Logo Przewdonik Katolicki

Zmarła siostra Błażeja

Monika Białkowska
Fot.

Są w dziennikarskiej pracy momenty bezradności kiedy wiem, że oto mam przed sobą człowieka z życiorysem, który mógłby być wzorem dla pokoleń, a ów człowiek nie chce rozmawiać. Twierdzi, że nie ma o czym, bo przecież on nic wielkiego nie zrobił. Taka była siostra Błażeja Tomalak, najstarsza polska siostra zakonna, zmarła 26 sierpnia w Mogilnie.

Są w dziennikarskiej pracy momenty bezradności  – kiedy wiem, że oto mam przed sobą człowieka z życiorysem, który mógłby być wzorem dla pokoleń, a ów człowiek nie chce rozmawiać. Twierdzi, że nie ma o czym, bo przecież on nic wielkiego nie zrobił. Taka była siostra Błażeja Tomalak, najstarsza polska siostra zakonna, zmarła 26 sierpnia w Mogilnie.

 

Choć wiek, który osiągnęła, jest imponujący – zmarła tydzień przed 105. urodzinami – to wcale nie dla owego wieku była znana. Siostra Błażeja i jej życie to temat nie tylko na artykuł, ale na całą książkę.

 

Siostra we wspomnieniach

Historia o tym, jak podczas uroczystości swoich setnych urodzin żwawo wyskoczyła zza swojego klęcznika i rzuciła się, żeby swoimi cudownymi kropelkami ratować omdlałego lektora, obiegła już Polskę. Opowieść o tym słyszałam niedawno od jednej z sióstr z Warszawy.

Nie miała najmniejszych oporów, by dziewczynom czy kobietom zwracać uwagę, że do kościoła należy ubrać się przyzwoicie. – A tobie materiału na rękawy zabrakło? – usłyszała od niej niejedna.

Przychodziła do wielu domów, żeby pomagać starszym i chorym ludziom: czasem po prostu mierzyła ciśnienie, czasem dawała jakieś krople. Przed Bożym Narodzeniem przynosiła paczki z piernikami.

Kiedy miała ponad 90 lat, potrącił ją na rynku samochód. Przewróciła się i złamała nogę w biodrze. Kobiety w tym wieku na złamanie biodra po prostu umierają – a ona nie tylko wyzdrowiała, ale też chodziła później bez laski.

Kiedy od sióstr z Włoch dostała wielki pęk ususzonej melisy, niosła go przez miasto i rozdawała tym, którzy zatrzymywali się na chwilę z nią rozmowy. A zatrzymywali się często, bo na trwałe wpisana była w krajobraz miasta. Kiedy z kimś rozmawiała, kładła rękę na jego przedramieniu i pochylała się, żeby nie zginęło żadne słowo.

A gdy podczas rozmowy dzwony zaczynały bić na Anioł Pański, zaczynała się modlić, razem z tymi, z którymi akurat rozmawiała. 26 sierpnia, w święto Matki Bożej Częstochowskiej, odmówiła ostatni na ziemi Anioł Pański i poszła spotkać się z Bogiem twarzą w twarz.

 

Siostra w historii

Historia jej życia jest niezwykle bogata i – chociaż wiele wspomnień trzymała tylko dla siebie – nie da się jej zamknąć w kilku dykteryjkach. Miała 20 lat, kiedy wstąpiła do zgromadzenia. Już jako siostra zakonna ukończyła szkołę pielęgniarską. W Rzymie pracowała w Instytucie Polskim. W 1937 r. wróciła do Polski. Urządziła ośrodek zdrowia w Radzyniu, a po wybuchu II wojny światowej szła z frontem z Włocławka do Warszawy. Na zlecenie Czerwonego Krzyża zorganizowała schronisko dla wracających z Rosji żołnierzy – powstało ono w prywatnym domu letnim, a kaplica znalazła się na... balkonie. Zanim skończyła się wojna, zdążyła pracować jeszcze w Piotrkowie, a później w Zakopanem na polecenie przełożonych odpoczywała dla ratowania zdrowia.

Po wojnie, nadal pracując jako pielęgniarka (w Czerniejewie, Lubaszu, Kcyni, Witkowie i Jabłonowie Pomorskim), studiowała socjologię i kulturoznawstwo. Biegle posługiwała się pięcioma językami: włoskim, angielskim, francuskim, hiszpańskim i niemieckim.

Do Mogilna trafiła po raz pierwszy w 1948 r. Tu najpierw – mimo zakazów ówczesnej władzy – przygotowała spektakularne powitania Prymasa Tysiąclecia, a następnie została aresztowana i trafiła do więzienia w Poznaniu. Nie udało się złamać jej lojalności wobec Kościoła i przełożonych. Po uwolnieniu pojechała do Rzymu, później pracowała w Pleszewie, wreszcie, we wrześniu 1978 r. przyjechała do Mogilna na zasłużoną emeryturę, niezwykle aktywną i trwającą 34 lata.

 

Siostra w modlitwie

Prywatnie ja – i wielu znających ją ludzi – jesteśmy przekonani o jej świętości. I będziemy się modlić: może zgromadzeniu albo diecezji wystarczy odwagi i sił na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego siostry Błażei Tomalak?

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki