Wisława Szymborska była poetką kontrowersyjną. Po jednej stronie barykady stali ci, którzy nie mogli wybaczyć jej wierszy ku czci Stalina, Lenina i jedynej partii. Ale przecież żałowała tego niechlubnego okresu w swoim życiu, nic dziwnego, że nie chciała go wspominać. Z drugiej strony są wiersze, za które kochały ją rzesze czytelników. Była bowiem poetką nie dla elit, ale dla mas. Mówiła rzeczy zrozumiałe dla każdego. Kupiła sobie miłość z przymrużeniem oka, ironią, dystansem, no i limerykami. W jej poezji nie znajdziemy patosu i moralizmu. Niewiele też metafizyki. Nie lubiła pisać o Bogu i religii. Najważniejsze i najbardziej istotne sprawy miały wymiar codzienny i powszedni. Ale czyż z takich właśnie wydarzeń nie składa się nasze życie? To dlatego była ulubiona. Tomiki jej wierszy rozchodziły się w niespotykanych dla poezji nakładach. Uśmiechnięta, skromna, z nieodłącznym papierosem pisała o swoim nagrobku:
„Tu leży staroświecka jak przecinek
autorka paru wierszy. Wieczny odpoczynek
raczyła dać jej ziemia, pomimo że trup
nie należał do żadnej z literackich grup.
Ale też nic lepszego nie ma na mogile
oprócz tej rymowanki, łopianu i sowy.
Przechodniu, wyjmij z teczki mózg elektronowy
i nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę”.
„…nad losem Szymborskiej podumaj przez chwilę”
Sekretarz poetki, Michał Rusinek, powiedział, że Wisława Szymborska umarła spokojnie, we śnie, we własnym mieszkaniu. Miała prawie 89 lat. Urodziła się pod Poznaniem, ale nie wiadomo dokładnie gdzie. Dokumenty mówią, że w Bninie, ale ona sama twierdziła, że w Kórniku. Jej ojciec był zarządcą dóbr hrabiego Władysława Zamoyskiego. Z Wielkopolski rodzina przeniosła się do Krakowa, gdzie przyszła poetka uczyła się w gimnazjum sióstr urszulanek. Jak sama wspominała, wiersze zaczęła pisać bardzo wcześnie. Za każdy napisany wierszyk dostawała od ojca drobne pieniądze. Byle by był wesoły, a nie melancholijny. Miała wtedy 5 lat. Maturę zdała na tajnych kompletach w 1941 r. Po wojnie studiowała polonistykę i socjologię na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale przerwała studia z powodu trudnej sytuacji materialnej. Musiała zarabiać. W 1948 r. wyszła za mąż za Adama Włodka, również literata i poetę, z którym rozwiodła się sześć lat później. Jej pierwszy tomik wierszy z 1949 r. podobno nie został wydany dlatego, że był zbyt mało socrealistyczny. Niestety, nadrobiła to później. Za pierwsze dwa tomiki chyba się wstydziła: można to wywnioskować z jej wypowiedzi w filmie Chwilami życie bywa znośne Kolendy-Zaleskiej. O socrealistycznych, bardzo zaangażowanych wierszach nie wspominała. Nic dziwnego, niewielu polskich poetów aż tak wychwalało Lenina, Stalina i partię jak ona. Była młoda i dała się nabrać na stalinowskie obietnice. W 1953 r. podpisała się pod niesławnym listem krakowskiego oddziału Związku Literatów Polskich domagających się ukarania księży, którym władze komunistyczne postawiły fałszywe zarzuty szpiegostwa i zdrady. W wyniku „procesu krakowskiego” na karę śmierci skazano trzy osoby, a wiele więziono. Szymborska należała do PZPR do 1966 r.
Codzienność i przemijanie
Można więc uznać, że tak naprawdę jej poezja zaczyna się od tomiku Wołanie do Yeti z 1957 r., a kolejne (Sól 1962, Sto pociech 1967, Wszelki wypadek 1972, Wielka liczba 1976, Ludzie na moście 1986, Koniec i początek 1993, a dalej Chwila 2002, Dwukropek 2005, Tutaj 2008) traktują o sprawach uniwersalnych, zadają pytania egzystencjalne. Na odpowiedzi czeka człowiek pod każdą szerokością geograficzną. Przewrotem w życiu Szymborskiej była Nagroda Nobla, którą otrzymała w 1996 r. Osoba, która źle znosiła życie publiczne, która właściwie go unikała, nagle znalazła się w centrum zainteresowania całego świata. Jej przyjaciele mówili, że wówczas przeżyła prawdziwą traumę. Komitet Noblowski ogłosił, że jej poezja „z ironiczną precyzją pozwala historycznemu i biologicznemu kontekstowi ukazać się we fragmentach ludzkiej rzeczywistości”. Lepiej ujął to Czesław Miłosz w tekście opublikowanym w „Tygodniku Powszechnym”: „Dla mnie Szymborska jest przede wszystkim poetką świadomości. To znaczy, że przemawia do nas, równocześnie z nią żyjących, jako ktoś z nas, chowając swoje prywatne sprawy dla siebie, poruszając się w pewnej od nas odległości, ale zarazem odwołując się do tego, co każdy (każda) zna z własnego życia. Bo czyż nie wszyscy znamy na przykład rozbieranie się przed badaniem lekarskim, przypominanie sobie snów, podziw dla zbiegów okoliczności, czytanie listów ludzi, którzy przeminęli? Stąd, niby w rysunkach ujmujących w skrócie sceny dobrze znanej codzienności, rozpoznajemy w tych wierszach siebie jako istoty pokrewne, ale z odrębną u każdego i każdej subiektywnością, niejako wziętą w nawias”.
W ostatnich tomikach sporo Szymborska pisała o śmierci i przemijaniu. Znów trochę ironicznie, niby z dystansem, czasem prześmiewczo, ale jednak na serio. Zawsze tak, jakby śmierć była końcem. W jej ostatnich utworach podskórnie wyczuwa się lęk i pesymizm. W poetyckim świecie Szymborskiej nie ma Boga. Przywołajmy jednak wiersz, w którym poetka w świat ciemności wprowadza wątpliwość, która może przybrać imię nadziei. Wierzymy, że dziś, kiedy przeszła przez most i znalazła się na drugim brzegu, ogarnęła ją jasność i miłość, która nie przemija.
Rachunek elegijny
Ilu tych, których znałam
(jeśli naprawdę ich znałam)
mężczyzn, kobiet
(jeśli ten podział pozostaje w mocy)
przestąpiło ten próg
(jeżeli to próg)
przebiegło przez ten most
(jeśli nazwać to mostem) –
Ilu po życiu krótszym albo dłuższym
(jeśli to dla nich wciąż jakaś różnica)
dobrym, bo się zaczęło,
złym, bo się skończyło
(jeśliby nie woleli powiedzieć na odwrót)
znalazło się na drugim brzegu
(jeśli znalazło się
a drugi brzeg istnieje) –
Nie dana mi jest pewność
ich dalszego losu
(jeśli to nawet jeden wspólny los
i jeszcze los) –
Wszystko
(jeżeli słowem tym nie ograniczam)
mają za sobą
(jeśli nie przed sobą) –
Ilu ich wyskoczyło z pędzącego czasu
i w oddaleniu coraz rzewniej znika
(jeżeli warto wierzyć perspektywie) –
Ilu
(jeżeli pytanie ma sens.
jeżeli można dojść do sumy ostatecznej,
zanim liczący nie doliczy siebie)
zapadło w ten najgłębszy sen
(jeśli nie ma głębszego) –
Do widzenia.
Do jutra.
Do następnego spotkania.
Już tego nie chcą
(jeżeli nie chcą) powtórzyć.
Zdani na nieskończone
(jeśli nie inne) milczenie.
Zajęci tylko tym
(jeżeli tylko tym)
do czego ich przymusza nieobecność
(z tomiku Koniec i początek, Poznań 1993)
Ks. prof. Jan Sochoń, poeta, powiedział o Wisławie Szymborskiej dla KAI:
– Może to paradoks, ale Szymborska mogła urodzić się jako poetka w każdym kraju. Szybko przezwyciężyła okres związany z dyktaturą komunistyczną i jej dojrzała poezja jest dziełem poety uniwersalnego, który może być czytany i rozumiany na całym świecie. Jest poetką współczesności, czyli taką, po której nie widać, że jest związana z jakąś konkretną tradycją narodową. To poezja uniwersalistyczna, mówiąca o człowieku i jego codziennych doświadczeniach i poszukiwaniach porządku w świecie.
(…) Cała jej poezja jest próbą opowiadania codziennych, zwykłych doświadczeń człowieka i świata, który jest światem scalonym i uporządkowanym przez ludzki wysiłek. Szymborska używa słowa „wiara” w sensie, że wierzy w świat, ale w taki świat, który pochodzi z wnętrza człowieka. Ona w swojej twórczości właściwie oddala porządek transcendencji, w istocie nie pojawia się w niej doświadczenie religijne, przynajmniej takie, które jest łatwe do odkrycia, zewnętrzne. Może emocje religijne głęboko gdzieś tkwią, ale one nie są łatwo uzewnętrzniane. (…) Jej poezja jest w pewnym wymiarze stoicka. Zatrzymuje się wobec tragicznych spraw świata, takich jak wojna czy inne dramaty, np. śmierć. Jest to chłodna poezja, która ze spokojem przyjmuje to, co niesie ludzki los. Odpowiedzią na ludzką kondycję nie jest religia, ale dobroć człowieka, sam człowiek. Jest w niej chłodny dystans do tajemnicy świata, w tym tajemnicy religijnej.
Ta poezja jest antylingwistyczna w tym sensie, że ona nie kreuje języka świata, tylko ten świat opisuje w języku naturalnym, choć, rzecz jasna, poetyckim. W tym sensie jest to poezja nowoczesna, bo nowoczesny człowiek nie przyjmuje żadnych ustaleń, żadnych norm, nawet moralnych, on sam chce o wszystkim decydować i ta poetka była wyrazicielką takiego spojrzenia. (…)
Szymborska przez całe życie pisała bardzo mało wierszy, ona była ostrożna i dużo wyrzucała do kosza, jak sama kiedyś wyznała. A jej wiersze były krystaliczne, doskonałe, w nich nie można niczego już zmienić. Wystarczy wyrzucić jedno słowo i cała konstrukcja się rozsypuje – jego sens i treść.
KAI, 02 lutego 2012
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













