Logo Przewdonik Katolicki

Artysta prowincjonalny

Natalia Budzyńska
Fot.

Listopad ogłoszony będzie Miesiącem Brunona Schulza w Polsce i na Ukrainie. W tym roku przypada 120. rocznica urodzin i 70. rocznica śmierci tego artysty, jednego z najciekawszych pisarzy europejskiego modernizmu, autoraSklepów cynamonowychi rysownika z Drohobycza.

Listopad ogłoszony będzie Miesiącem Brunona Schulza w Polsce i na Ukrainie. W tym roku przypada 120. rocznica urodzin i 70. rocznica śmierci tego artysty, jednego z najciekawszych pisarzy europejskiego modernizmu, autora Sklepów cynamonowych i rysownika z Drohobycza.


Obchody nawet niezbyt okrągłych rocznic są dla nieżyjących artystów bardzo użyteczne: nareszcie dużo się o nich mówi, organizuje się konferencje, o których pisze się w codziennych gazetach, a nie tylko w specjalistycznych, a zespoły grające muzykę rockową lub alternatywną sięgają po ich teksty. O Brunonie Schulzu nie zapomniano. Można nosić płócienną torbę na ramię z jego nazwiskiem (pomysł Narodowego Centrum Kultury) albo T-shirt z jego wizerunkiem (współpraca Instytutu Książki z firmą odzieżową Pan Tu Nie Stał). Przede wszystkim jednak to rok konferencji i wystaw, na które zjeżdżają literaci i badacze z całego świata. Bruno Schulz przestał być pisarzem peryferyjnym, Drohobycz z małego nieznanego miasteczka galicyjskiego, zagubionego gdzieś potem w radzieckiej Rosji i posowieckiej Ukrainie, staje się na naszych oczach miastem mitycznym, kultowym. Do Drohobycza jeżdżą teraz pielgrzymki miłośników Sklepów cynamonowych, próbują odszukać Ulicę Krokodyli i natrafiają na olbrzymią synagogę, która po prostu jest smutną ruiną. Żeby znaleźć dziś Drohobycz Schulza, trzeba mieć wyobraźnię i patrzeć na świat jego oczami, jego książkami i rysunkami. Od dziesięciu zaledwie lat Drohobycz przyznaje się do Schulza, organizując wraz z lubelskim stowarzyszeniem Międzynarodowy Festiwal Brunona Schulza.  

Tegoroczna edycja, która miała miejsce we wrześniu i została nazwana Arką wyobraźni Brunona Schulza, była zdecydowanie największym na świecie wydarzeniem dedykowanym artyście. Poprzedziła je wystawa rysunków Schulza w Lwowskiej Narodowej Galerii Sztuki. Ukraina długo nie chciała zajmować się polskim pisarzem żydowskiego pochodzenia. Teraz jednak zjawili się w Drohobyczu schulzolodzy z 15 krajów świata, od Amerykanów po Finów i Chińczyków. Podczas sesji naukowej wygłoszono niemal 50 referatów, odbyło się 20 spotkań autorskich, Jurij Andruchowicz zaprezentował nowy ukraiński przekład Sklepów cynamonowych i Sanatorium pod Klepsydrą, a amerykańska slawistka Madeleine G. Levine opowiedziała o swoim nowym przekładzie prozy Schulza na angielski. O Schulzu dyskutowali profesorowie i pisarze: David Grossman z Izraela, Wiktor Jerofiejew z Rosji, Natalka Sniadanko z Ukrainy i wielu innych. Przestrzeń festiwalowa przypominała przedwojenną wielokulturowość miasteczka: synagoga, kościół rzymskokatolicki, grekokatolicka katedra i pałace dawnych magnatów naftowych.  W listopadzie na Festiwal im. Brunona Schulza zaprasza Wrocław – tam spotkania literackie połączone zostaną z dyskusjami na temat stosunków polsko-żydowsko-ukraińsko-niemieckich. W Warszawie natomiast trwa rewelacyjna wystawa zorganizowana przez Muzeum Literatury Bruno Schulz. Rzeczywistość przesunięta.
Drohobycz – centrum świata
Niechętnie wyjeżdżał z Drohobycza. Urodził się tam i umarł w tragicznych okolicznościach – podobnie, jak i ogromna większość Żydów. A jednak bardzo pechowo, bo w dzień, który miał być jego wyzwoleniem. Pierwszy dom, w którym mieszkał to ten, do którego ciągle wracał wspomnieniami. Piętrowy budynek, na którego piętrze mieszkali Schulzowie, a pod nimi znajdował się sklep „towarów łokciowych” jego matki. To była typowa prowincjonalna żydowska rodzina, w której tradycja żydowska przetrwała głównie w kuchni, bo nawet nie w języku. „Dom człowieka staje się jak stajenka betlejemska” – pisał Schulz. Dodawał też, że najpiękniejszą i najintymniejszą sprawą w człowieku są jego wspomnienia z dzieciństwa. Te krainy pokojów nad sklepem, świat cudów dziecka stał się tematem jego oryginalnej prozy, którą podziwia dziś cały świat. Najpierw jednak rysował i rozpoczął pracę w drohobyckim gimnazjum jako nauczyciel rysunków. Nie lubił tego. Był bardzo nieśmiały i nietowarzyski, więc atmosfera szkolnych wybryków i hałasów irytowała go. Schulz pisarz narodził się z listów, które pisywał do przyjaciół i znajomych. Rękopis Sklepów cynamonowych wcisnął do przeczytania Zofii Nałkowskiej, która współpracowała wówczas z wydawnictwem „Rój”. Dzięki jej protekcji i zafascynowaniu literaturą niewielkiego zgarbionego mężczyzny z prowincji, Sklepy... zostały wydane w 1934 r. i podzieliły literacki świat przedwojennej Polski. Zaraz potem pojawiło się Sanatorium pod Klepsydrą. Zafascynowany światem Schulza byli Witold Gombrowicz i Stanisław Ignacy Witkiewicz, a także Maria Kuncewiczowa („wspaniała księga halucynacyj” – pisze o Sanatorium), Maria Dąbrowska („Książka Schulza, z wyjątkiem pretensjonalnego tytułu, jest manifestacją prawdziwej sztuki”), Tuwim. Ale niektórzy mieli go za dziwaka, wariata i gorszyciela. Szczególnie po wystawie jego rysunków z cyklu „Xięga Bałwochwalcza”.
Bloki na grobach
Drohobycz miał swoją „gorszą” dzielnicę, nazywała się Łan i tam mieszkała żydowska biedota. Schulz często odwiedzał te okolice, spacerował, szkicował. W końcu zamieszkał, choć z przymusu. Niemcy tam właśnie usytuowali getto. Teraz stoją tam bloki zbudowane przez Sowietów, nie ma nawet grobu Schulza, bo cały cmentarz żydowski jest pod tymi blokami właśnie. Zresztą, kto go pochował i dokładnie w którym miejscu, nie do końca wiadomo. Co najmniej kilka osób przyznawało się do zabrania jego zwłok na cmentarz. Wersje jego śmierci są dwie. W jednej ginie przypadkowo, w drugiej zostaje z premedytacją zamordowany. Był listopadowy czwartek 1942 r., w którym Niemcy postanowili powystrzelać Żydów w Drohobyczu za karę. Tego dnia zginęło 200 Żydów. Schulz miał tego popołudnia zniknąć z Drohobycza – jego warszawscy przyjaciele zorganizowali mu miejsce ukrycia, miał już aryjskie dokumenty. Po co wyszedł na miasto? Zastrzelił go gestapowiec Günther, który miał porachunki z protektorem Schulza, innym gestapowcem, Landauem. Landau zatrudniał Schulza w swojej willi, autor Sanatorium pod Klepsydrą malował mu ściany w pokoju dziecinnym. Na freskach były postaci z bajek wymyślonych chyba przez samego Schulza. Te freski uznane za zniszczone, odnalazły się na początku XXI w. i częściowo zostały wywiezione cichcem do Izraela przez ludzi z Instytutu Pamięci Yad Vashem. „Zastrzeliłem twojego Żyda!” – podobno radośnie oznajmił Landauowi Günther. Żeby było jasne, Landau nie był wcale tym dobrym, znany był z brutalności, był bezwzględnym mordercą. Schulz zginął, tak jak przewidywał. Od kilku lat pisał powieść Mesjasz, która miała być jego poetycką summą. Zaginęła. Fragmenty czytał Artur Sandauer. Zapamiętał, że zaczynała się od słów: „Wiesz – powiedziała mi rano matka – przyszedł Mesjasz. Jest już w Samborze”.
Schulz na tle
Muzeum Literatury w Warszawie jest właścicielem największego zbioru rysunków Brunona Schulza. Wielokrotnie wypożyczane były na wystawy w muzeach Europy, między innymi do Paryża, Madrytu, Brukseli, ostatnio do Lwowa, ale także dalej, do Jerozolimy. Od września kolekcję można oglądać w interesującej aranżacji na miejscu. Wystawa Bruno Schulz. Rzeczywistość przesunięta pokazuje twórczość Schulza na tle sztuki międzywojennej. Czy był aż tak wyalienowany z rzeczywistości, która go otaczała? Czy był aż takim samotnikiem? Dlaczego go nie rozumiano? Czyżby ze względu na prowincjonalizm Drohobycza? „Rzeczywistość przesunięta” to nazwa wymyślona przez krytyczkę sztuki, Joannę Pollakównę, która tak określiła malarstwo polskich artystów tworzących między wojnami. Ich sztuka była trochę surrealistyczna, trochę groteskowa, trochę ekspresjonistyczna, trochę też realistyczna. To właśnie „malarstwo przesuniętej rzeczywistości”. Wystawa w Warszawie pokazuje więc rysunki Schulza w doborowym towarzystwie płócien Bronisława Linkego, Rafała Malczewskiego, Bolesława Cybisa, Wojciecha Weissa. Ale także tych późniejszych, kontynuatorów „przesuniętej rzeczywistości”: Tadeusza Kantora, Władysława Hasiora, Jana Lebensteina. Przywołano filmy, które Schulz zapewne oglądał w kinie należącym do jego brata, Filmoteka Narodowa przygotowała też filmy dokumentalne, które można obejrzeć w sali projekcyjnej „Kino Drohobycz”.
Nie był wybitnym rysownikiem, jego ilustracje mogą nawet drażnić. Piękne, ponętne i dobrze ubrane kobiety jakby z innego świata i karykaturalni mężczyźni, poniżający się, mali, z dużymi głowami, ze służalczym wzrokiem. Dwa światy. Jeden skazany na zagładę i faktycznie zgładzony. Na szczęście zatrzymany jakby w kadrze – pozostały ilustracje i – przede wszystkim – literatura: „W lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką i starszym bratem na pastwę białych od żaru i oszałamiających dni letnich. Wertowaliśmy, odurzeni światłem, w tej wielkiej księdze wakacji, której wszystkie karty pałały od blasku i miały na dnie słodki do omdlenia miąższ złotych gruszek” (Sierpień).

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki