Logo Przewdonik Katolicki

Słoneczne zagrożenie

Renata Krzyszkowska
Fot.

Opalanie się to inaczej smażenie się na słońcu, bo temperatura czasem prawie jak na patelni i w obu przypadkach efektem jest spieczenie. Dermatolodzy przekonują, że nie ma czegoś takiego jak zdrowa opalenizna, bo każda jest oznaką uszkodzenia skóry.

Opalanie się to inaczej smażenie się na słońcu, bo temperatura czasem prawie jak na patelni i w obu przypadkach efektem jest spieczenie. Dermatolodzy przekonują, że nie ma czegoś takiego jak zdrowa opalenizna, bo każda jest oznaką uszkodzenia skóry.

Opalona skóra kojarzy nam się z młodością, witalnością i zdrowiem. Mało kto wie, że opalenizna jest niczym innym jak reakcją obronną organizmu na promieniowanie słońca. Przyspiesza starzenie skóry, wysusza ją, uszkadza i osłabia. Pojawiają się na niej zmiany barwnikowe, a nawet nowotworowe. Średnio co czwarty dorosły Polak ma zmiany skórne wywołane przez słońce. Lekarze przestrzegają, że w upalne dni niebezpieczne może się okazać nawet kilkunastominutowe przebywanie na słońcu. Dla skóry człowieka groźne są oba rodzaje docierających ze słońca promieni ultrafioletowych – zarówno promienie UVA, jak i UVB. Te pierwsze przenikają nawet przez średniej grubości szybę okienną, docierają do skóry właściwej, przyspieszają jej starzenie, mogą wywoływać alergie słoneczne. Promienie UVB, które wchłaniane są w całości przez naskórek, mogą wywoływać oparzenia skóry widoczne kilka godzin po opalaniu. Oba rodzaje promieniowania uszkadzają DNA, co może prowadzić do powstania nowotworów. W Polsce lekarze co roku diagnozują ok. 6 tys. zachorowań na nowotwory skóry, w tym ok. 2 tys. na najgroźniejszego czerniaka złośliwego. Przyczyną jego powstawania jest głównie nadmierna ekspozycja na promienie słoneczne. Do wizyty u lekarza powinien nas skłonić każdy pieprzyk, który zmienia swój kolor, kształt czy zaczyna boleć. By uchronić się przed zgubnym działaniem promieni UV, lekarze zalecają stosowanie kremów ochronnych z filtrem SPF 30–50. Nawet jeśli po nasmarowaniu się nimi pojawi się opalenizna, to nie uszkodzimy skóry. Posmarować się należy jeszcze przed wyjściem z domu, a potem co 1,5 godziny lub po każdej kąpieli w basenie, morzu czy jeziorze. Ale nawet po nasmarowaniu się odpowiednim kremem nie należy przebywać długo na słońcu. Nigdy między godziną 12.00 a 15.00. 

 

Szczególnie chrońmy dzieci

Niemowlęta i małe dzieci w ogóle nie powinny przebywać w pełnym słońcu. Już 20 minut plażowania może wywołać u nich poparzenia słoneczne. Te do trzeciego roku życia nigdy nie powinny przebywać w pełnym słońcu. Jak wykazały badania, nowotwory skóry u dorosłych najczęściej mają swój początek w dzieciństwie, gdy skóra uległa choćby niewielkiemu poparzeniu słonecznemu. Naskórek dziecka nie jest jeszcze całkowicie rozwinięty, gruczoły łojowe produkują niewiele ochronnego tłuszczu. Promienie UVA i UVB mogą więc dokonać prawdziwego spustoszenia. Dzieci nawet w pochmurne dni, czy przebywając w cieniu, powinny być dokładnie posmarowane kremem ochronnym, także pod ubrankiem. Najlepszy będzie kosmetyk o wysokim współczynniku ochrony przeciwsłonecznej (SPF 50). Pamiętajmy jednak, że żaden krem nie da całkowitej ochrony. Dlatego na spacer z dzieckiem wychodźmy rano do godz. 10.00 i po południu po godz. 17.00. Dzieci, które już chodzą, mogą w tych godzinach przebywać na słońcu, ale bardzo oszczędnie, najlepiej w półcieniu, zawsze w lekkim ubranku, posmarowane kremem ochronnym i w czapeczce. Na rynku jest już dostępna odzież dla dzieci z filtrami przeciwsłonecznymi. Jeśli musimy wyjść z dzieckiem, gdy słońce świeci najmocniej, zawsze pamiętajmy, by dziecko było odpowiednio ubrane, czyli tak by się nie przegrzało, ale miało zakryte ręce i nogi, a na głowie ochronny kapelusik, chustkę lub czapeczkę z daszkiem. Przy wózku powinna być parasolka.

Promienie słoneczne pobudzają w organizmie tworzenie witaminy D, która u niemowląt ma szczególne znaczenie, ponieważ wspomaga rozwój kości. Jednak lekarze zalecają, by każde dziecko do pierwszego roku życia przyjmowało tę witaminę w kropelkach. Ochrona przed słońcem nie zaburzy więc rozwoju kośćca. Jak długo dziecko ma przyjmować witaminę D3 decyduje lekarz. Jednak nawet po jej odstawieniu korzystajmy ze słońca bardzo ostrożnie. By odczuć jego korzystne działanie, wcale nie trzeba się opalać. Promienie odbite działają na nas nawet w cieniu.

 

Na oparzenia maślanka

Gdy nie przestrzegamy zasad bezpiecznego przebywania na słońcu, łatwo o oparzenia. Oparzenia słoneczne pierwszego stopnia występują, gdy skóra jest zaczerwieniona, lekko obrzęknięta, wyraźnie cieplejsza niż nieopalone części ciała i piecze. Pomóc może kilkuminutowe schłodzenie jej w wodzie. Nie może ona jednak być za zimna, na pewno nie okładamy skóry kostkami lodu, gdyż zbyt niska temperatura tylko dodatkowo pogorszy stan skóry. Potem wmasujmy kupiony w aptece preparat regenerujący i łagodzący podrażnienia skóry, np. D-pantenol. Nie należy używać tłustych kremów czy maści, bo utrudniają skórze chłodzenie i wyparowywanie nadmiaru ciepła. Znanym domowym sposobem jest położenie na zaczerwienioną skórę okładu z gazy nasączonej kefirem, maślanką lub zsiadłym mlekiem. Ich kwaśny odczyn pomoże odzyskać prawidłowy poziom pH skóry. Obecne w mleku witaminy A, D i E zregenerują zniszczony naskórek.

Jeśli poparzenia słoneczne są poważniejsze, na skórze pojawiły się bąble wypełnione płynem surowiczym, mówimy wtedy o poparzeniach II stopnia. Dobrze wtedy skorzystać z porady lekarza, który zaleci m.in.  preparaty przeciwbakteryjne i przeciwzapalne zapobiegające rozwojowi zakażenia. W przypadku oparzenia II stopnia może również wystąpić udar cieplny (słoneczny). Dochodzi do niego w wyniku przegrzania, odwodnienia i związanych z tym zaburzeń termoregulacji. Pojawiają się bóle i zawroty głowy, przyspieszenie tętna, niekiedy dreszcze, nudności i ogólne osłabienie. Chorego trzeba natychmiast położyć w cieniu, a ciało przykryć chłodnymi okładami (tkaniną namoczoną w zimnej wodzie). Gdy chory jest przytomny, należy go napoić chłodną wodą. Jeśli to nie pomaga, trzeba wezwać lekarza.

 

Tanoreksja to choroba

Od opalania można się uzależnić. Tanoreksja, czyli przymus bycia opalonym, zaczyna się niewinnie. Po prostu podobamy się sobie, gdy pod wpływem słońca lub wizyty w solarium nasza skóra zmienia odcień na ciemniejszy. Gdy opalenizna znika, zaczynamy się czuć gorzej, mniej komfortowo, nieatrakcyjni, więc opalamy się znowu. Gdy od bycia opalonym zaczynamy uzależniać swoje dobre samopoczucie, bez opalenizny czujemy się jak bez ubrania i nie ma tygodnia, byśmy nie leżeli na słońcu lub w solarium, to powinniśmy poszukać pomocy psychologa. Opalona skóra początkowo wygląda na zdrową, lecz szybko przestaje sobie radzić z nadmiarem promieniowania. Wygląda starzej, niż wskazywałby na to wiek. Osoba uzależniona od opalania nie bierze tego pod uwagę aż wystąpią ciężkie komplikacje skórne, na których całkowite wyleczenie jest już często za późno.

 

Nasz organizm potrzebuje światła słonecznego m.in. do wytwarzania niezbędnej witaminy D3, ale do tego wystarczy codzienny, półgodzinny spacer w pogodny dzień. Intensywne opalanie nie służy nikomu. Zrezygnować z niego powinny kobiety w ciąży, a także w czasie miesiączki, osoby cierpiące na cukrzycę, gruźlicę, choroby serca czy nerek. Jeśli zażywamy leki, musimy sprawdzić, czy pod wpływem słońca lub naświetlania w solarium nie wywołują one reakcji alergicznych bądź powstania na skórze ciemnych przebarwień – do leków takich zaliczane są m.in. antybiotyki z grup tetracyklin i sulfonamidów, leki uspokajające, przeciwdepresyjne, przeciwcukrzycowe, moczopędne, przeciwbakteryjne i przeciwgrzybiczne, a także niektóre zioła np. dziurawiec. Nie wolno także opalać pieprzyków, blizn i zmian barwnikowych.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki