Logo Przewdonik Katolicki

Kraina paradoksów

Natalia Budzyńska
Fot.

Galicja z czym nam się kojarzy? Z prowincjonalnymi miasteczkami czy z żywotną bohemą artystyczną? Zmistycyzmem żydowskim czy z wszechobecnym obliczem Franciszka Józefa? Z polską wolnością pod zaborem czy z wielokulturowym tyglem? Z tętniącym miastem czy nędzą wsi? WystawaMit Galicjiw Krakowie skłania do zastanowienia się nad galicyjską tożsamością.

Galicja – z czym nam się kojarzy? Z prowincjonalnymi miasteczkami czy z żywotną bohemą artystyczną? Z  mistycyzmem żydowskim czy z wszechobecnym obliczem Franciszka Józefa? Z polską wolnością pod zaborem czy z wielokulturowym tyglem? Z tętniącym miastem czy nędzą wsi? Wystawa Mit Galicji w Krakowie skłania do zastanowienia się nad galicyjską tożsamością.

Galicja, jakież bogactwo znaczeń! Dzisiaj tak chętnie wykorzystywane w handlowych markach, „galicyjskie” są kawiarnie, kiełbasy i skanseny. Za czasów PRL to tylko nazwa zaboru austriackiego, tego, co to dawał Polakom najwięcej wolności. W czasach Polski Ludowej nasza ojczyzna była zawsze tylko polska, bardzo dbano o to, byśmy nie mieli pojęcia o kulturowym, etnicznym i religijnym bogactwie tamtych regionów. Od lat coraz częściej słyszę: pochodzę z Galicji. Ale ta wiedza, jaką mamy o Galicji, jest jednak bardzo powierzchowna i intuicyjna, obarczona czasami zbyt dużą dawką sentymentalizmu. Wystawa w Międzynarodowym Centrum Kultury chce od galicyjskiej nostalgii trochę uciec i pokazać, w jaki sposób mieszkańcy Galicji budowali swoją tożsamość, jakie były „mity założycielskie”, jaki był proces zakorzeniania w „galicyjskość”. Bo jedno jest pewne: mimo że Galicji od dawna na mapach już nie ma, to galicyjski mit wciąż jest żywy. 

 

Stąpając po mapach

Zanurzamy się w dawną Galicję, przechodząc z sali do sali, szukamy jej śladów, wchodząc w różne role, patrzymy na nią oczami mieszkańców: Polaka, Żyda, Austriaka i Ukraińca. Z pewnością nigdy dotąd nikt nam tego aż tak nie ułatwił. Stawiamy kroki po dawnych drogach, przekraczamy dzisiejsze granice – dosłownie. Podłogi sal wystawowych wyściełane są reprodukcjami starych map. Wystawę poprzedził projekt badawczy realizowany przez niemal cztery lata, w którym uczestniczyli historycy, pisarze i przedstawiciele instytucji kultury z Austrii, Polski i Ukrainy. Galicja nie istnieje od czasu rozpadu monarchii austro-węgierskiej, to jedno z wielu europejskich „zaginionych królestw”, które jednak wciąż istnieją w mentalności jej mieszkańców. Jak to się stało, że przynależność do Galicji jest tak silna? Krakowska wystawa szuka odpowiedzi, przedstawiając różne aspekty galicyjskiej problematyki: od stosunków społecznych, ekonomii, rozwoju kolei i przemysłu po religię, edukację i kulturę. Spójrzmy na mapę: Królestwo Galicji i Lodomerii obejmowało południową Polskę i zachodnią Ukrainę, powstało w 1772 r., obejmując ziemie przejęte przez Austrię podczas pierwszego rozbioru Polski. Była to największa i najbiedniejsza prowincja monarchii.  Ludność tej austriackiej prowincji należała do trzech głównych grup etnicznych i religijnych: Polacy należący do Kościoła rzymskokatolickiego, Rusini posługujący się językiem ruskim (z którego wywodzi się współczesny ukraiński) niemal wyłącznie byli unitami, i Żydzi mówiący w jidysz. Zdecydowana większość mieszkańców Galicji żyła na wsi. Duże miasta? Nigdy nie były typowym elementem galicyjskiego krajobrazu. Kraków i Lwów rywalizowały ze sobą. Przez długie lata to Lwów był większy, bogatszy, okazalszy, wiedeński. Jednak Galicja to przede wszystkim małe miasteczka. Na przykład Drohobycz, tak sugestywnie i poetycko opisany w Sklepach cynamonowych przez Bruno Schulza. Albo niedaleki Borysław, obok którego odkryto złoża ropy naftowej. W 1908 r. galicyjskie pola naftowe zajmowały trzecie miejsce na świecie po teksańskich i perskich. A Stanisławów? Nowy Sącz? Brody, z których pochodzi pisarz Joseph Roth, tak wspaniale opisujący w swoich powieściach tamte galicyjskie czasy i miejsca? Weźmy jeszcze Przemyśl, który był głównym węzłem transportowym Galicji: dwie katedry (rzymsko- i greckokatolicka),  kilka synagog i ogromna twierdza, która miała zagrodzić Rosjanom drogę na Zachód. W bitwie pod Gorlicami w 1915 r. zginęły setki tysięcy żołnierzy austriackich. Beskid Niski pokrył się niezliczoną ilością cmentarzy.

 

Austriak, Ukrainiec, Żyd

„Azja zaczyna się przy Landstrasse” – mawiano w Wiedniu. To znaczy, że tereny na wschód od Wiednia uważano za zacofane i egzotyczne. To właśnie stąd bierze początek mit gorszej Europy Wschodniej. Austriacy o Galicji nie wiedzieli nic poza tym, że jest biedna. Potem jeszcze to, że jest wielkim cmentarzem. O tych walkach toczonych podczas I wojny światowej pisali Joseph Roth i inni. W ostatnich latach Galicję przywraca swoim rodakom Martin Pollack, austriacki pisarz znany w Polsce i lubiany. Część wystawy zatytułowana Mater Austria tłumaczy fascynację cesarzem Franciszkiem Józefem. To on jest zresztą twarzą całej ekspozycji: na plakacie widzimy go w roli bony pchającej wózek z dzieckiem – cudzym. Panujący aż 70 lat cesarz jest symbolem stabilizacji, troski i przynależności do Europy Środkowej. Dzisiaj jego wizerunek wraca w atmosferze nostalgii. Z kolei dla Ukraińców ta wystawa stała się nieoczekiwanie bardzo aktualna, bo pokazuje źródła proeuropejskich aspiracji zachodniej Ukrainy. Galicja w tym przypadku to nie zabór, ale powrót do historii dawnego Halicza, miasta, które w XII w. było stolicą Księstwa Halicko-Wołyńskiego. Królewska przeszłość to korzenie ukraińskich ruchów narodowych, stąd obecność na wystawie współczesnej sztuki ukraińskiej i zdjęć z Majdanu.

Inna jest żydowska perspektywa mitu Galicji: z jednej strony sentymentalne wspomnienie żydowskich sztetli i ośrodków chasydyzmu, mistycznego nurtu religijności żydowskiej, który powstał i rozwinął się właśnie na tych terenach. Z drugiej strony cień Holokaustu związany z Auschwitz, niegdyś galicyjskim miasteczkiem, ważnym z powodu istnienia tam węzła kolejowego Kraków–Wiedeń. Społeczność żydowska w wielu miasteczkach galicyjskich stanowiła nawet większość. „Opowieść żydowska”, bo tak nazywa się ta część wystawy, sięga do Statutu kaliskiego, opowiada o krakowskiej Esterce i pokazuje architekturę synagog. Martin Buber, autor Opowieści chasydów, odpowiedzialny jest za to, że świat kojarzy Galicję przede wszystkim z chasydyzmem. Urodził się w Wiedniu, ale wychował u dziadka we Lwowie. Karty jego książek zapełniają nazwy galicyjskich miasteczek: Bobowa, Leżajsk, Bełz, Sącz, Rymanów. Ten świat przeniósł się po wojnie do Stanów Zjednoczonych i Izraela, gdzie przetrwały tradycje chasydzkich dynastii. Ale też z Galicji pochodził inny ruch żydowski, ten wyemancypowany, intelektualny. Wielu z tych Żydów wyjeżdżało do Wiednia a potem dalej: do Jerozolimy i Nowego Jorku, ciągnąc za sobą dziedzictwo „Galitzianerów” (czyli galicyjskich Żydów). Teraz potomkowie i jednych i drugich przyjeżdżają tutaj tylko po to, by uczcić pamięć zamordowanych w Zagładzie. Tylko czasami chcą odkryć swoje galicyjskie korzenie.

 

Oto Galicja!

 

A mit Polski? Jeden z moich ulubionych eksponatów to plakat przygotowany na zlecenie c.k. Dyrekcji Generalnej Kolei Państwowych, który miał reklamować podróże po Galicji. Artysta pokazał na nim fragment krakowskiego Rynku, cerkiewkę charakterystyczną dla Beskidu Niskiego i Bieszczad oraz widok znad Morskiego Oka. Oto Galicja! Kraków ulubiony przez profesorów i artystów, eklektyczna grupa skupiająca malarzy i pisarzy tworzących w języku polskim najlepsze dzieła pod szyldem Młodej Polski. Aleksander Fredro, Kazimierz Przerwa-Tetmajer zakochany w Tatrach, który sprowadził do Zakopanego swoich znajomych pisarzy, Stanisław Wyspiański, Jan Kasprowicz. Polacy coraz bardziej czuli się częścią monarchii Habsburgów a cesarz zupełnie im nie przeszkadzał. Galicja była jedyna w swoim rodzaju. Wystawa jest podzielona na cztery główne części tematyczne. Pierwsza wprowadza w najważniejsze zagadnienia, druga przedstawia mity założycielskie, uwzględniając różne perspektywy. Kolejna część prezentuje kilka aspektów problematyki galicyjskiej od ekonomii przez religię do kultury. Czwarta część poświęcona została współczesnym odsłonom historycznego mitu, zadziwiającego sentymentu do Franciszka Józefa i komercyjnemu wykorzystywaniu nazwy. Zgromadzono ponad 600 eksponatów – dzieł sztuki, archiwaliów i artefaktów. Wśród nich m.in. dzieła Jacka Malczewskiego, Maurycego Gottlieba, Włodzimierza Tetmajera, Tadeusza Kantora i Mirosława Bałki. Obok nich wiszą dzieła artystów ukraińskich: Jurka Kocha i Włodka Kostyrki. Unikatowy jest przygotowany specjalnie na wystawę zestaw map archiwalnych. Wystawę urozmaica wybór fotografii i filmy, na których zobaczyć można sceny z codziennego życia galicyjskich miast. Ekspozycja będzie czynna do marca, potem zostanie zaprezentowana we współpracującym przy jej przygotowaniu Wien Museum. 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki