasz?
– To zależy od grupy. Zawsze mówię, że nie przyjechałam nikogo indoktrynować. Chcę tylko przedstawić wersję miłości i seksualności człowieka, o której z pewnością nie dowiedzą się z internetu czy innych mediów. Na warsztatach panuje luźna atmosfera. Zależy mi, aby każdy mógł się wypowiedzieć, ale nie ma przymusu. Najważniejsze to zdobyć zaufanie młodych. Oni są bardzo wyczuleni na prawdę. Muszą być pewni, że to, o czym im mówię, jest dla mnie ważne i że sama staram się tak żyć. W przeciwnym razie byłabym spalona na starcie. Gimnazjaliści zazwyczaj chłoną treści z wypiekami na twarzy, wśród licealistów jest większy „opór”, ale za to możemy podyskutować. Ważne, żeby usłyszeć ich zdanie, ich problemy.
 
Książka jest przedłużeniem warsztatów?
– Tak.
 
Ale piszesz na przykład o cudzołóstwie w małżeństwie. Nie za wcześnie na taki temat dla gimnazjalistów?
– Właśnie nie. A kiedy im o tym powiesz? Jak już będą po rozwodzie albo po kilku związkach, które z miłością nie miały nic wspólnego?
 
Nie. Na katechezach dla narzeczonych, kursach przedmałżeńskich. Gimnazjalistom powiedziałabym raczej o pięknie miłości małżeńskiej.
– Pisząc o cudzołóstwie w małżeństwie, pokazuję, że nie chodzi tylko o zdradę fizyczną, ale raczej o uświadomienie sobie, że każde zło, grzech najpierw rodzi się w sercu człowieka. To serce odpowiada za grzech, nie ciało. Młodzież jest mniej pruderyjna w rozmowie na temat seksualności niż dorośli. Dorośli, mam wrażenie, cały czas wstydzą się takich rozmów. Nic więc dziwnego, że potem nie rozmawiają o seksualności ze swoimi dziećmi.
 
A pojęcia takie jak „akt komunii”, „pierwotny sakrament”…? Czy młodzież to „kupuje”?
– Tak, jeśli mówi się o tym prostymi słowami. Nawet pisanie o normie personalistycznej szło mi szybko i naturalnie. Starałam się mieć przed oczami moje grupy z teologii ciała. Przypominałam sobie, o czym rozmawialiśmy i co wywoływało największą dyskusję albo sprzeciw.
 
Na stronie 20 przykleiłaś… lustro. Co chciałaś w ten sposób osiągnąć?
– Teologia ciała jest dla mnie afirmacją ludzkiego ciała. W dzisiejszej kulturze, która tak wielką wagę przywiązuje do powierzchowności, zewnętrzności, pięknego wyglądu, jest ogromny odsetek dziewczyn i chłopaków niezadowolonych ze swojego wyglądu. Tym eksperymentem chciałam zwrócić uwagę, że każdy jest piękny, bo każdy jest odbiciem Pana Boga. Dlatego pod lustrem umieściłam zdanie: „To najpiękniejszy obraz człowieka, jaki możesz sobie wyobrazić”.
 
Forma książki jest dość nietuzinkowa: lustro, slogany jak z billboardów, rebusy. Nie boisz się, że przesłoni treść?
– Przygotowując się do pisania, przeczytałam bardzo dużo publikacji na ten temat. Więc nie jest tak, że nikt o teologii ciała nie pisze, bo pisze. Ale brakowało mi na rynku pozycji, po którą sięgnęłabym jako 14-, 15- czy nawet 18-latka. Moja książka ma być pierwszym kontaktem z teologią ciała. Ma być „wabikiem”, po przeczytaniu którego nastolatek krzyknie: „Wojtyła jest genialny, chcę więcej!”. Wtedy sięgnie po poważniejsze publikacje napisane drobnym maczkiem.
 
„Pilnuj swojego serca, tak jak pilnujesz siedzenia na fejsie”. Jak to rozumiesz?
– Najkrócej mówiąc: „Człowieku, zamiast siedzieć na fejsie, po prostu się pomódl albo zaproś koleżankę, która ci się podoba do kina lub na kawę”. Chodzi o to, żeby uwrażliwić młodych na to, co robią i dlaczego. Co jest motorem ich działania? Opinia znajomych? Bycie modnym? Jeśli tak, to czy to są jeszcze prawdziwi „oni”, czy tylko jakieś projekcje, wyobrażenia? Dowiedzą się o tym tylko wtedy, gdy będą śledzić swoje serce, czyli modlić się, zastanawiać, medytować. Innymi słowy: żyć uważnie, nieprzypadkowo. Wiadomo, że młodzież bardzo dużo czasu spędza z gadżetami i w sieci. Czasami ktoś nie zdążył zdjąć kurtki i zjeść obiadu, a już musi sprawdzić nowe memy i fotki. A daj sobie z tym spokój! Zastanów się przez chwilę, co naprawdę jest dla ciebie najważniejsze. Co się kryje w twoim sercu?
 
Moje ulubione zdanie: „Na zawsze to imię daru”. A Ty które lubisz?
– Nie mogę przestać się zachwycać definicją miłości Wojtyły. „Miłość to bezinteresowny dar z siebie”. Mimo różnych komentarzy typu: „Nie można uczynić z siebie daru, bo osoba jest nieprzekazywalna”, coraz bardziej odkrywam prawdę tej definicji. Wydaje mi się, że Karol Wojtyła chciał podkreślić, że oddanie siebie polega przede wszystkim na wyzbyciu się egoizmu, na byciu dla drugiego całkowicie zaangażowanym. Oczywiście, można codziennie robić śniadanie, sprzątać, opiekować się czy współżyć, ale jeśli będzie w tym tylko poczucie obowiązku, to nie ma mowy o darze.
 
Kiedy uznasz swoją misję za zakończoną?
– Kiedy wszyscy będą nie tylko znać, ale i żyć teologią ciała! Jak mówiłam, wszystkie poruszone przeze mnie tematy są dopiero początkiem poszukiwań. Myślę, że im wcześniej się na nie pogada, tym większa szansa, że młodzi te wartości przyswoją, uznają za swoje. W konfrontacji z rzeczywistością będą mieli opcję wyboru. A to już, uważam, bardzo dużo. Mam nadzieję, że również dzięki tej publikacji, wzrośnie zainteresowanie tematem i wielu nauczycieli, katechetów pomoże mi w rozpowszechnianiu tego dzieła.


Magdalena Siemion
Dziennikarka, blogerka promująca teologię ciała, doktorantka filozofii na UPJP2
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki