Zatrzymać się jak samarytanin

Zdrowa dieta, zdrowa woda, zdrowe żywienie... Sport to zdrowie. Taniec to zdrowie. Śmiech to zdrowie, etc. Media lansują zdrowy tryb życia, bo jest na to popyt. Cierpienie źle się sprzedaje, więc po co je eksponować.
Czyta się kilka minut

Zdrowa dieta, zdrowa woda, zdrowe żywienie... Sport to zdrowie. Taniec to zdrowie. Śmiech to zdrowie, etc. Media lansują zdrowy tryb życia, bo jest na to popyt. Cierpienie „źle się sprzedaje”, więc po co je eksponować.

Statystyczny dzień Polaka: wstajesz rano, jesz śniadanie, idziesz do pracy. Wychodzisz z psem. Dzieci odprowadzasz do żłobka, przedszkola lub do szkoły. W pracy: w biurze, sklepie, kancelarii, placówce oświaty, przedsiębiorstwie, szpitalu... masz mnóstwo zajęć. Nie masz czasu na chwilę przerwy. Wychodzisz z pracy – niekiedy zmierzasz do drugiej albo robisz zakupy. Odbierasz dzieci. Gotujesz obiad. Idziesz na spacer z psem. Oglądasz telewizję. Kładziesz się spać. I tak dzień za dniem.

Może nie odnosisz spektakularnych sukcesów, może nie piszą o tobie w gazetach, ale jakoś wiążesz koniec z końcem. Do czasu. Nagle zauważasz, że coś się zmienia. Ciągły pośpiech skutkuje przemęczeniem, podenerwowaniem albo przeciwnie: apatią. Coś zaczyna się dziać z tobą niedobrego. W końcu wybierasz się do lekarza. Słyszysz wyrok: choroba.

Gdzie jesteś, Boże?

Zdrowie jest wartością autoteliczną – samą w sobie, centralną – której często, zwłaszcza w młodości, nie doceniamy. Odkrywamy ją wraz z upływem lat lub – jak pisał Kochanowski – dopiero wówczas, gdy „się zepsuje”. Można jednak powiedzieć, że dar człowieczeństwa jest równoznaczny z darem cierpienia. Jest ono tak samo bliskie człowiekowi jak miłość, radość, szczęście czy pokój.

Doświadczenie własnej niemocy, cierpienia, choroby, niesprawności jest konkretne i namacalne, w przeciwieństwie do nieprecyzyjnej, ogólnikowej definicji zdrowia, sformułowanej przez Światową Organizację Zdrowia (WHO): „stan doskonałego samopoczucia fizycznego, umysłowego i społecznego”.

Choroba burzy nie tylko funkcjonowanie człowieka w wymiarze somatycznym czy psychicznym, ale także niszczy społeczny sposób funkcjonowania. Niesie ze sobą kryzys dotychczasowego sposobu życia. Wymusza rezygnację z planów, z aktywności, z zamiarów życiowych. Skłania do refleksji nad ludzką ulotnością i przemijalnością. Obnaża kruchość człowieka. Często jest znakiem poprzedzającym śmierć.

W obliczu cierpienia człowiek niewierzący powie: „To absurd”. Będzie je postrzegał jako doznawanie zła i próbę. Człowiek wierzący wie natomiast, że cierpienie jest tajemnicą, którą można eksplorować. Mimo że jest to doświadczenie traumatyczne, można starać się znaleźć z niego wyjście. Wobec tego zjawiska trzeba być jednak pokornym, bowiem żadne rozważania nie wytłumaczą cierpienia w sposób absolutny.

Religia zdrowia

Dzisiaj nie wyobrażamy sobie świata bez medycyny, technologii biomedycznej, przemysłu farmaceutycznego. Opieka zdrowotna stała się swego rodzaju kartą przetargową. Choroba i zdrowie zyskały wymiar nie tylko biologiczny, ale i społeczny. Z jednej strony sfera poprawy zdrowia jest wyzwaniem dla nauki, z drugiej: zimną kalkulacją ekonomiczną.

W laboratoriach pracuje się nad przechowywaniem komórek, a nawet tkanek, które po jakimś czasie mogłyby być ponownie wykorzystane. Głośno jest o wszelkiego rodzaju szczepionkach, przeszczepach, sztucznych organach. Na naszych oczach medycyna przekracza kolejne granice życia i śmierci. Jest to dobre dopóty, dopóki nie przedkłada się koncepcji utylitarystycznych nad wartości moralne.

Zewsząd słyszymy o zdrowej diecie, zdrowej wodzie, zdrowym żywieniu... Czytamy, że sport to zdrowie. Taniec to zdrowie. Śmiech to zdrowie, etc. Siłownie, fitness cluby, sale gimnastyczne przeżywają oblężenie. Media lansują zdrowy tryb życia, bo jest na to popyt. Katolicki teolog i psychiatra, Manfred Lütz zwrócił niedawno uwagę, że „bez wątpienia żyjemy obecnie w epoce realnie istniejącej religii zdrowia. Wszystko to, co wcześniej czyniło się dla kochanego Boga – pielgrzymki, posty, ustanawianie dobrych dzieł – dzisiaj robi się dla zdrowia”. Cierpienie „źle się sprzedaje”, więc po co je eksponować.

A jak było kiedyś?

U źródeł cierpienia

„Weź gałkę muszkatołową i taką samą ilość kory cynamonowej i nieco mniej goździków i zetrzyj je na proszek. Z proszku tego, mąki i wody przygotuj ciasteczka i jadaj je często. Uspokoi to całą zgorzkniałość twego serca, otworzy serce i zmysły. Ciasteczka te sprawią również, że głos twój wesołość odzyska, oczyści organa zmysłów, zmniejszy ilość wszelkich soków szkodliwych, a krwi dostarczy dobrej mieszanki soków, ciebie zaś zdolnych do wszelkich osiągnięć uczyni” – radziła Hildegarda z Bingen (1098–1179). Ta żyjąca w średniowieczu mistyczka za przyczynę chorób uznawała grzech pierworodny, który zaburzył w ludzkim organizmie równowagę czterech soków warunkujących zdrowie fizyczne, psychiczne i duchowe. Zalecała więc przestrzeganie odpowiedniej diety i postów, a także stosowanie zabiegów leczniczych, w tym np. puszczanie krwi i stawianie baniek. Z kolei św. Albert Wielki (ok. 1200–1280) opisywał działanie glistnika jaskółczego ziela: „A jeżeli to położone będzie na głowie chorego, jeżeli ma umrzeć, będzie śpiewał głosem wielkim, jeżeli nie, płakać będzie”. Czytając te receptury, aż trudno uwierzyć, że w VI w. w Kościele toczyła się debata, czy działalność medyków podoba się Bogu. Jedną z osób, która podawała w wątpliwość posługę lekarską, był bp Grzegorz z Tours. „Na cóż się tedy zdadzą lekarze z ich instrumentami? Więcej bólu przysparzają, niż uśmierzają”.

Bywa, że i we współczesnym chrześcijaństwie pokutuje przeświadczenie, że chorobę zsyła Bóg po to, by człowiek się nawrócił. A przecież Bóg jest wyłącznie źródłem dobra, nie może więc czynić zła. Objawienie podaje dwa źródła cierpienia człowieka, choć trudno powiedzieć, czy jest ono bardziej wynikiem grzechu czy zawiści diabła. Cierpienie w Starym Testamencie było rozumiane przede wszystkim jako konsekwencja grzechu, ale nie tylko. Mogło być  również próbą wierności Bogu, który poznaje: „co jest w twym sercu; czy strzeżesz Jego nakazu, czy nie” (Pwt 8, 2), oczyszczeniem, uszlachetnieniem lub środkiem wychowawczym. Inny wymiar uzyskuje w Nowym Testamencie. W świetle męki i śmierci Chrystusa cierpienie ma zbawcze działanie (por. Rz 8, 17).

Tak jak miłość jest najbardziej przekazywalnym doświadczeniem życia, tak cierpienie jest nim najmniej. Jednocześnie jest wyzwaniem i pytaniem o gotowość przyjęcia postawy biblijnego samarytanina. Możesz zejść z Jerozolimy do Jerycha i nie zatrzymać się, tak jak postąpili kapłan i lewita (por. Łk 10, 30–32), albo przystanąć jak samarytanin. „Zatrzymać się jak samarytanin” to dostrzec człowieka cierpiącego i starać się mu pomóc.

***

Kartezjusz mawiał: cogito ergo sum (myślę, więc jestem), człowiek cierpiący może powiedzieć: patior ergo sum (cierpię, więc jestem).

Od dwudziestu lat tę prawdę całemu światu przypomina Kościół. Jan Paweł II ustanowił w 1992 r. obchody Światowego Dnia Chorego na 11 lutego, dzień wspomnienia pierwszych objawień Maryi w Lourdes. To niewielkie miasto, położone w zachodnio-południowej Francji, u podnóża Pirenejów, jest jednym z największych ośrodków kultu maryjnego i jednym z najczęściej odwiedzanych sanktuariów przez chorych. 

Wzorem swojego poprzednika, Benedykt XVI kieruje z tej okazji do wiernych orędzie. W tym roku poświęcił je znaczeniu sakramentów, zachęcając, by w wierze odnaleźli „pewną kotwicę”, bo ten, kto wierzy nigdy nie jest sam. Po ludzku nawet skrajnie przegrane życie, to niemedialne,  może być wygranym, jeśli bliski jest Bóg.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 5/2012