Dobry duch Nosalewa

Zapewne wielu naszych czytelników, kiedy zobaczy na zdjęciu Urszulę Jaworską, z rozrzewnieniem pomyśli: Moja kochana pani od religii. Katechizowała bowiem przez ponad 50 lat, a był z nią przez ten cały czas Przewodnik Katolicki, który czyta od dziecka.
Czyta się kilka minut

Zapewne wielu naszych czytelników, kiedy zobaczy na zdjęciu Urszulę Jaworską, z rozrzewnieniem pomyśli: „Moja kochana pani od religii”. Katechizowała bowiem przez ponad 50 lat, a był z nią przez ten cały czas „Przewodnik Katolicki”, który czyta od dziecka.

 
Pani Urszula ma w swoim domu w maleńkim Nosalewie sporo zdjęć rodzinnych, a jeszcze więcej komunijnych. Nie swoich jednak, tylko kolejnych roczników dzieci, które przygotowywała do Pierwszej Komunii Świętej. – Zawsze w Boże Narodzenie wyjmuję sobie te wszystkie moje fotografie, oglądam je i trochę się przy tym popłaczę – przyznaje. Komunijnych zdjęć już wprawdzie nie przybywa, ale za to pojawiają się nowe, bowiem niektórzy uczniowie pani Urszuli dołączają do przesyłanych do niej listów swoje zdjęcia ślubne czy rodzinne. Są też wśród nich zdjęcia księży, których niegdyś, jako małych chłopców, uczyła. Pamięta na przykład, jak przy ołtarzu służył ministrant, a obecnie ksiądz, Piotr Mamet. Ciepło wspomina też swoich wychowanków księży Stanisława Borowickiego i Janusza Krama. Pokazując mi zaledwie część swojego archiwum, pani Urszula często powtarza: „To były kochane dzieciaki”. Skromnie podkreśla, że dzieci ją lubiły. Zupełnie mnie to nie dziwi, bo chyba każdego ujmuje swoim ciepłem i uśmiechem. Jak wspomina, mimo że miała różnych adoratorów, nigdy nie założyła własnej rodziny. − Byłam raczej zakochana w moich uczniach, a trochę chyba wzięłam przykład z mamy, która sama nas wychowywała – zauważa.
 
Kłóciliśmy się o „Przewodnik”
Rodzice Urszuli Jaworskiej przeprowadzili się po I wojnie światowej z Kruszwicy do znajdującego się mniej więcej w połowie drogi między Szamotułami a Wronkami Dobrojewa, gdzie w majątku Kwileckich jej ojciec zarządzał ogrodem. Tam też, w 1925 r., urodziła się pani Urszula, jako najmłodsza z siedmiorga dzieci. Nie dane jej było jednak poznać własnego ojca, bowiem zginął tragicznie w czasie pracy kilka dni przed jej narodzinami. Po pogrzebie rodzina była zmuszona przeprowadzić się do sąsiedniego Binina, mniejszego z majątków Kwileckich, a po jakimś czasie do oddalonego o kilka kilometrów Nosalewa. Przez cały jednak czas hrabina Kwilecka starała się dbać o osierocone dzieci. − Tak naprawdę zanim rozpoczęłam naukę, nie wiedziałam, że musi być ktoś taki jak tata – wyznaje pani Urszula, dodając, że w domu zapytała o ojca dopiero, kiedy w szkole musiała napisać swój życiorys. − Ukończyłam szkołę w roku, w którym zaczęła się II wojna światowa, musiałam więc pójść do pracy w majątku – kończy swoją opowieść o dzieciństwie. Wspomina jeszcze, że odkąd pamięta, jej mama prenumerowała „Przewodnik Katolicki”. − Jako dzieci kłóciliśmy się, kto pierwszy ma go czytać, a najstarszy z braci wybiegał nawet naprzeciw listonoszowi, który przywoził pismo rowerem, żeby nas w tym wyprzedzić – śmieje się pani Urszula. Przyznaje, że kontynuuje tę rodzinną tradycję, spędzając niedzielę z „Przewodnikiem”.
 
Na religię przez pola
Wioska, w której mieszka pani Urszula, do końca lat 70. ubiegłego wieku należała do parafii w Biezdrowie. Krótko przed II wojną światową wikariuszem został w niej ks. Kazimierz Dybski. Po zakończeniu okupacji wrócił on do parafii i zaczął odbudowywać tę wspólnotę. Wówczas zwrócił się do pani Urszuli z prośbą, aby pomogła mu katechizować. Kiedy się zgodziła, biskup udzielił jej misji kanonicznej i rozpoczęła pracę. – Musieliśmy nadrobić wojenne zaległości, kiedy czynny był w całej okolicy tylko jeden kościół w Otorowie. Trudno tam było dojechać, więc wielu ludzi nie brało ślubu, nie chrzciło dzieci i nie posyłało ich do Pierwszej Komunii Świętej – podkreśla. Uczyć religii w okolicznych miejscowościach początkowo chodziła pieszo. − Do niektórych z nich trzeba było iść kawał drogi, do Kłodziska jakieś 10 km, a do Wierzchocina niewiele mniej. Ucieszyłam się więc, kiedy po jakimś czasie ktoś podarował mi stary rower. Jednak podczas śnieżyc i tak szłam pieszo, chociaż nie miałam odpowiednich butów – opowiada. Oprócz punktów katechetycznych rozsianych po wsiach pani Urszula jakiś czas uczyła też religii w szkole.
W pracy katechetycznej bardzo ceniła sobie wskazówki i porady dwóch sióstr zakonnych. Jedną z nich była zresztą jej kuzynka s. Maria Egidia Lewandowska ze zgromadzenia felicjanek. – Jej mama wcześnie zmarła, a ona tak płakała nad grobem, że moja mama postanowiła wziąć ją na wychowanie. Dopiero po jakimś czasie, gdy ojciec drugi raz się ożenił, miała nową matkę – wyjaśnia pani Urszula, pokazując całe stosy listów, jakie dostała od s. Marii z Warszawy. Natomiast z s. Andrzeją Bobolą Nowakowską, urszulanką z Pniew, razem prowadziły Krucjatę Eucharystyczną w Biezdrowie, którą założyły w 1945 r.
 
Z kaplicy do UB
Urszula Jaworska angażowała się w życie swojej parafii, nie tylko ucząc religii, ale także troszcząc się o kaplicę, którą utworzono krótko po wojnie w pałacu w Nosalewie. Przez ponad 60 lat dbała w niej o porządek i przygotowywała ją do nabożeństw. Niedawno jednak mieszkańcy wsi postanowili wesprzeć ją w tych zajęciach. Trzeba też podkreślić, że w komunistycznej Polsce zaangażowanie pani Urszuli nie było dobrze widziane przez władze. − Zdarzało się, że komuniści podglądali z pobliża, co działo się w kaplicy – wspomina. Przyznaje też, że do końca życia nie zapomni wezwań na przesłuchania do Urzędu Bezpieczeństwa w Szamotułach. – Raz nawet zapytali, czy chcę wiedzieć, kto na mnie donosi. Ale ja nie chciałam. Najważniejsze było to, że mogłam wrócić do domu, bo strasznie się bałam, że poślą mnie do więzienia. Tyle się o tym słyszało – mówi z przejęciem.
Pracę pani Urszuli doceniali kolejni proboszczowie Biezdrowa, a potem parafii Nojewo, do której obecnie należy jej wioska. Księża nazywają ją wprost „dobrym duchem Nosalewa”. Jej zaangażowanie zauważył także abp Jerzy Stroba, przyznając Urszuli Jaworskiej w 1995 r., w 50-lecie posługi katechetycznej, medal uznania za wierną służbę Kościołowi poznańskiemu.
 

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 1/2012