Kiedy wszystko między nami gra...

Najstarsza Małgosia urodziła się w niedzielę, Michał w poniedziałek, Magda we wtorek, a Marcin w środę. − Zostały nam jeszcze trzy dni tygodnia − żartują Honorata i Sławek Pakułowie.
Czyta się kilka minut

Najstarsza Małgosia urodziła się w niedzielę, Michał w poniedziałek, Magda we wtorek, a Marcin w środę. − Zostały nam jeszcze trzy dni tygodnia − żartują Honorata i Sławek Pakułowie.

Zawsze chcieli mieć liczną rodzinę. Honorata wprawdzie jeszcze po urodzeniu drugiego dziecka myślała o powrocie do pracy, ale kiedy na świat przyszła Magda, wiedziała już, że najlepiej będzie, gdy skupi się na wychowywaniu dzieci i prowadzeniu domu. Nigdy jednak nie czuła się zmęczona opieką nad dziećmi, mimo że był nawet taki czas, kiedy równocześnie troje z nich trzeba było karmić butelką. To dlatego, że mąż bardzo ją wspiera i zaraz po powrocie z pracy przejmuje opiekę nad dziećmi, po to, aby ona mogła oddać się innym zajęciom. – Przebywanie z dziećmi zawsze dawało mi ogromną radość – mówi Sławek, podkreślając, że na szczęście może sobie tak organizować pracę, że około szesnastej jest już w domu. Od 20 lat prowadzi razem z kolegą ze studiów własną firmę w branży teleinformatycznej. − Bardzo się cieszę, że pracuję w wyuczonym zawodzie i że nie dźwigam sam ciężaru prowadzenia własnej działalności – przyznaje.

Z różą w drzwiach

Na Starołęce, dzielnicy Poznania leżącej w południowo-wschodniej części miasta, rodzina Pakułów mieszka od pokoleń. Osiedlili się tutaj, wtedy jeszcze we wsi Starołęka, pradziadkowie Sławka. − W różnych jej częściach zamieszkała także większość ich dzieci, stąd nasze nazwisko spotyka się w tych okolicach dosyć często – tłumaczy. Również jego rodzice postawili dom na Starołęce, a gdy był jeszcze uczniem, z myślą o nim rozpoczęli budowę jego bliźniaczej części. Jako młody człowiek sporo czasu podczas wakacji letnich spędzał więc na budowie. Kiedy siostrze i szwagrowi Sławka, również mieszkającym z rodzicami, urodziła się druga córka, postanowił zamieszkać w swoim nowym domu.

Z kolei Honorata wychowała się w niewielkich Biskupicach Ołobocznych, leżących między Kaliszem a Ostrowem Wlkp. Najpierw skończyła szkołę odzieżową w Kaliszu, a potem kontynuowała naukę w Poznaniu. Po maturze zmuszona była jednak podjąć pracę. Wynajęła wówczas pokój u pewnej pani na poznańskich Winogradach i przez cztery lata dojeżdżała do Suchego Lasu, gdzie jako technik odzieżowy realizowała się we wzorcowni odzieżowej. Córka jej gospodyni znała Sławka z pieszych pielgrzymek na Jasną Górę i postanowiła ich zeswatać. Honorata, jak przyznaje, z grzeczności pojechała ze znajomymi na spotkanie do domu, w którym Sławek od kilku miesięcy mieszkał sam.

− Pamiętam, że gdy tam weszłam, od razu zauważyłam brak kobiecej ręki. Między nami wtedy jeszcze nie zaiskrzyło, ale po jakimś czasie, w dniu moich urodzin, Sławek stanął z różą w moich drzwiach – wspomina. Odtąd zaczęli się coraz częściej spotykać, a trzy lata później, we wrześniu 1996 r., wzięli ślub. Honorata szybko nadała wnętrzom nowego domu odpowiedni charakter, szyjąc m.in. piękne firanki. Do dziś zresztą, kiedy tylko ma czas, siada do maszyny, marząc, że może kiedyś uda się jej otworzyć własną pracownię krawiecką.

Mama po prostu jest

Jak na razie realizuje się jako żona i mama, a jej mąż i dzieci bardzo to doceniają. − Kiedy wracamy ze szkoły, mama po prostu jest. Można z nią porozmawiać i zawsze czeka na nas obiad – przyznaje 12-letnia Magda. Tak jak trójka jej rodzeństwa jest uczennicą poznańskiego Zespołu Szkół Salezjańskich. Kiedy powstawał on pięć lat temu, całkiem niedaleko ich domu, rodzice w ciągu kilku dni zdecydowali, że poślą tam dzieci. − To dobra i bezpieczna szkoła. Dzieci mają tam dobre warunki do rozwoju – zauważa ich tata. − Widzimy, że bardzo lubią do niej chodzić i to nie tylko ze względu na rówieśników, ale też nauczycieli. Od zawsze zresztą modliliśmy się o dobrych wychowawców dla naszych dzieci − dodaje mama. Jak przyznają małżonkowie, decydujący wpływ na decyzję o posłaniu dzieci do katolickiej szkoły miało to, że kontynuuje ona wartości, w jakich sami je wychowują.

Pijąc pyszną kawę w salonie Pakułów, proszę, aby opowiedzieli mi o swoich dzieciach, zanim bliżej je poznam. Dowiaduję się więc, że 15-letnia Małgosia, jak większość nastolatek, lubi spędzać czas przed komputerem. − Dbamy jednak, aby rozsądnie z niego korzystała, zresztą młodsze dzieci także. W domu jest jeden komputer, który stoi w pokoju na parterze, gdzie zawsze możemy skontrolować, do czego dzieci go używają. Kiedyś docenią, jak dobre jest to rozwiązanie – stwierdza Honorata. Małgosia ma też talent plastyczny, bardzo lubi rysować, a ostatnio pochłania ją nauka... języka japońskiego. Z kolei dla młodszego o rok Michała, który, jak podkreśla tata, jest bardzo pracowity, najważniejszy jest sport, a zwłaszcza piłka nożna. Również najmłodszy, 11-letni Marcin to zapalony sportowiec, a jednocześnie bystry i wrażliwy chłopiec. Magda natomiast jest bardzo ciekawa świata i zadaje mnóstwo pytań. Jej otwartość sprawia, że chętnie angażuje się w oazę i harcerstwo oraz śpiewa w chórku parafialnym. Odkryła też dla siebie grę na flecie, której lekcje od pewnego czasu pobiera.

 

Z nastolatkami na pizzę

Rozmawiamy sobie dalej o nastolatkach, a Sławek podkreśla, że starają się pamiętać, iż ich zadaniem jest dobrze wychować dzieci i przygotować je do pójścia w świat. Kiedy pytam, co ich zdaniem jest w tym najtrudniejsze, Honorata zauważa, że dla nastolatka rówieśnicy bywają ważniejsi niż rodzina. − Trzeba to przyjąć i się na to nie obrażać. Oni żyją w swoim świecie, a w domu zderzają się z innym i buntują, że nie jest w nim tak jak na zewnątrz − wyjaśnia. Na szczęście oboje mają świadomość, jak potrzebny jest czas na rozmowę z dzieckiem. − Jeśli go brakuje, to nie ma szans na to, aby zrozumieć, co przeżywa nastolatek. Wówczas pojawiają się problemy – stwierdza Honorata i dodaje, że czasami po szkole zabiera Małgosię na lody i herbatę, aby mogły sobie spokojnie porozmawiać. Nauczyli się zresztą, że rozmowy z dziećmi na ważne tematy dobrze przeprowadzać poza domem. − Zmiana miejsca sprawia, że one chętniej się otwierają. Zabieramy więc dzieci np. na pizzę. Zresztą staramy się jak najczęściej wychodzić gdzieś razem całą rodziną, chociażby do kina czy na rowery − zaznacza Sławek.

Do domu właśnie wracają ze Mszy św. Michał i Marcin. Tego dnia mieli swój dyżur ministrancki, bo obaj od lat służą przy ołtarzu. – Dzięki temu lepiej przeżywam Mszę. Ale też bardzo lubię spotkania z ministrantami, bo to świetne towarzystwo – mówi Michał. Marcin natomiast chętnie pokazuje mi ich własne boisko. Urządził je dla nich tata na należącej do Pakułów działce, która znajduje się naprzeciw domu, po drugiej stronie ulicy. – Przychodzą tutaj nasi koledzy, niektórzy też ministranci i razem trenujemy – opowiada z dumą Marcin.

Kiedy mam okazję porozmawiać z Małgosią, pytam ją oczywiście o japoński. Zaczęła się go uczyć, bo interesuje się kulturą tego kraju. − Staram się czerpać z niej to, co dobre, jak chociażby szacunek wobec starszych. Kiedy bowiem np. japoński nastolatek idzie po ulicy i spotyka starszą osobę, to się jej kłania – zauważa. Jednak w przyszłości najbardziej chciałaby zostać architektem. − Lubię szkicować budynki, w wyobraźni urządzam też pokoje mojego przyszłego domu – wyznaje.

Można na nich liczyć

Od zaprzyjaźnionych z Pakułami rodzin wiem, że są otwarci na osoby potrzebujące pomocy. Sami przyznają, że angażują się w różne inicjatywy i w życie swojej parafii. − Myślę, że nasi księża wiedzą, że mogą na nas liczyć – stwierdza Sławek. – Oddając innym czas, dbamy też o to, aby nie przeoczyć chwil, kiedy jesteśmy najbardziej potrzebni naszym dzieciom. Oczywiście różnie nam to wychodzi – przyznaje Honorata. – Zauważamy jednak, że im więcej się angażujemy, tym więcej z Bożą pomocą dajemy radę zrobić – dopowiada Sławek. Wspólnie podkreślają, że siłą wszystkiego, co dzieje się w ich domu, jest małżeńska jedność. − Kiedy między nami jest dobrze, to ze wszystkim sobie radzimy. A kiedy nasza jedność zostaje zachwiana, to nie wychodzą nam podstawowe rzeczy. Dzieci też doskonale wyczuwają, czy wszystko między nami gra – mówi Honorata.

W dobrym kierunku

Honorata i Sławek mają świadomość, że małżeństwo wymaga ciągłej pracy i wysiłku. Znaleźli więc miejsce, które im w tym pomaga. Od ponad 10 lat należą do Equipes Notre-Dame, międzynarodowego ruchu duchowości małżeńskiej, którego celem jest pomaganie w pełnym przeżywaniu sakramentu małżeństwa. − Wstąpiliśmy do Equipes Notre-Dame zaraz na początku jego działalności w Polsce, czyli w 2001 r. Było nam o tyle łatwiej, że znaliśmy ludzi, którzy zabiegali o rozwój tego ruchu w naszym kraju i mieliśmy do nich zaufanie. Życie pokazało, że to był dobry kierunek – wspomina Sławek. W założeniu ruchu w Polsce aktywnie uczestniczył też o. Karol Meissner, który był jego pierwszym doradcą duchowym na szczeblu krajowym. Znany benedyktyn w tych dniach obchodzi swoje 85. urodziny. Cały czas też wspiera ruch i prowadzi dla niego rekolekcje.

Equipes Notre-Dame tworzą małe grupy, tzw. Ekipy, składające się z 4–7 par małżeńskich. W ich comiesięcznych spotkaniach, podczas których jest czas na modlitwę i dyskusję na zaproponowany temat formacyjny, ale też na zwykłą rozmowę o codziennych sprawach, towarzyszy im zawsze kapłan. Warto tu podkreślić, że od ponad roku Honorata i Sławek są parą odpowiedzialną za sektor wielkopolski ruchu. − Zadania, do których zobowiązuje nas Equipes Notre-Dame, to nic nadzwyczajnego. Właściwie powinien to czynić każdy chrześcijanin − zauważają. Małżonkowie bowiem wspólnie się modlą, czytają Pismo Święte i przynajmniej raz w roku jeżdżą na rekolekcje. – Pozwala to zarówno nam, jak i naszym dzieciom lepiej na co dzień przeżywać swoją wiarę – przekonują dodając, że bardzo się cieszą, iż dzieci uczestniczą z nimi w rekolekcjach. Czynią to tym chętniej, gdy jadą ze świadomością, że będą tam miały powierzone konkretne obowiązki. − Bardzo lubię na rekolekcjach np. opiekować się małymi dziećmi. Dobrze jest być komuś potrzebnym − przyznaje Magda.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 20/2012