Logo Przewdonik Katolicki

Uczymy dzieci czasu

Bogna Białecka

Jedną z najbardziej stresujących rzeczy dla rodziców jest sytuacja, gdy musimy gdzieś być na określoną godzinę, a dzieci, jakby wyczuwając napięcie, akurat mają tysiąc różnych problemów. Jak sobie z tym poradzić?

Niemowlęta i małe dzieci żyją w teraźniejszości. „Za chwilę” oznacza „nigdy”. Tym, co pomaga dzieciom w uzyskaniu poczucia upływu czasu, są rytuały i rutyna. Jeśli wieczorna sekwencja układania dziecka do snu zawsze obejmuje np. kolację, mycie się, mycie zębów, czytanie bajki i modlitwę, po pewnym czasie widzimy, że maluch sam wyciąga książeczkę i idzie z nią do taty lub mamy. Zaczyna przewidywać mające nastąpić wydarzenia, co jest ważnym krokiem rozwojowym. Co ciekawe, dziecko szybciej opanowuje intelektualnie pojęcia związane z upływem czasu, takie jak godziny, dni tygodnia, miesiące, pory roku niż zdolność adekwatnego oceniania czasu. Dla przedszkolaka czas jest bardzo subiektywny. Pięć minut gdy się nudzi, to cała wieczność, stąd nieustanne pytanie „czy już dojechaliśmy?” zadawane w czasie podróży. Gdy dobrze się bawi, „jeszcze pięć minutek” oznacza w praktyce „aż nie padnę ze zmęczenia”. Jednak nawet sześcio- czy siedmiolatek ma problem z szacowaniem czasu. Jeśli mówimy takiemu dziecku: „Masz dziesięć minut na ubranie się”, a dwadzieścia minut później nadal biega w pidżamie, z reguły nie jest to oznaką nieposłuszeństwa czy złej woli, tylko nieumiejętności oszacowania czasu.

Margines czasowy
Pewna mama trójki małych dzieci zawsze wszędzie przychodzi na czas, w dodatku sprawiając wrażenie zrelaksowanej. Zapytana jak to robi, powiedziała: „Nie możesz okazywać strachu, niecierpliwości, dzieci to czują”. Rzeczywiście, niecierpliwość dorosłych przekłada się natychmiast na problemy z zachowaniem u dzieci. Niektórzy rodzice próbują odwoływać się do empatii: „Kochanie, dziś naprawdę mi zależy na punktualności, pospiesz się”, tyle że to nie działa. Gdy popchniemy biegnącego, nie pobiegnie szybciej tylko się wywróci. Dlatego rozsądniejsze jest lepsze zaplanowanie własnego czasu, tak by dziecko mogło przygotować się np. do wyjścia w swoim tempie. Może to w praktyce oznaczać dodanie np. pół godziny do czasu, który potrzebuje dorosły. Dobrze jest też dyskretnie czuwać nad dzieckiem, bo czasem powody, dla których ma problemy, są dla niego nierozwiązywalne, a dla rodzica możliwe do załatwienia w ułamku sekundy. Dla przykładu, dziecko walczy z zaplątanymi sznurowadłami od trampek, podczas gdy obok stoją sandały, a na dworze jest gorąco, więc i tak trampki są nieodpowiednie.

Oszacować czas
Jak wyglądają zegary w twoim domu? Czy masz normalny, klasyczny zegar z tarczą, czy elektroniczny, z cyferkami? Ten drugi jest o tyle nieprzydatny, że tylko pokazuje aktualny czas, nie pomaga go szacować, nie pokazuje jego upływu. Która godzina? Za dwadzieścia czwarta. Kiedy zjemy podwieczorek? O czwartej, gdy mała wskazówka stanie dokładnie na czwórce, a duża dojdzie do dwunastki. W zegarze elektronicznym są po prostu cyferki. 15.40 – nic nie znaczy. Kolejny sposób na lekcję szacowania czasu to odnoszenie upływu czasu do osobistego doświadczenia dziecka. Jeśli pyta np. „kiedy dojedziemy?”, zamiast odpowiadać „za dwadzieścia minut”, można np. powiedzieć „za tyle czasu, ile idziemy z domu do babci”. Jest to łatwiejsze dla dziecka do ogarnięcia niż abstrakcyjne liczby.

Rozwój dziecka
Jedną z przyczyn niecierpliwości rodziców jest fakt, że możemy mieć zbyt wysokie oczekiwania w stosunku do dziecka. Ile razy rodzicom dwulatka, który wpadł w histerię z powodu „bo ona oddycha moim powietrzem i złośliwie kiwa nogą”, pomogła w zachowaniu spokoju świadomość, że to taki etap rozwojowy! To, co znane i rozumiane, jest dla nas też łatwiejsze do zniesienia, bo mamy poczucie pewnej kontroli.
Spróbuj też przypomnieć sobie, jak to było, gdy sam byłeś dzieckiem. Każdy cię poganiał, kazał robić różne rzeczy, nie starczało czasu na to, co sam chciałeś robić... Empatia wobec dzieci może nam pomóc w bardziej cierpliwym traktowaniu opóźnień.

Nauka cierpliwości
Zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda schemat typowej bajki dla dzieci? Oto jej bohaterowie stają przed trudnym problemem i rozwiązują go w ciągu 20–30 minut, chyba że to bardzo skomplikowany problem i bajka trwa godzinę. Podobnie wyglądają wszechobecne reklamy. Masz problem? Kup nasz produkt i problem z głowy. Zabrakło mleka i płatków, idziemy szybciutko do sklepu i już jest. Nawet gdybyśmy zapragnęli tych płatków o północy, są sklepy całodobowe. Od małego jesteśmy uczeni natychmiastowego zaspokajania potrzeb i zachcianek. Dlatego warto szukać okazji do ćwiczenia cierpliwości. Na przykład jedną z przewag ciastek pieczonych w domu nad kupnymi jest właśnie możliwość włączenia dzieci w proces ich przygotowywania. Generalnie warto proponować dzieciom działania, w których przyjemność, gratyfikacja są odłożone w czasie. Czytanie, zbieranie znaczków, tworzenie zielnika, nauka gry na instrumencie, tańca, wierszy, uprawa roślin (też doniczkowych), gotowanie, pieczenie – to wszystko zajęcia, w których cierpliwość i wytrwałość są nagradzane. Dzięki temu dziecko uczy się, że wytrwałe oczekiwanie jest normalnym elementem życia.

Umiejętności planowania
Warto też pomagać dzieciom w stawianiu sobie realistycznych celów, niezbyt odległych w czasie. Ciekawe ćwiczenie (dla dzieci szkolnych, przedszkolaki mogą nie dać rady) to zaplanowanie pięciu rzeczy, które możemy zrobić w ciągu najbliższego miesiąca, a które zostawią świetne wspomnienia. Ćwiczenie zaczynamy, prosząc dziecko, by przypomniało sobie ciekawe momenty z wakacji. W ten sposób zauważa, co mu sprawia największą przyjemność i pozostawia dobre wspomnienia. Gdy już ustalicie plan, zróbcie duży plakat podzielony na pięć ramek. W każdej ramce u góry wpiszcie tytuł i nazwijcie planowane wydarzenia (np. wycieczka do kina, pieczenie tortu, wspólna wyprawa za miasto, napisanie rodzinnego opowiadania, zaproszenie przyjaciółek na nocowanie). Zaplanujcie daty, a gdy zrealizujecie te cele, wypełnijcie ramki: rysunkami, zdjęciami, wklejonymi biletami itp. Niech to wisi przez jakiś czas na ścianie i przypomina o zaletach planowania.

Możecie też stworzyć kapsułę czasu. Niekoniecznie taką bardzo serio, adresowaną do siebie za 10 lat, lecz bliższą w czasie. Prezenty od „letniego ja” dla „zimowego ja”, np. z własnoręcznie zrobionym dżemem i nieprzeczytanym świeżo wydanym komiksem itp. W budowanie takiej krótkoterminowej kapsuły czasu można zaangażować już dzieci przedszkolne. A gdy otworzycie tę „letnią kapsułę” np. w grudniu, będzie to doskonała okazja do rozmowy o upływie czasu i planowaniu.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki