Logo Przewdonik Katolicki

Duchowe góry i niziny

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Z modlitwą jest trochę tak jak z chodzeniem po górach. Im częściej wybieramy się na szlaki, tym wyżej chcemy się wspinać, chyba że dopadnie nas chandra i wówczas trudno wysunąć głowę zza nizinnej groty ku szczytom, także tym duchowym...

 

Choć na temat modlitwy napisano już wiele, należy ona do tematów, do których warto wciąż na nowo powracać, bo – jak mawiał jeden z mnichów – semestry w szkole modlitwy trwają przez całe nasze życie. Modlitwa pokazuje, jak człowiek jest wielki, ale też jak łatwo można go zubożyć, redukując w nim duchową głębię. Ale modlitwa wymaga trudu. Jeśli pragniemy żyć w Bożej obecności, musimy codziennie zamknąć za sobą drzwi świata i stanąć sam na sam przed Bogiem.

 

Jak dziecko

Po pierwsze: nie ustawaj w modlitwie. Modlitwa nie zna słowa „jeśli”, które odsyła do trybu warunkowego. Nie jest rodzajem słownej gry, zakładu: ja zrobię to i to, a Bóg wtedy spełni moje życzenia. Nie podlega ludzkim utartym schematom myślenia. To żywa relacja z osobowym Bogiem. Wymaga regularności i konsekwencji, wygospodarowania czasu. Nie chodzi o długość, ale o nasze zaangażowanie, o jakość naszej rozmowy z Bogiem. Warto sobie uświadomić, że nie jest to„bieg na czas”, ale nieustanne trwanie w Jego obecności.

Po drugie: znajdź sobie miejsce. Modlitwa, jak każda czynność, wymaga odpowiedniego miejsca. Jezus przestrzega przed modlitwą na pokaz, na rogu ulic, w rozgardiaszu miast, tak by wszyscy nas widzieli. „Kiedy się modlisz, idź do swojej izdebki” – Chodzi o znalezienie sobie „swojego” ukrytego, cichego miejsca, uwolnionego od rozproszeń, gdzie codziennie poświęcę tylko Bogu swój czas, skupię myśli i serce. Prawdą jest, że modlitwę można praktykować w każdym miejscu i czasie: od zieleni łąk po piaszczystą plażę, od małej wiejskiej izdebki, po największe światowe sanktuaria, ale nic nie zastąpi Eucharystii.

Podczas modlitwy ważna jest też postawa ciała i post. Kiedy poszczę, zostaje mi objawiona prawda o mnie samym.

Po trzecie: szczerze i konkretnie. Modlitwa to nie bezmyślnie powtarzane frazesy, to nie tylko sfera werbalna, „duchowa lista Linneusza”, ważna jest również nasza postawa, ta zewnętrzna i wewnętrzna, nasze zaangażowanie. Instrumentalizacja Boga będzie nam grozić wtedy, kiedy skupimy się tylko na modlitwie prośby, a zapomnimy o adoracji. Nie można służyć Bogu i mamonie... Gdy stoisz przed Bogiem, zdejmij maskę, zakrywającą twoje prawdziwe „ja”, twój stan ducha, nieszczere gesty, przymilne słowa. Bóg chce zobaczyć człowieka w prawdzie i usłyszeć wszystko, co go dzisiaj ucieszyło, wywołało uśmiech, poprawiło nastrój, ale i wszystko, co go gnębi, martwi, co nie daje mu spokoju. Skoro modlitwa tworzy pewną relację między człowiekiem a Bogiem, przyrównać ją można do przyjaźni. Często w tym kontekście mówi się o postawie ufnego dziecka. Co to znaczy? Myślę, że temat ten dobrze obrazuje pewna anegdota. W jednym z klasztorów żyła pewna sędziwa już, ale znana z humoru i żarliwości modlitewnej zakonnica klauzurowa. Kiedyś po długiej modlitwie, będąc przekonaną, że nikt jej nie obserwuje, podeszła do tabernakulum, a jedna z sióstr, przechodząc właśnie obok ołtarza usłyszała: „Przychodzę do Ciebie tak blisko, żebyś mi potem nie mówił, że nie słyszałeś”. To jest osobowa relacja!

 

Wejść wysoko na górę

Niestety każdego z nas, wcześniej czy później, może dopaść „nuda duchowa”.

„Świat zżera nuda…, ale nie można jej zauważyć od razu. Podobna jest do kurzu. Chodzisz wkoło i go nie zauważasz… Ale jeśli się zatrzymasz i pozostaniesz przez chwilę w spokoju, od razu się pojawia, pokrywając twoją twarz i ręce” – pisze George Bernanos w Pamiętniku wiejskiego proboszcza. W życiu duchowym też jesteśmy narażeni na to, że pokryje nas kurz. Brak czasu, nieumiejętność skupienia, wyciszenia, oderwania od codzienności – to wszystko osadza się na nas i ogranicza nasz duchowy wzrost. A stąd już prosta droga do znużenia, zniechęcenia, a nawet oschłości i obojętności, i w ostateczności braku poczucia sensu. Zniechęcenie jest klasyczną pokusą, na którą narażony jest wielu z nas.

Mogą ją wywołać np. niewysłuchane modlitwy. Jest wiele dramatycznych i bolesnych sytuacji, kiedy bardzo potrzebujemy wybawienia, a ono nie przychodzi. Nie ma jednak takiej sprawy, która byłaby zbyt błaha, aby przedstawić ją Bogu. Pismo Święte w wielu miejscach zachęca do wytrwałości. Powtarzalność tworzy pewne dobro, które nie musi być przez nas natychmiast rozpoznane. Czasami ludzie mówią, że się nie modlą, bo nie czują takiej potrzeby. Chory na anoreksję nie czuje potrzeby jedzenia, ale nie znaczy to, że jej nie ma.

Podstawową trudnością w modlitwie jest fakt, że uzależniamy ją od naszych stanów emocjonalnych, w myśl powiedzenia: „Jak trwoga to do Boga...”. Jak się okazuje, są to chwile, momenty, czasami dni, a potem wszystko wraca do normy. Wieczorne Ojcze nasz... kończymy... nad ranem.

Z naszą żarliwością i ufnością na modlitwie bywa różnie. Kiedy biblijny Eliasz jasno określił się wobec Jahwe, wyznając: „Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Pana, Boga Zastępów”, wówczas otrzymał polecenie: „Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana”. Wyjdź więc z groty zmęczenia, lęku, skoncentrowania na sobie, z groty urazów i smutków, by stanąć na górze. Tylko bowiem na górze możemy być naprawdę wolni i pełni życia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki