Logo Przewdonik Katolicki

Kłopotliwy sakrament

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Dzisiaj nie wyobrażamy sobie świata bez medycyny, technologii biomedycznej, przemysłu farmaceutycznego. Trudno podważać te wszystkie dobrodziejstwa ostatnich stuleci, ale warto podkreślić, że i Kościół, z woli Chrystusa, kontynuuje Jego dzieło uzdrawiania.

 

   

Namaszczenie chorych to jeden z tych sakramentów, który wywołuje w nas pejoratywne konotacje. Być może ma to jeszcze jakiś związek z nazwami, które kiedyś oficjalnie funkcjonowały w liturgii: „ostatnie namaszczenie”, „sakrament odchodzących”. Skoro ksiądz wspomina o tym sakramencie, to musi być już ze mną źle – tłumaczymy sobie. Tymczasem, obok pokuty jest on sakramentem uzdrowienia, dzięki któremu chory otrzymuje specjalną łaskę, „która jednoczy wewnętrznie chorego z męką Chrystusa, dla jego własnego dobra oraz dla dobra Kościoła, dając mu pocieszenie, pokój, siłę, a także przebaczenie grzechów, jeżeli chory nie mógł się wyspowiadać” – czytamy w Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego. To wielka pomoc i wielkie pocieszenie. Dlaczego więc wielu z nas niechętnie przystępuje do tego sakramentu?

Absurd czy tajemnica?

Media lansują zdrowy tryb życia, bo jest na to popyt. Cierpienie „źle się sprzedaje”, więc po co je eksponować. Zdrowie jest wartością autoteliczną, której często, zwłaszcza w młodości, nie doceniamy. Odkrywamy ją wraz z upływem lat lub – jak pisał Jan Kochanowski – dopiero wówczas, gdy „się zepsuje”. Można jednak powiedzieć, że dar człowieczeństwa jest równoznaczny z darem cierpienia. Doświadczenie własnej niemocy, cierpienia, choroby, niesprawności jest konkretne i namacalne, w przeciwieństwie do nieprecyzyjnej, ogólnikowej definicji zdrowia, sformułowanej przez Światową Organizację Zdrowia (WHO): „stan doskonałego samopoczucia fizycznego, umysłowego i społecznego”.

Choroba burzy nie tylko funkcjonowanie człowieka w wymiarze somatycznym czy psychicznym, ale także niszczy społeczny sposób funkcjonowania. Niesie ze sobą kryzys dotychczasowego sposobu życia. Wymusza rezygnację z planów, z aktywności, z zamiarów życiowych. Skłania do refleksji nad ludzką ulotnością i przemijalnością. Obnaża kruchość człowieka. Często jest znakiem poprzedzającym śmierć.

W obliczu cierpienia człowiek niewierzący powie: „To absurd”. Będzie je postrzegał jako doznawanie zła i próbę. Człowiek wierzący wie, że cierpienie jest tajemnicą, którą można eksplorować. Mimo że jest to doświadczenie traumatyczne, można starać się znaleźć z niego wyjście. Wobec tego zjawiska trzeba być jednak pokornym, bowiem żadne rozważania nie wytłumaczą cierpienia w sposób absolutny.

Dzisiaj nie wyobrażamy sobie świata bez medycyny, technologii biomedycznej, przemysłu farmaceutycznego. Trudno podważać te wszystkie dobrodziejstwa ostatnich stuleci, ale warto przypomnieć, że i Kościół, z woli Chrystusa, kontynuuje Jego dzieło uzdrawiania.

Choruje ktoś wśród was?

Jezus zawsze okazywał chorym szczególne względy. Współczucie dla cierpiących i  liczne uzdrowienia z różnego rodzaju chorób zostały utrwalone w wielu miejscach na kartach Ewangelii. Chorzy starali się Go dotknąć, „ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich” (Łk 6, 19). Uzdrawiał chorych z myślą o wyższym darze, który przekazuje wszystkim ludziom, czyli o zbawieniu. Jezus ustanowił też specjalny sakrament – namaszczenie chorych, o którym wspomina św. Jakub: „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana” (Jk 5, 14). Właśnie namaszczenie olejem jest istotą celebracji tego sakramentu. „W namaszczeniu chorych olej – materia sakramentu – jest nam dany jako Boże lekarstwo – jako lek, który w tym momencie upewnia nas co do Jego dobroci, który ma nas umocnić i pocieszyć, ale który jednocześnie, niezależnie od choroby, kieruje myśl ku ostatecznemu uzdrowieniu, ku zmartwychwstaniu (por. Jk 5, 14)” – pisał w orędziu na XX Światowy Dzień Chorego Benedykt XVI.

Kapłan w milczeniu wkłada ręce na głowę chorego i modli się w ciszy. Potem namaszcza olejem czoło, wypowiadając słowa: „Przez to święte namaszczenie niech Pan w swoim nieskończonym miłosierdziu wspomoże ciebie łaską Ducha Świętego”. Namaszczeniu rąk towarzyszą słowa: „Pan, który odpuszcza ci grzechy, niech cię wybawi i łaskawie podźwignie”. Sakrament chorych jest modlitwą Kościoła, który wstawia się do Boga za cierpiącymi, ale – co podkreślał bł. Jan Paweł II – i osoby cierpiące i niepełnosprawne mogą wziąć udział w budowaniu duchowych dóbr Kościoła, jeśli tylko złączą swoje cierpienia z ofiarą Chrystusa.

Co upoważnia do przyjęcia tego sakramentu? Każda poważna choroba oraz wszelkie pogorszenie się stanu zdrowia podczas jej trwania, pobyt w szpitalu, czekająca nas operacja, podeszły wiek lub zbliżająca się śmierć. Mogą go otrzymać także dzieci, które mają wystarczającą świadomość tego, iż sakrament przyniesie im ukojenie. Co ważne, można go powtarzać wiele razy. To sakrament wszystkich chorych, choć nie można go traktować w sposób magiczny: jeśli go przyjmę, to na pewno wyzdrowieję. „Sakrament ten prowadzi niekiedy także, jeśli taka jest wola Boża, do uzdrowienia ciała. W każdym przypadku namaszczenie to przygotowuje chorego na przejście do domu Ojca” – podkreśla Kompendium.

Tajemnice zła i cierpienia, życia i śmierci są ściśle związane z tajemnicą Boga. W świetle śmierci i zmartwychwstania Chrystusa choroba nie jawi się już jako wydarzenie wyłącznie negatywne. Jest raczej postrzegana jako doświadczenie „Bożego nawiedzenia”.

Jako wierzący nie możemy jednak nie dostrzegać śmierci. Choć Sobór Watykański II upomniał się o to, by nie traktować namaszczenia chorych wyłącznie jako sakramentu, który przyjmuje się tuż przed śmiercią, to jest on w szczególny sposób przeznaczony dla tych, którzy zbliżają się do kresu życia. Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina, że namaszczenie chorych jest ostatnim w szeregu świętych namaszczeń: „namaszczenie przy chrzcie wycisnęło na nas pieczęć nowego życia; namaszczenie przy bierzmowaniu umocniło nas do życiowej walki”. Sakrament chorych „otacza koniec naszego ziemskiego życia jakby ochroną, zabezpieczającą nas na ostatnią walkę przed wejście do domu Ojca”. Ostatnim sakramentem powinien być Wiatyk, czyli Komunia św. przyjęta na drogę do wieczności.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki