Logo Przewdonik Katolicki

Święta na różne sposoby

O. Marcin Wrzos OMI
Kamerun. Jasełka w wykonaniu dzieci, są jednym z najbardziej ulubionych, przez Afrykańczyków, elementów świętowania Bożego Narodzenia

Fiesty, tańce, długie jasełka, herbata pita w jurcie albo chowane na specjalną okazję mięso z wieloryba czy renifera. Nie wszyscy obchodzą Boże Narodzenie tak jak w Polsce.

Bardzo lubimy okres świąt Bożego Narodzenia: ich rodzinność, specyficzną atmosferę, obrządek. Najwcześniej, bo już po Wszystkich Świętych, w domach przygotowujemy pierniki. – Dlatego tak wcześnie, bo muszą stwardnieć, a potem zmięknąć, aby miały najlepszy smak – tak zawsze tłumaczyła mi babcia Helena. Dbała o to, aby o wszystkim pamiętać. Dom się sprząta, potem świątecznie dekoruje. Choinką zajmuje się tato Jan z Karolem, najmłodszym bratem. Jest dwanaście potraw, o co dba mama Danusia. Obowiązkowo karp, no i grzybowa. W różnych regionach kraju pojawia się kutia, makiełki czy moczka. Jest sianko pod obrusem, dodatkowe nakrycia i prezenty. Te ostatnie przynosi Dzieciątko Jezus, św. Mikołaj lub Gwiazdor.
Jest modlitwa, czytana Ewangelia, życzenia przy dzieleniu się opłatkiem i kolędy. Czasem fałszujemy, ale nie szkodzi. Duchowo do świąt przygotowujemy się przez Adwent i spowiedź. Czasem trzeba powiedzieć trudne „przepraszam”. A potem Pasterka, podczas której co roku rozlega się śpiew kolęd.
Zwyczaje związane z obchodzeniem Wigilii Bożego Narodzenia w różnych rejonach świata są rozmaite. Gdy przebywałem na misjach, nie było wieczerzy wigilijnej, a za to więcej samotności. Dzień później spotkaliśmy się z misjonarzami na obiedzie. Wspominaliśmy wtedy nasze domy rodzinne z ich obrzędowością wigilijną, opowiadając różne anegdoty. Tam zrozumiałem, że Boże Narodzenie można obchodzić inaczej niż w Polsce. Ale to nie znaczy, że lepiej lub gorzej.
 
Bożonarodzeniowa fiesta
W okresie świątecznym w Ameryce Łacińskiej jest bardzo gorąco, czasem powyżej 30 stopni Celsjusza. W domach nie ma choinek, a jedynie migające kolorowe światełka. W Meksyku, jak opowiada pracujący tam o. Marcin Łącki OMI, nie zjecie kolacji wigilijnej z rodziną, a zamiast tego pójdziecie na fiestę (zabawę taneczną) ze znajomymi. Przed Bożym Narodzeniem ludzie w wiosce organizują specjalny obrzęd – Las posadas (gospoda). Od 16 do 24 grudnia pielgrzymują z figurami Maryi i Józefa do wyznaczonych domów, upamiętniając poszukiwanie przez nich gospody, w której mogłoby urodzić się Dziecię Jezus. Na miejscu uczestnicy obrzędu dzielą się na dwie grupy. Jedni wchodzą do środka, inni z figurami czekają na zewnątrz i śpiewają pieśń: W imieniu niebios proszę Was o gościnę, po czym odpowiadają osoby przebywające wewnątrz domu. Po sześciu zwrotkach drzwi się otwierają, a potem następuje przyjęcie figur i gości im towarzyszących. Zazwyczaj później jest Różaniec i śpiewa się pastorałki. Potem gospodarze zapraszają wszystkich na kawę (w Meksyku pije się ją w nocy) i kawałek chleba lub atole (mąka kukurydziana rozrobiona z wodą, ugotowana i posłodzona). Po Mszy św. kobiety, które przyniosły swoje figurki, podchodzą do księdza, aby je pobłogosławił i skropił wodą święconą. Później śpiewa się pastorałkę, żeby Dziecię Jezus zasnęło i można Je było położyć w żłóbku w kościele lub zabrać Je do domu, gdzie jest przygotowane dla Niego miejsce.
W Andach, jak wspomina pracujący do niedawna w Boliwii werbista Tomasz Szyszka, jest trochę inaczej. Indianie przygotowują specjalne świąteczne obwarzanki i chleby, a chrześcijanie wyruszają w tanecznych korowodach z Dzieciątkiem Jezus. Współcześnie rodziny na Altiplano przygotowują 24 grudnia specjalny toast oraz picana – coś w rodzaju pikantnego rosołu z kawałkami mięsa wołowego i kurczaka, kolbami kukurydzy, marchwią, pomidorami, cebulą, ziemniakami oraz kawałkami słodkich owoców. Zupa ta jest spożywana późnym wieczorem przez całą rodzinę. Po skończonym posiłku członkowie rodziny wymieniają się prezentami. Do tradycji należy też, aby cała rodzina udała się na Pasterkę odprawianą o północy. W niektórych andyjskich miastach żywa jest jeszcze tradycja procesyjnego obnoszenia Dzieciątka Jezus po ulicach i placach. Procesji towarzyszy muzyka wykonywana na instrumentach andyjskich, śpiewy villancicos, a nierzadko także tańce. Po skończonych uroczystościach kościelnych ludzie wracają do swoich domów, aby tam dalej świętować w swoim gronie. Trudno sobie wyobrazić to świętowanie bez muzyki i śpiewu. W wielu miejscach tradycja żywej muzyki i śpiewu została jednak wyparta albo zastąpiona muzyką mechaniczną. Kiedyś większość mężczyzn potrafiła grać na różnorodnych instrumentach, zaś współcześnie są preferowane odtwarzacze oraz posługiwanie się płytami z nagranymi utworami bożonarodzeniowymi. W pierwszy dzień świąt śpi się nieco dłużej, ale nie może zabraknąć świątecznego śniadania, na które składają się buñuelos (obwarzanki) oblewane miodem, panteony, czyli bożonarodzeniowe chleby, oraz pitna czekolada. Rodziny, które nie otrzymały jeszcze błogosławieństwa dla swoich domowych żłóbków, mają taką okazję po porannej Mszy św. Bardzo żywa jest bowiem tradycja żłóbka (nawet żywego), który jest przygotowywany nie tylko w kościołach, ale też w większości domów.

Zakochani w jasełkach
W Afryce także nie ma wieczerzy wigilijnej, opłatka czy choinek – choć te ostatnie zastępują miejscowe drzewa. Są jednak jasełka. Gromadzą ludzi często na długie godziny przed Mszą św. pasterską. A sama Msza św. jest wybuchem radości, z długimi tańcami, kolorowymi procesjami. To wszystko trwa czasem kilka godzin. Oczywiście Maryja, Józef i Dzieciątko mają ciemny kolor skóry, a sam moment narodzin dzieje się w afrykańskiej chacie. Pasterka w Kamerunie, jak wspomina dominikanin Dariusz Godawa, zaczyna się o godzinie dwudziestej. Nie ma tu zwyczaju czekania do pierwszej gwiazdki z wieczerzą wigilijną. Wszystko wygląda inaczej. Msza jest bardzo uroczysta. Część jest w rodzimym języku, do tego bęben, a raczej pełniący jego rolę plastikowy, pusty kanister na wodę oraz tamburyno. Pasterkę odprawia na podwórku: ciepłe powietrze, towarzystwo palm, rozgwieżdżone niebo. Tak musiało wyglądać prawdziwe narodzenia Pana Jezusa. Po Mszy jest czas na radosne okrzyki, śpiewy i taniec. Zaczyna się ustawianie stołów, przynoszenie potraw. Jest smażona ryba, szaszłyki, pieczony kurczak i mięso z prosiaka, które się tu je raz, dwa razy w roku i na które wszyscy czekają. Potrawy stoją na jednym stole. Najpierw podchodzą osoby najbardziej uprzywilejowane, aby mogły wybrać sobie najlepsze kawałki, potem jedzą pozostali. Dzieciom nakłada się potrawy na talerze. Po jedzeniu zaczynają się tańce. Ta zabawa trwa do rana. A wszystko jest oczywiście poprzedzone jasełkami, które młodzi Afrykańczycy uwielbiają.
 
Trzej mędrcy z Turkmenistanu
W Turkmenistanie, na pustyni Kara-kum – jak opowiada o. Andrzej Madej OMI – przyroda podobna jest do tej w Betlejem. Tak samo prosto obchodzi się Boże Narodzenie. Może z tą różnicą, że Turkmeni wierzą, że trzej mędrcy to ich przodkowie. Pasterze, owce, wielbłądy, osiołek… Stajenka betlejemska to scena żywcem wzięta z tutejszego folkloru. Wystarczy wyjechać za miasto, by w stepowo-pustynnym pejzażu ujrzeć całe to towarzystwo na żywo. Betlejemska szopka ma tu kształt jurty, wszak jurta w kulturze nomadów ma rolę nie do przecenienia: ratuje ludzi i ich dobytek od śmierci z powodu upału lub zimna. Turkmeni są potomkami nomadów. Dlatego ich życie do dzisiaj jest nacechowane prostotą. Stoły, krzesła, łóżka – bez tego można się obejść! W stajence Jezusa także ich nie było... Trochę wody i soli, ziemniaki i marchewka, a w to wrzucone świeże mięso z baranka – to „siorpa”, najprostsza i bardzo smaczna zupa. Chciałoby się powiedzieć – pasterska zupa na święto. Trzej mędrcy przyszli do Betlejem ze Wschodu. W owych czasach Buchara i Samarkanda słynęły z odkryć na polu astronomii. A może „mędrcy ze Wschodu”, których prowadziła gwiazda, przyszli do Jezusa z tych właśnie miast, leżących w Uzbekistanie, sąsiadującym z Turkmenistanem? Czasem wręcz słychać tutaj pytanie: a czy któryś z mędrców nie mógł być Turkmenem? Mieszkańcy spotykają się na Pasterce, a potem siadają na podłodze, długo rozmawiają, bo opowieści są ważne w kulturze tego kraju. Je się placki, sączy herbatę.
 
Mięso z renifera
Za kołem podbiegunowym chrześcijanie także świętują Boże Narodzenie, a posługę tam opisuje o. Daniel Szwarc OMI. W tym świętowaniu jest wiele pokory względem sił natury, z którymi zmagają się dzień po dniu. Noc polarna nie ułatwia świętowania. – Wigilia w Arktyce jest ostatnim dniem przygotowania do świąt. Dzieci nie wyglądają pierwszej gwiazdki, ponieważ słońce w tym czasie w ogóle tutaj nie wschodzi. Im dalej za koło polarne, tym mrok jest większy. Na najdalszej misji w Pond Inlet, w okolicy Bożego Narodzenia niebo nawet się nie rozjaśnia. W południe jest tak samo ciemno jak o północy. Bardzo dużo ludzi w to wigilijne popołudnie i wieczór przychodzi do spowiedzi – głównie ci, którzy prawie w ogóle nie chodzą do kościoła czy też przez wiele lat nie byli u spowiedzi. Spowiedź zwykle trwa do samej Pasterki. Około północy rozlega się kolęda. Kościół jest wypełniony po brzegi. W pasterce uczestniczą razem katolicy i anglikanie. Procesję liturgiczną otwiera małe dziecko niosące figurkę nowo narodzonego Jezusa. Ksiądz błogosławi stajenkę i kładzie figurkę Dzieciątka Jezus w żłóbku: „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką” (Iz 9, 1a). Nigdzie chyba te słowa nie brzmią tak wymownie jak tutaj. Po Mszy św. i uroczystym błogosławieństwie wszyscy wymieniają się życzeniami, tylko dzieci spieszą się, by otworzyć prezenty, bo tradycja pozwala na ich rozpakowanie dopiero po Pasterce. Niektóre rodziny zaraz po Pasterce gromadzą się na wspólnym posiłku. Po południu w Boże Narodzenie odbywa się pierwsza uczta. Ludzie znoszą przyrządzone potrawy, kilku mężczyzn tnie zamrożone mięso i ryby na mniejsze kawałki, kobiety szykują nagrody dla zwycięzców gier i zabaw, a pomiędzy wszystkimi biegają rozradowane dzieci. Uczta jest zawsze otwarta dla wszystkich. Na środku sali stoją stoły z wypiekami i gotowanymi potrawami. Na podłodze przy stołach, na rozłożonych kartonach leżą pokrojone surowe ryby i mięso renifera. Jeśli w danym roku złowiono dużo wielorybów, jest też ich skóra, czasem też igunak, czyli zgniłe mięso – miejscowy rarytas. Każdy podchodzi, bierze coś do jedzenia i siada gdziekolwiek na podłodze. Po posiłku jest czas na gry i zabawy – tak spędza się święta w Kanadzie Północnej.
Chrześcijanie świętują Boże Narodzenie na wiele sposobów. Może nie zawsze jest opłatek czy dwanaście potraw, ale zawsze jest Msza św. i wielka radość, że Bóg, dla nas wszystkich, narodził się jako dziecko w Betlejem.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki