Logo Przewdonik Katolicki

Z igły widły

Bogna Białecka
Podstawą jest zrozumienie różnic, które są źródłem frustracji / fot. Fotolia

W każdym małżeństwie pojawiają się frustracje – małe i większe. Podstawowy problem większości par to albo unikanie trudnych tematów, albo taki sposób rozmowy, który tylko potęguje problem.

Ten sam drobiazg, który dwadzieścia razy zostaje zwyczajnie zignorowany, za dwudziestym pierwszym razem, przy wystarczająco trudnych okolicznościach (np. zmęczenie, inne problemy, zła pogoda) może doprowadzić do wybuchu emocji. Dlatego jedną z podstawowych umiejętności, jakie warto opanować w małżeństwie, jest wyrażanie swych frustracji w taki sposób, by druga osoba chciała ich wysłuchać. A może nawet coś w swoim działaniu zmienić. Podstawą jest zrozumienie różnic, które są źródłem owych frustracji.

Szansa na rozwój
Jest takie powiedzenie dotyczące wyboru małżonka – że przeciwieństwa się przyciągają. Choć to duże uogólnienie, ma w sobie ziarno prawdy. Często pary dobierają się w sposób komplementarny.  Pewne cechy jednej osoby są uzupełniane i niejako równoważone przez cechy drugiej osoby. Na przykład osoba spontaniczna w reakcjach może zakochać się w osobie podejmującej ważne decyzje w oparciu o solidne przemyślenia. To z jednej strony będzie fascynowało: „Moja żona jest bardzo kreatywna i elastyczna, potrafi w mgnieniu oka coś zorganizować!” czy „Mój mąż jest bardzo poukładany, wszystko ma starannie zaplanowane”. Problem polega na tym, że z biegiem lat możemy z jednej strony zacząć uznawać wszystkie zalety związane z daną cechą za oczywiste, z drugiej strony te różnice mogą nas zacząć drażnić.
Warto sobie uświadomić, że właśnie ta komplementarność wpłynęła na to, że się w sobie zakochaliśmy. Postarajmy się spojrzeć na siebie nawzajem świeżym wzrokiem, przypomnieć, jak to było na początku związku. Przypomnijmy sobie nasze uczucia, myśli, obraz drugiej osoby. Mogą w tym nam pomóc zapiski w starych kalendarzach czy zdjęcia. Druga rzecz, którą warto sobie uzmysłowić to fakt, że nasz współmałżonek posiada klucz do naszego własnego wzrastania. Nawiązując do wspomnianej wyżej pary: nie da się z jednej strony przeżyć całego życia, non stop improwizując i wymyślając rozwiązania na ostatnią chwilę. Z drugiej strony – życie bez odrobiny spontaniczności też jest niepełne. Gdy jest zawsze starannie poukładane i zaplanowane, zaczyna przypominać koszary wojskowe, a nie dom, rodzinę. A zatem rozwój w małżeństwie oznacza także to, że uczymy się od drugiej osoby tego, czego nam brakuje.
 
Konstruktywne wyrażanie frustracji
Niektórym parom wydaje się, że to normalne, że każdego dnia jesteśmy wielokrotnie źli na drugą osobę. Niektórzy radzą sobie z tym, próbując tę złość w sobie tłumić, inni będą ją wyrażać otwarcie, uważając, że lepiej złość z siebie wyrzucić, niż ją w sobie tłamsić. Ani jedno, ani drugie podejście nie jest najzdrowsze. Ponieważ zarówno kłótnia, jak i tłamszenie emocji nie rozwiązują problemów. Zaczynamy wręcz wpadać w nawyk spoglądania na drugą osobę z podejrzliwością: „Co mi jeszcze dzisiaj wywinie, bo za spokojnie jest”. Na poziomie neurologicznym wyrabiamy w sobie w ten sposób nawyk reagowania irytacją na poczynania drugiej osoby. Jednak w naprawdę dobrych małżeństwach złość, irytacja, frustracja nie są stałym elementem życia. Nie pojawiają się codziennie, lecz raczej w szczególnie stresujących okolicznościach.
Na początku warto stworzyć listę powtarzających się frustracji i ocenić ich siłę, np. w skali 1–10. Dla przykładu: „Zostawia brudny stół po śniadaniu – 3, nie odnosi brudnych kubków do kuchni – 3, zostawia buty w salonie, zamiast na korytarzu – 7, spóźnia się wracając z pracy – 5, gdy mu coś nie smakuje, wyrzuca to zamiast zjeść, a ja nawet o tym nie wiem, chyba że zobaczę przypadkiem – 6, włącza TV i przerzuca kanały, zamiast zająć się czymś konstruktywnym – 10”.
Drugi etap to zastanowienie się nad własnymi emocjami w tej sytuacji. To nie tylko frustracja czy złość. Najczęściej za frustracją czai się ukryty lęk, poczucie zagrożenia. Dla przykładu: „Gdy mąż się spóźnia, czuję się zła i przestraszona, bo boję się, że coś mu się stało, boję się, że mogę zostać wdową”.
Trzecia rzecz – zastanów się nad swoją reakcją. Na przykład: „Rzucam rzeczami, klnę” lub „Staram się być spokojna, ale potem łapię się na tym, że następnego dnia gotuję na obiad rzeczy, których nie lubi”.
Dopiero w tym momencie warto zastanowić się nad tym, czego właściwie oczekujemy od drugiej osoby. Pamiętajmy, że skoro dana rzecz się powtarza często, prawdopodobnie jest albo wynikiem lęków jakie nasz małżonek sam przeżywa, albo utrwalonego złego nawyku. Oznacza to, że będzie to zachowanie trudne do zmiany.
Pamiętajmy też, o tym co najważniejsze – łatwiej wysłuchać pozytywnie sformułowanej prośby (np. chciałabym, żebyś przychodził punktualnie po pracy do domu) niż negatywnego żądania (chcę, żebyś przestał się spóźniać).
Dlatego dobrze wyrażona prośba będzie wyglądała następująco: najpierw nieoceniający opis zachowania: „Często wracasz z pracy spóźniony, na przykład w ubiegłym tygodniu trzy razy”. Później opowiedzenie o swoich uczuciach: „Czuję się wtedy zła, bo boję się, że coś się mogło tobie stać”. Wreszcie: wyrażenie prośby – niech będzie realistyczna i zawiera możliwości wyboru: „Chciałabym, żebyś tak sobie planował pracę, żeby wracać punktualnie. A jeśli wiesz, że się jednak spóźnisz, proszę zadzwoń i powiedz, kiedy będziesz”.
 
Dlaczego warto
Jest wiele powodów, dla których warto rozpocząć taki sposób komunikacji. Dwa najważniejsze: Stan permanentnej frustracji nie sprzyja rozwojowi miłości małżeńskiej. To z kolei ma wpływ na dzieci. Doświadczenia bardzo wielu pedagogów potwierdzają, że najczęstszą przyczyną popadania przez nastolatki w zachowania ryzykowne, uzależnienia i inne problemy jest zła atmosfera między rodzicami. Jeśli nie chcecie robić tego dla siebie – zróbcie to dla swoich dzieci. Druga istotna rzecz: możemy sobie nawet nie zdawać sprawy, które z naszych zachowań są problemem dla małżonka. Świadczy o tym choćby fakt, że bardzo wielu małżonków zostaje zaskoczonych pozwem rozwodowym, ponieważ w ogóle nie podejrzewali, że coś złego dzieje się w ich relacji. Trzeba też pamiętać, że praca nad zmianą musi dotyczyć  obojga małżonków oraz że nie nastąpi od razu. Najlepiej zacząć od pracy nad mniejszym problemem, zdając sobie sprawę, że większe zmiany, wymagające przełamania utrwalonych nawyków, mogą zająć nawet kilka miesięcy czy lat. Dostrzegajmy w tym wszystkim starania i drobne sukcesy małżonka. A pracy nad zmianą frustrujących zachowań niech towarzyszą częste gesty i słowa miłości.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki