Logo Przewdonik Katolicki

Fakty zamiast ideologii

Magdalena Guziak-Nowak
fot. R. Woźniak/ PK

Rozmowa z Katarzyną Urban

Factbook o aborcji. Po co wydawać taką książkę?
– Bo nawet ciebie – wykształconą, katolicką dziennikarkę zaskakuje wiadomość, jak silnie związane jest doświadczenie aborcji z ryzykiem zapadnięcia na nowotwór piersi. Albo fakt, że dzieci poczęte in vitro znacznie częściej są narażone na zachorowanie na raka. Na co dzień w mediach spotykam się z egzotycznymi dla mnie poglądami, że np. nie wiadomo, kiedy zaczyna się życie człowieka albo że syndrom postaborcyjny nie istnieje i jest to konstrukt wymyślony przez spowiedników albo terapeutów („Wysokie Obcasy”). Uznałam, że trzeba dostarczyć argumentów innego rodzaju.
 
Niesiesz kaganek oświaty? Komu?
– Zaczynamy od 5 tys. bibliotek w całej Polsce, do których wyślemy Factbook w formie daru. Pierwsze egzemplarze sprezentujemy też politykom i liderom opinii. Zależy mi, żeby informacje zawarte w książce przedostały się do społecznego obiegu. Zbyt łatwo przyzwyczailiśmy się, że poglądy na takie sprawy jak in vitro czy aborcja kształtujemy na przesłankach etycznych. Nie bagatelizuję tych argumentów, ale z definicji mają one ograniczony zasięg oddziaływania. Celem tej książki jest pokazanie, że przeciwnicy aborcji, czy szerzej: działacze pro-life, mają za sobą liczne argumenty naukowe.
 
Liczysz, że uda się wywołać społeczną debatę na te tematy?
– Liczę na to, że ta książka może przywrócić pewną równowagę w społecznej dyskusji. Tej równowagi na razie nie widzę, bo zbyt często zwolennicy legalnych aborcji czy in vitro chcieliby argumenty naszej strony sprowadzić do absurdu – jak np. niesławną „bruzdę dotykową” – albo przemilczeć. Szyderstwo w tak delikatnych sprawach boli. Zwłaszcza w świetle dziesiątków badań dotyczących ryzyka wad wrodzonych u dzieci poczętych in vitro (jak choćby australijskie badania z 2002 r. przeprowadzone wśród 4 tys. dzieci, które wykazały, że wśród dzieci poczętych w sposób naturalny 4,2 proc. ma wady wrodzone, natomiast wśród dzieci poczętych metodą in vitro – 9 proc.). Argumenty tego typu, wskazujące na konkretne zagrożenia związane z przywoływanymi tutaj zjawiskami, zbyt często są wyśmiewane metodą „na bruzdę”. Tymczasem naukowe, recenzowane pisma medyczne są pełne głosów w tej intensywnej (jak na standardy świata nauki można by rzec –  gorącej) dyskusji o następstwach zdrowotnych aborcji, antykoncepcji hormonalnej czy in vitro. Pyta się o rolę prezerwatyw w prewencji HIV/AIDS, dyskutuje się, jaki rodzaj edukacji seksualnej jest najbardziej skuteczny. Stawia się hipotezy, publikuje badania – jednym słowem: traktuje się te kwestie poważnie i z należytą uwagą. Tymczasem są u nas w Polsce tytuły prasowe, które dogmatycznie przyjmują za oczywiste, że np. jedynym sposobem na uniknięcie plagi niechcianych ciąż u nastolatek jest dostęp do antykoncepcji i pigułek „dzień po”, a na ograniczenie pandemii HIV rozdawnictwo prezerwatyw. To jest nic więcej niż wyznanie wiary zbyt pewnych siebie gwiazd dziennikarskich, a na pewno nie jest to stanowisko współczesnej nauki.
 
Kiedy uznasz, że Twój cel został osiągnięty?
– Kiedy powstanie kilka prac magisterskich, które będą drążyć zasygnalizowane przez nas problemy; kiedy na Wikipedii pojawią się hasła opatrzone przypisami naukowymi, wskazującymi na inny punkt widzenia niż powszechnie obowiązujący; kiedy w popularnych artykułach prasowych pojawią się informacje o tym, że np. hormonalne środki antykoncepcyjne znajdują się na liście substancji rakotwórczych WHO. Lub o tym, że w latach 2000–2011 w USA 14 kobiet umarło w wyniku zażycia legalnej tam pigułki aborcyjnej, zaś w Polsce w wyniku nielegalnej aborcji przez ponad 20 lat zmarła jedna kobieta. Albo o tym, że zwiększony dostęp do pigułek „dzień po” na poziomie populacji wcale nie zmniejsza wskaźników nieplanowanych ciąż czy aborcji. Albo o tym, że wśród krajów z nielegalną aborcją znajdują się takie państwa, w których poziom wskaźników śmiertelności matek należy do najniższych w danym rejonie świata (m.in. Polska, Irlandia, Malta, Chile, Salwador), zaś wśród krajów z legalną aborcją są takie, w których wskaźniki śmiertelności matek są niepokojąco wysokie lub ulegają podwyższeniu (m.in. USA, Rosja, Wietnam, RPA, Gujana).
 
Uff, tak na jednym wdechu?
– Takie mam marzenia…
 
Wspomniałaś, że książki mają trafić także do polityków. Jakiej reakcji z ich strony oczekujesz?
– Liczę na efekt edukacyjny tej książki. Problem z wieloma naszymi politykami polega m.in. na tym, że urodzili się za wcześnie. Światopogląd wielu z nich kształtował się wtedy, gdy medycyna stała na nieporównywalnie niższym poziomie, kiedy choćby USG nie było upowszechnione. W zeszłym roku w Parlamencie Europejskim słyszałam poseł Senyszyn, która negowała człowieczeństwo płodu i ironicznie apelowała przez jedynie chyba sobie dostrzeganą analogię o ochronę… zużytych tamponów na śmietniku. Widziała w nich taki sam potencjał człowieczeństwa jak w dziecku przez narodzeniem.
 
Ideolodzy są odporni.
– Tak, na fakty i na rozwój wiedzy. Na szczęście inaczej jest z naukowcami. Bardzo lubię wypowiedź brytyjskiej naukowiec z Wielkiej Brytanii, Claire Williams, która napisała w 2005 r.: „Kiedy byłam jeszcze studentką medycyny, uczono mnie, że noworodki przychodzą na świat ślepe, nieświadome swojego otoczenia i niezdolne do odczuwania bólu (…) Przeżywalność wcześniaków urodzonych przed 32. tygodniem była czymś niezwykłym. Dziś odnotowano przypadki przetrwania dzieci urodzonych w 22. tygodniu o masie ciała poniżej 500 g”. Wielu polityków, dziennikarzy zatrzymało się właśnie na tym poziomie wiedzy sprzed kilkudziesięciu lat.
 
Prace nad książką trwały półtora roku. To była aptekarska robota?
– Trochę tak. Z koleżanką, Natalią Ejtminowicz, przeczytałyśmy na pewno tysiące artykułów, w ogromnej większości z naukowych, recenzowanych pism anglojęzycznych. Starałyśmy się korzystać ze źródeł wydanych po 2000 r. To była potężna kwerenda – jej efektem jest książka podzielona na kilkanaście rozdziałów – ale też pasjonująca przygoda. Fascynują mnie zwłaszcza badania przytoczone w rozdziale o bólu odczuwanym przez dziecko w łonie matki. Prowadzi się np. badania dotyczące tego, że nakłucie igłą powłok ciała dziecka przed narodzeniem powoduje mierzalny stres, objawiający się choćby zmianami w poziomie kortyzolu we krwi.
Cieszy mnie, że udało się również opracować rozdziały mówiące o alternatywach aborcji czy in vitro – o rozwiązaniach, które zbiorczo można by nazwać ekologią prokreacji (choćby NPR czy naprotechnologia).
 
Powiedziałabyś o sobie, że walczysz o prawa kobiet?
– Tak. Jako kobieta i działaczka pro-life mam własne zdanie na temat praw kobiet w zakresie zdrowia reprodukcyjnego. Wydaje mi się, że tą książką, oprócz tego, że upominam się o prawo do życia każdego człowieka od poczęcia, upominam się też o często zaniedbywane prawo kobiet: prawo do podjęcia jak najbardziej autonomicznej decyzji. A szanse na to, że decyzja kobiety będzie autonomiczna wzrastają wraz z jej dostępem do rzetelnych, merytorycznych, udokumentowanych informacji.
Zapoznałam się z wynikami wielu badań na temat potrzeb kobiet, uwarunkowań ich decyzji o aborcji, jak choćby to, z którego wynika, że „większość kobiet pragnie informacji na temat każdego potencjalnego ryzyka; nawet takiego, które lekarze mogą oceniać jako mało poważne albo błahe czy rzadkie; i uważa te informacje za istotne w swoich decyzjach”. To wnioski z badań przeprowadzonych wśród 1807 pacjentek ginekologiczno-położniczych w jednym ze szpitali w Wisconsin (USA, 2006).
Uważam, że publikacja tej książki to wyjście naprzeciw właśnie takim, jasno zresztą wyrażonym, potrzebom kobiet, zamiast jednokierunkowego podtrzymywania dogmatycznej narracji, że w zakresie praw reprodukcyjnych czy seksualnych kobiet jedynym liczącym się jest „prawo” do aborcji.
 


 
Katarzyna Urban – ekonomistka MBA, historyczka, redaktorka i działaczka pro-life, współautorka książki Factbook o aborcji, która ukaże się nakładem Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka i zostanie nieodpłatnie przekazana m.in. dla bibliotek.
 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki