Czesław Miłosz uznał ją, obok Mirona Białoszewskiego, za wielką odnowicielkę poetyckiej polszczyzny. Ale jeszcze w latach 60. nie wspominano o niej jako o poetce, mimo że swój debiut miała w latach 30. Od tego czasu były w niej jakby dwie osoby: ta, która oddawała się pracy dla dzieci, pisząc do końca życia opowieści nawiązujące do polskich wątków historycznych i legend i druga: szukająca języka, którym mogłaby wyrazić swoje przeżycia najgłębsze. Paradoksalnie można powiedzieć, że to wojna jej w tym pomogła. To, co widziała w czasie powstania warszawskiego pracowało w niej przez wiele lat. Dopiero w latach 70. wydała dwa najważniejsze tomiki Jestem baba w 1972 r. i Budowałam barykadę w 1974 r. Pośmiertnie wyszedł ostatni tom jej wierszy, równie wstrząsający, pod tytułem Cierpienie i radość. Jako pierwsza w polskiej poezji w tak minimalistyczny sposób pisała o powstaniu warszawskim – bez patosu, bez patriotycznych haseł. Jako pierwsza pisała też o kobiecie, jej fizjologii i uczuciach, o przemijaniu, kolejnych etapach życia, nieszczęśliwych i szczęśliwych miłościach, po prostu o życiu, które dotąd było w poezji ukryte za maską schematów i barwnych opisów.
Córka biednego artysty
Świrszczyńska to nawet nie jest prawdziwe nazwisko poetki, powstało na skutek błędu literowego w metryce. Ojciec Anny, Jan Świerczyński, był artystą malarzem, rzeźbiarzem i etnografem. Dziecko więc żyło od zawsze w otoczeniu sztuki, ale i strasznej biedy. We wstępie do Poezji wybranych poetka tak wspominała tamten czas: „Ukształtowała mnie w pierwszym okresie życia malarska pracownia ojca. Mieszkaliśmy wówczas w Warszawie. Lata szczenięce i wczesną młodość przeżyłam w tej pracowni – wysokiej, wzniosłej, niesamowitej. Obrazy wisiały na ścianach, zalegały wszystkie kąty. Wielkie płótna, ogromne kartony. Kompozycje historyczne, projekty piętnastometrowych witraży o Słowackim i Mickiewiczu, obrazy kubizujące, fryzy ludowe. Śmierć Wandy, Jadwiga w stroju koronacyjnym, Lilla Weneda, Dziady, Władysław IV buduje flotę. Na podłodze leżały akty, szkice, studia kostiumowe, średniowiecze i renesans, Polska, Włochy, Francja”. A jednak te lata młodzieńcze nie były aż tak romantyczne. Pośmiertnie wydany tomik Cierpienie i radość to tomik niezwykły, to niemal dramatyczna w układzie autobiograficzna opowieść o rodzinie. Jan Świerczyński był artystą wiernym swojej własnej idei sztuki. O ubóstwie, na jakie była skazana jej rodzina, poetka mogła napisać dopiero pod koniec swojego życia. O tym, jak matka zakrywając twarz chustką, żeby nie zostać rozpoznana, chodziła po zupę do kuchni dla nędzarzy, o tym, jak musieli uciekać nad ranem przed właścicielem mieszkania, ponieważ nie mieli z czego zapłacić czynszu, jak matka na mrozie stała w kolejce po węgiel w dziurawych butach wyściełanych gazetami, o radości z kupna jednego cukierka. „Matka w alkowie gotowała kapuśniak, robiła pranie, łatała dziury na rękawach mojego szkolnego fartucha. Co jakiś czas przedłużała mój odwieczny szary mundurek, doszywając u dołu nowy szary pasek. Było ich chyba ze sześć, każdy z innego materiału i innym odcieniu. Ten mundurek, w którym musiałam przez długie lata siadać w szkolnej ławce obok eleganckich córek fabrykantów i dyrektorów, wpłynął na mój młodociany światopogląd, wyznaczając mi na świecie miejsce wśród tych, którzy się wstydzą, że żyją. Później jeszcze wiele razy miałam powody tego się wstydzić”. Do ambiwalencji uczuć dziecka mogła przyznać się dopiero jako dojrzała kobieta. W wierszu Mam jedenaście lat pisze: „Nienawidzę ojca obrazów. /Jest w nich nasza nędza, / łzy matki. / Wypijają z nas krew / jak wampiry, żądają / ofiary z życia, jak bogowie. // Kocham ojca obrazy. / To moje rodzeństwa, jedyni/towarzysze, w tej pracowni / samotnej / jak walka szaleńca. (…)”.
Chciała iść w ślady ojca i studiować w akademii artystycznej, niestety nie było to możliwe ze względów materialnych, więc zdała na polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Zafascynowała ją staropolszczyzna i barokowe stylizacje. W 1936 r. Świrszczyńska wydała swój pierwszy tom pt. Wiersze i proza, w tym czasie rozpoczęła też pisanie dla dzieci. Były to dydaktyczne utwory, bardziej opracowania polskich legend, opowieści czerpane z polskiego folkloru, który doskonale znała jako dziecko wędrując z ojcem-etnografem po kurpiowskich wsiach. Taką zastała ją wojna.
Kobieta
Kiedy wybuchła wojna, pisarka miała już 30 lat. Pisała, ale i pracowała: jako sprzedawczyni, salowa w szpitalu, kelnerka w cukierni, roznosicielka pieczywa. Przez wszystkie lata okupacji brała udział w warszawskim podziemiu kulturalnym, zdobywała nagrody literackie, publikowała w konspiracyjnych pismach, wydała kolejną książkę dla dzieci, planowała napisanie cyklu powieści historycznych dla młodzieży. Już wtedy czuła, że jej poetycki język nie wystarcza, żeby opisać rzeczywistość. Potrzebowała aż 30 lat, by odnaleźć nowy język. Czesław Miłosz w książce poświęconej poetce Jakiegoż to gościa mieliśmy pisał: „Jej żywot poetycki to tworzenie własnego stylu przed wojną, potem długotrwałe wysiłki jego niszczenia, wreszcie późny rozkwit, w starości, kiedy władała stylem dostatecznie przezroczystym”. Świrszczyńska mówiła, że wojna poraziła ją i zmieniła. Bez tego doświadczenia nie powstałyby tak wybitne tomiki jak Jestem baba i Budowałam barykadę. Porzuciła całkowicie stylizacje, metafory, porównania, skróciła zdania, zminimalizowała formę. Nabrała odwagi, odrzuciła wstyd, pisała intensywnie o uczuciach. Wtedy mówiono, że jest feministką, a ona tylko pisała o sobie. W latach 70. XX w. nie było tak kobiecej poezji, niektórzy oskarżali ją o ekshibicjonizm. Ona sama uważała, że jest blisko, ale tej granicy nie przekroczyła. Pisała o sobie-kobiecie, o ciele, radości i cierpieniu, o miłości, o bliskości, tęsknocie i miłosnych uniesieniach. W autobiograficznym wstępie do Poezji wybranych pisała: „Jeśli symbolem debiutanckiego zbiorku mogło być kostiumowe widowisko teatralne, to symbolem dwóch ostatnich będzie chyba izba porodowa. Co jest bardziej stosowne dla poezji? Wielu czytelników odpowie z pewnością inaczej niż ja”. Poetka kocha być kobietą, choć to rodzi cierpienie: „Moje cierpienie to ołówek,/ którym piszę”. To jest narzędzie jej pracy. Jest kobietą kochanką, kobietą matką, kobietą córką, kobietą czułą, cierpiącą, rozpaczającą. I kobietą opiekującą się rannymi.
„Byłam posługaczką w szpitalu/ bez lekarstw i bez wody”
Poezja powstańcza miała poderwać do walki, dodawać wiary. Była tworzona w kluczu romantycznym, na pierwszym miejscu była ojczyzna. Wiersze powstańcze pisali m.in. Kornel Makuszyński, Jan Brzechwa, Eryk Lipiński. Kamil Baczyński po wybuchu powstania nie zdążył napisać już ani jednej linijki: zginął 4 sierpnia. Powstawało mnóstwo wierszy anonimowych, niemal każdy oddział miał „swojego” poetę, który w takiej formie zapisywał kronikę oddziału, batalionu, drużyny. Wtedy wartości były wspólne i wróg był wspólny. Po wojnie to nie wystarczyło. Anna Świrszczyńska długo czekała, dopiero 30 lat później była gotowa zapisać swoje przeżycia. Powstał tom Budowałam barykadę, wstrząsający, straszliwy. Pisze o powstańczej codzienności stylem konkretnym, skrótowym, skondensowanym, jakby oddając atmosferę dusznych piwnic, spalonych kamienic, całej grozy świata, w którym wciąż trwa życie. Tu nie ma miejsca na bohaterskie uniesienia, bohaterstwem jest podanie basenu umierającemu, marzenie młodej sanitariuszki o lalce, sukience, jakiej w swoim życiu nie zdążyła założyć, codzienności powstańczej bez wielkich ojczyźnianych haseł. Takim pozbawionym metafor i upiększeń językiem nikt nie oddał grozy tych wydarzeń. Pisze o nastoletnich sanitariuszkach, o harcerzach i harcerkach, o cywilach, o poświęceniu i bohaterstwie, ale i o zupełnie niechwalebnych zachowaniach. O sobie może tylko napisać: „Kiedy ginął świat,/ byłam dwojgiem rąk, co podają/ rannemu basen”. A jednak przebija w tej poezji pełen podziw dla czystego poświęcenia, do jakiego zdolny jest człowiek. Anna Świrszczyńska zmarła w 1984 r., do dziś jest kojarzona przede wszystkim z takimi pismami jak „Płomyk” czy „Świerszczyk”. Czas odkryć drugie oblicze tej niedocenianej polskiej poetki.
„Żeby wszystkie kule na świecie / trafiły we mnie, / toby już nie mogły trafić w nikogo. // I żebym umarła tyle razy, / ile jest ludzi na świecie, / żeby oni nie musieli już umierać, / nawet Niemcy. // I żeby ludzie wcale nie wiedzieli, / że ja umarłam za nich, / żeby nie było im smutno” (Czternastoletnia sanitariuszka myśli zasypiając).
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













