Logo Przewdonik Katolicki

W szkole o in vitro

Kamila Tobolska
Fot.

Darmowe płyty z prezentacją promującą procedury in vitro trafiają właśnie do naszych szkół. Zadbał o to Ruch Palikota i współpracujące z nimi stowarzyszenia. Po raz kolejny ktoś chce edukować nasze dzieci w sposób, jakiego sobie nie życzymy.

Ponad 4 tys. darmowych płyt z lekcją o in vitro trafiło podczas wakacji do wszystkich szkół ponadgimnazjalnch w Polsce. To gotowa prezentacja  na temat zapłodnienia pozaustrojowego, którą nauczyciel ma wykorzystać w czasie lekcji biologii. Jej twórcami są Ruch Kobiet Ruchu Palikota, Ruch Młodych Ruchu Palikota oraz Stowarzyszenie Ruch Kapitału Społecznego (SRKS). O ile wiemy, czego możemy się spodziewać po sekcjach Ruchu Palikota, o tyle warto przybliżyć SRKS, którego logo widnieje zresztą na płytach. Wiele mówi już to, że jego prezesem jest Agnieszka Stupkiewicz-Turek, współorganizatorka ubiegłorocznej Manify – demonstracji feministycznej czy krakowskiego Marszu Świeckości. Jak deklaruje, jej stowarzyszenie zrzesza ludzi pragnących działać na rzecz budowy nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego. I w ramach tej nowoczesności chcą zafundować naszym dzieciom lekcję, podczas której dowiedzą się one, i tutaj cytat z wypowiedzi jednej z pań promujących płytę: „jak przeciwstawiać się przekazowi ideologicznemu Kościoła katolickiego”.

 

Medialny szum

Akcji rozsyłania do szkół płyt z lekcją o in vitro towarzyszyła cała kampania medialna. Promowano je bowiem podczas ponad 20 konferencji prasowych zorganizowanych w różnych miastach w Polsce. Po nich członkowie, głównie Ruchu Palikota, przedstawiali ją poszczególnym kuratorom oświaty, jednocześnie otwarcie przyznając, że nie przejmują się ich opinią na temat przygotowanych materiałów. Stawiają bowiem na „odwagę” nauczycieli, którzy sami, wraz z dyrekcją i radą pedagogiczną, podejmą decyzję o włączeniu tych nadobowiązkowych treści do programu nauczania biologii, a dokładnie do działu o rozmnażaniu człowieka. W połowie września przedstawiciele Ruchu Palikota i SRKS złożyli także swoją płytę w Kancelarii Premiera oraz w Ministerstwie Edukacji Narodowej, licząc na jej zauważenie i polecanie nauczycielom, szczególnie przez minister Krystynę Szumilas. Sama minister natomiast, pytana przez Polską Agencję Prasową o lekcję na temat in vitro, stwierdziła, że nie zamierza niczego zmieniać w podstawie programowej. Przypomniała też, iż każda propozycja dotycząca programu wychowawczego musi uzyskać nie tylko akceptację dyrektorów szkół, ale i rodziców.  

Wątpliwy autorytet

Przygotowana płyta zawiera materiał do przeprowadzenia 45-minutowej lekcji na temat zapłodnienia pozaustrojowego: jej scenariusz, prezentację multimedialną z fragmentami filmu Nowe życie (w oryginale The Incredible Human Body) wydanego przez National Geographic oraz karty pracy dla uczniów. Przewodnicząca Ruchu Kobiet Ruchu Palikota Małgorzata Prokop-Paczkowska podczas jednej z konferencji prasowych tłumaczyła, że płytę tę lubelscy naukowcy stworzyli po to, aby polska młodzież otrzymała rzetelną, naukową wiedzę dotyczącą procedury in vitro, nieobciążoną żadnymi mitami. − Niepłodność to choroba, którą można za jej pomocą wyleczyć – dodała, wykazując się totalną niewiedzą. In vitro bowiem owszem, sprawia, że dana para uzyskuje własne potomstwo, ale po jego urodzeniu nadal zmaga się z problemem niepłodności. Materiał na lekcję został stworzony przez zespół pod kierownictwem dr. Adama Kalbarczyka, dyrektora Prywatnego Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. Ignacego Jana Paderewskiego w Lublinie, który zresztą wypowiada się na płycie jako fachowiec. Do współpracy zaprosił on dwoje nauczycieli biologii ze swojej szkoły oraz lekarza z Lubelskiego Centrum Leczenia Niepłodności „Ab ovo”, oczywiście wykonującego zabiegi in vitro. Jak wynika z prezentacji składającej się na lekcję, swoją wiedzę czerpią m.in. z... „Gazety Wyborczej”, którą trudno uznać za autorytet w tej dziedzinie. Na jednym ze slajdów pojawia się sformułowanie: „In vitro to obecnie podstawowa metoda leczenia niepłodności”, a pod nim jego źródło: „Gazeta Wyborcza” z dnia 11.07.2012 r.

Zarodek to nie człowiek?

Również lista przedstawionych kontrargumentów etycznych, będących odpowiedzią na argumenty religijne przeciw zapłodnieniu in vitro, kończy się linkiem do tekstu z tego dziennika autorstwa dr. Tomasza Żuradzkiego z Instytutu Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego, zachęcającym do jego lektury. „Badania naukowe to najbardziej wartościowy sposób na wykorzystanie tysięcy pozostałych po procedurach in vitro embrionów, które obecnie bezproduktywnie tkwią w zamrażarkach”. To tylko jego krótki fragment, ukazujący stosunek twórców lekcji do zamrożonych istnień ludzkich.

Z kolei z argumentów zawartych w prezentacji przywołajmy tylko jeden: „In vitro nie odbiera godności zarodkom; nie są one bowiem ludźmi, a tylko ludzie mają godność osobową (istot czujących i myślących)”. Pokazuje on, że Ruch Palikota i SRKS próbują wmówić młodym ludziom, iż nieprawdą jest to, czego naucza Kościół, że życie człowieka jest święte od momentu poczęcia aż do naturalnej śmierci.

W prezentacji przedstawiono także blaski i cienie in vitro. Jak łatwo się domyślić, tych pierwszych jest we „wzorcowej” lekcji dużo więcej. Wśród cieni, które przedstawione są w ogromnym skrócie, pojawia się, owszem, pojęcie hiperstymulacji oznaczające nadmierną reakcję jajników, która stanowi dla kobiety zagrożenie czy informacja o możliwości wystąpienia ciąż mnogich. Ale ani słowa nie ma chociażby o tym, o czym głośno mówi lekarz Tadeusz Wasilewski z Białegostoku, który zrezygnował z przeprowadzania procedury in vitro z powodów moralnych. Udowodniono bowiem, że u dzieci poczętych i urodzonych w wyniku użycia metody pozaustrojowej wzrasta ryzyko wad genetycznych i to nawet o 40 proc.

Ile to naprawdę kosztuje...

W scenariuszu lekcji czytamy, iż po jej zakończeniu uczeń potrafi rozróżnić metodę in vitro od innych form leczenia niepłodności ludzi. I tutaj wymienia się wśród prawidłowych odpowiedzi na pytanie o metody uzyskania potomstwa: leczenie hormonalne, zabiegi chirurgiczne, zapłodnienie in vitro, inseminację, psychoterapię i adopcję. Zastanawia fakt, iż zupełnie pominięto w tym zestawieniu, jak i w całej lekcji nową gałąź medycyny − naprotechnologię (Natural Procreative Technology, czyli Technologia Naturalnej Prokreacji), która jest dobrą, naturalną metodą rozpoznawania płodności. Co więcej, stosowane w niej metody umożliwiają rzeczywiste leczenie niepłodności, dbając jednocześnie o zdrowie kobiety.

Do in vitro próbują zresztą przekonać polską młodzież także kliniki przeprowadzające tę procedurę. Jedna z nich, Invicta, mająca swoje oddziały w Warszawie, Gdańsku i Słupsku, proponuje uczennicom szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych udział w specjalnym programie. Przeznaczony jest on, jak się dowiadujemy, dla „młodych kobiet w wieku 15−18 lat”, a jego celem jest propagowanie zdrowego stylu życia oraz roli lekarza ginekologa w opiece zdrowotnej kobiety. Bezpłatne zajęcia odbywają się w klinikach, co jak można przypuszczać, pomoże nastolatkom oswoić się z miejscem, w którym wykonywane jest zapłodnienie pozautrojowe, w wersji nazywanej „all inclusive” kosztującej nawet 21 tys. zł. Przyszłych pacjentów Invicta zachęca też do skorzystania ze swoich usług rzekomymi sukcesami, jakie już odniosła, dzieląc się nimi na stronie internetowej. W jednej z przywołanych historii rodzicom dziecka z wrodzonym niedosłuchem, spowodowanym czynnikami genetycznymi, klinika pomogła – poprzez zapłodnienie in vitro z tzw. diagnostyką preimplantacyjną – w urodzeniu drugiego, zdrowego już dziecka. W wyniku tej metody u pary uzyskano sześć zarodków. Tylko cztery z nich uznano za zdrowe. Jeden zaimplantowano kobiecie, jeden zamrożono, pozostałe dwa nie zostały zakwalifikowane do mrożenia. Rachunek jest więc prosty − życie jednego dziecka kosztowało pięć ludzkich istnień… 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki