Logo Przewdonik Katolicki

Rękopis odczytany na nowo

Natalia Budzyńska
Jan Potocki / fot. Wikipedia

Losy powieści Rękopis znaleziony w Saragossie, jej tłumaczeń, jak i wreszcie samego autora są niemal tak skomplikowane jak akcja książki. Za chwilę w księgarniach pojawi się nowe tłumaczenie obfite w przypisy i wyjaśnienia.

Przede wszystkim znana jest filmowa adaptacja książki Jana Potockiego, a wielu jej widzów nawet nie zdaje sobie sprawy, że książka wymaga jakiegoś tłumaczenia. Wymaga, ponieważ została napisana po francusku przez polskiego hrabiego, który po polsku  nie tylko nie mówił, ale nawet niezbyt dobrze rozumiał. Film Wojciecha Hasa z 1965 r. uważany jest za kultowy nie tylko przez widzów z naszego kraju. Wielu ważnych  reżyserów współczesnego kina, w tym przede wszystkim Martin Scorsese, Francis Coppola  czy David Lynch uważają dzieło Hasa za jedno z  najwybitniejszych w całej światowej kinematografii. Film został zrealizowany według wersji pierwszego tłumacza, którą pewnie sam Potocki byłby zdziwiony. Bo przecież napisał co najmniej dwie wersje (a być może trzy), a Edmund Chojecki w 1847 r. te wersje złączył w jedną. Zresztą pojawia się kolejna komplikacja, bowiem Anna Wasilewska, tłumaczka obecnego wydania, wątpi, czy Chojecki naprawdę sam przetłumaczył Rękopis.  

Ekscentryk Potocki
Nawet o Janie Potockim niewiele wiadomo, a jeśli już to głównie legendy i plotki oraz anegdoty. Z pewnością był osobowością niezwykle barwną, wzbudzał kontrowersje towarzyskie, a przez swoją nadpobudliwość chyba nie był zbyt lubiany. Bo co myśleć o człowieku, który nie może usiedzieć w miejscu i ciągle zmienia plany na życie? Urodził się na polskim dworze magnackim, ale już jako 7-letni chłopiec wyjechał do zagranicznych szkół. Prowadził życie nadaktywne. Jako kawaler maltański walczył z berberyjskimi piratami, podróżował do Turcji, Egiptu, Maroka, Hiszpanii, na Kaukaz. Czuł się trochę jak badacz etnograf, a trochę jak reporter, opisując swoje egzotyczne podróże. Był też pionierem lotów balonem – jako pierwszy Polak wzniósł się w powietrze, konkretnie nad Warszawę. Naukowcy mu imponowali, miał nadzieję odczytać hieroglify, badał dzieje Słowian, które potem spisał w pięciu tomach. Jakby tego było mało, zaangażował się w politykę: został nawet posłem na Sejm Czteroletni, mimo że kompletnie nie rozumiał, o czym tam mówią i musiał mieć tłumacza.  Założył drukarnię, w której publikował polityczne pisma. Z rosyjskim poselstwem do Chin dotarł do Mongolii – podejrzewa się, że pod przykrywką misji naukowej i handlowej, Potocki był po prostu carskim szpiegiem. Francuskie brylanty w uszach zamienił na strój kozacki, ale czy czuł się Polakiem? Skądże, był człowiekiem światowym, wszędzie czuł się równie dobrze, nie dla niego rozważania o narodzie i patriotyzmie. Dwukrotnie był żonaty, najpierw z Julią Lubomirską, dziedziczką Łańcuta, potem z Konstancją. Urodziły mu w sumie pięcioro dzieci. Ale o jego życiu prywatnym nic nie wiadomo, bo nie lubił o tym ani pisać, ani opowiadać. Zdaje się, że niezbyt dużą wagę przykładał do małżeństwa i rodzinnych pieleszy. Cierpiąc na melancholię, zastrzelił się w grudniu 1815 r. – dwieście lat temu –  w swoim domu na Podolu.

Powieściowa szkatułka
Rękopisowi poświęcił wiele lat. Zaczął na marginesie innych prac, między innymi dramaturgicznych, pod koniec XVIII w. Powieść o układzie szkatułkowym, w której z jednego wątku  wypływa kolejny, a z niego jeszcze jeden, za życia autora została opublikowana tylko we fragmencie i to w Rosji. Krążył potem  w ręcznych odpisach we Francji, ale szybko o nim zapomniano i to na bardzo długi czas, bo aż do roku 1958. Zanim dojdziemy do polskiego tłumaczenia, musimy wyjaśnić kwestię wersji powieści, a to wcale nie jest łatwe. Podobno powstały trzy, ale wciąż jest z tym sporo bałaganu, bo w końcu nie wiadomo, która jest ostatnia i ostateczna. Powieść składa się z kolejnych opowieści, które są snute przez bohaterów spotykanych przez van Wordena, wędrującego przez dzikie góry. Rozdziały tworzą kolejne dni wędrówki. Zagmatwanie postaci, które się pojawiają na chwilę, żeby opowiedzieć swoją historię, z której wypływa kolejna historia, jest tak duże, że czytelnik za pierwszym razem zagubi się kilkakrotnie. Sam Potocki doszedł do tego wniosku, bo w wersji z 1804 r. oraz z 1810 r. te skomplikowane związki uprościł. No i teraz pytanie brzmi: którą wersję przetłumaczył Edmund Chojecki w 1847 r., i czy w ogóle on jest tłumaczem. Anna Wasilewska trafnie zauważa, że wykonanie tej pracy w wieku zaledwie 20 lat jest niewykonalne, a tyle miał właśnie Chojecki, gdy rozpoczął pracę nad Rękopisem. Gdzie doświadczenie, niezbędna erudycja i literacka finezja nabywana z wiekiem? Ktokolwiek by to był, oprócz tłumaczenia dokonał kompilacji, do jednej wersji  dodał kilka rozdziałów z drugiej wersji, ale na szczęście zrobił to bardzo zgrabnie. Tłumaczenie Chojeckiego na 150 lat, stało się wersją kanoniczną i byłoby tak do dziś, gdyby nie odkrycie rękopisów Potockiego przez francuskich naukowców parę lat temu. Okazało się też, że Chojecki trochę sobie ułatwił tłumaczenie, pomijając fragmenty, z którymi miał trudność, których nie umiał trafnie przełożyć albo nie chciał – jak ocenzurowane fragmenty dotyczące cielesnych uciech. No i język – Potocki pisał raczej prosto, unikając językowych i stylistycznych wygibasów tak charakterystycznych dla Chojeckiego.

Metaopowieść
Losy książki toczą się niczym sama powieść, a kolejne przypadki i wydarzenia z nią związane tworzą własną historię. Na naszych oczach powstają nowe wątki, perypetie, pojawiają się nowi bohaterowie. Tworzy się swoista metaopowieść. Jej ciąg dalszy to nowe tłumaczenie Anny Wasilewskiej. Ale także wersja hipertekstowa autorstwa Mariusza Pisarskiego dostępna na portalu ha.art.pl. Główny kanoniczny tekst jest tutaj niezmieniony i stały, ale około dwieście linków tekstowych pozwala przemieszczać się swobodnie po Rękopisie. Czytelnika prowadzi  intuicja, skojarzenie, odwaga i ciekawość oczywiście. Dla ułatwienia, pod rozdziałami pojawiają się tabele miejsc i narratorów, które pozwalają szybko połapać się w koneksjach. Wytrwali podczas tej „gry w klasy” odnajdą klucz. „Chcemy by przy okazji samodzielnych wypraw ponad przełęczami, szczelinami i zapadniami tego dzieła było to zachętą do literackiej zabawy w odkrywanie (nie)zatartych śladów (...)” – zaprasza autor. Ostatecznie Rękopis znaleziony w Saragossie to przede wszystkim wspaniała literacka przygoda, która opowieść czyni najważniejszym bohaterem.
 
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki