Przez obecną edycję mistrz Polski na razie idzie jak burza. W grupie naszpikowany byłymi i obecnymi gwiazdami rodzimej kadry zespół Bogdana Wenty wygrał wszystkie 10 (!) pojedynków. Pokonując dwukrotnie Sankt Petersburg HC, Chamber Savoie, Bjerringbro- Silkeborg,
Gorenje Velenje czy
HC Metalurg Skopje, złotymi zgłoskami zapisał się w historii tych prestiżowych rozgrywek. Wyrównał bowiem rekordowe osiągnięcie Hiszpanów z wielce utytułowanego BM Atletico Madryt sprzed trzech lat.
Wreszcie w „ósemce"
W przeciwieństwie do dwóch poprzednich razy (rok i trzy lata temu), kiedy drogę do ćwierćfinału polskiemu dream teamowi zamknęły po wyrównanej walce odpowiednio RK Cimos Koper i HSV Hamburg, tym razem kielczanie stanęli na wysokości zadania. Minimalne straty z Węgier (25:26) z tamtejszym Pick Szeged w hali Legionów odrobili z nawiązką, zwyciężając pewnie 32:27. – Mogliśmy obejrzeć dwa spotkania na wysokim poziomie, charakteryzujące się wspaniałą walką.
Trzeba dostrzec z szacunkiem to, co robił przeciwnik. Sporo nas to kosztowało. Wiele pomogło nam wsparcie naszej hali, która powoli zaczyna wydawać się za mała. Jesteśmy w „ósemce”. Myślę, że kilka lat temu nikt o tym nawet nie myślał – mówił dziennikarzowi PAP szczęśliwy z awansu trener Wenta.
Co roku gwiazdy
W tym ostatnim miał sporo racji. O „ósemce” zapewne nie myślał i on, podpisując przed sześcioma laty – jeszcze jako ówczesny trener kadry – kontrakt w Kielcach. Ale mocarstwowych aspiracji od początku nie krył holenderski właściciel klubu (dawnej Iskry Kielce) Bertus Servaas. Sensacyjnie było już bowiem w 2010 r., kiedy gruchnęła wiadomość o tym, że do trenera Wenty i ówczesnych kadrowiczów Mateusza Jachlewskiego, Patryka Kuchczyńskiego i Mariusza Jurasika dołączą znakomici Sławomir Szmal i Michał Jurecki, którzy zresztą w obecnych rozgrywkach Ligi Mistrzów trzykrotnie wybierani byli do najlepszej siódemki kolejki. Później było jeszcze lepiej. Przychodzili kolejno Grzegorz Tkaczyk, a przed tym sezonem także Krzysztof Lijewski, Karol Bielecki czy gwiazdor reprezentacji Chorwacji Ivan Cupić. Taka drużyna w połączeniu z charyzmatycznym trenerem musiała więc w końcu zaskoczyć. Czy pokona także ostatnią przeszkodę przed upragnionym półfinałem?
Kolejny sukces w CV?
Jest na to duża szansa, bo los przydzielił kielczanom ponownie... HC Metalurgs Skopje, z którymi mistrzowie Polski dwukrotnie uporali się w meczach grupowych (na wyjeździe 23:21 i u siebie 21:20). I choć w ćwierćfinale nie trafili na potęgi typu THW Kiel, SG Flensburg-Handewitt czy Atletico Madryt, rywali nie bagatelizuje trener Wenta. – Szanse oceniam 50:50. Słyszałem, że oni także chcieli z nami grać jeszcze raz. Mimo że pokonaliśmy ich w grupie, to nadal jest to bardzo mocny przeciwnik. Bardzo solidna jest u nich pozycja bramkarza, co pokazali w meczach z nami. Te dwa zwycięstwa świadczą, że szanse są również po naszej stronie. Ale mecze w grupie, szczególnie drugi, pokazały też, ile nas to kosztowało – analizuje na oficjalnej strony klubu z Kielc. Wenta, podobnie jak fani mistrza Polski, ma nadzieję na powrót kontuzjowanych gwiazd: „Dużą rolę dla nas odgrywa teraz czas. Muszą dojść do siebie Manuel Strlek, Ivan Cupić i Tomek Rosiński. Pierwszy mecz gramy na wyjeździe, a to pokazało nam w konfrontacji z Pick Szeged, jak bardzo jest to istotne na tym etapie”. Wszystko rozstrzygnie się już 28 kwietnia (mecz rewanżowy w Kielcach). Oby wtedy do trenerskiego CV Bogdan Wenta prócz medali z polską kadrą mógł dopisać sukces klubowy.