Logo Przewdonik Katolicki

Niezwykły krawiec

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Z ks. Michałem Szafarskim, salezjaninem, który osobiście znał sługę Bożego Jana Tyranowskiego, rozmawia Magdalena Guziak-Nowak

 

 

 

Jan Paweł II powiedział, że byłby niesprawiedliwy, gdyby nie wspominał Tyranowskiego. Mówił, że nie wie, czy to właśnie jemu zawdzięcza swoje powołanie, ale że zrodziło się ono w jego klimacie. Jaki był ten klimat?

– Mówiono o nim, że sama świętość mieszka na Różanej. Nigdy go nie brakowało w kościele, przychodził rano i wieczorem, podobnie także Karola Wojtyła.

 

Jakie były „cechy rozpoznawcze” Tyranowskiego?

– Był człowiekiem wierzącym, kochającym Chrystusa i drugiego człowieka, pogodnym, życzliwym oraz cierpliwym. Nigdy nie widziałem go zdenerwowanego. Nawet wtedy, kiedy po aresztowaniu 11 księży salezjanów młodzież odwiedzała go w jego mieszkaniu. Na wypadek ewentualnej kontroli młodzi mieli mówić, że przyszli do Tyranowskiego w sprawie szycia, przymiarki czy przeróbki ubrania. Pewnego dnia faktycznie pojawiło się gestapo. Nie wiemy, co im Tyranowski powiedział, w każdym razie okupant stwierdził, że modlić się można, że to nie jest konspiracja.

Poza tym Tyranowski był bardzo przejrzysty, za jego słowami stały czyny. Kiedyś, gdy odezwał się na spotkaniu z młodzieżą w kaplicy, ktoś powiedział, że zapachniało naftaliną i starociami, bo Tyranowski nie używał młodzieżowego języka. Minęło jednak trochę czasu i młodzi się przekonali, że za jego słowami stoi całe życie. Ten niezwykły krawiec był dobrym wychowawcą. W specjalnym kartonie trzymał bileciki z zapisanymi cnotami. Co miesiąc układał je na stole, a młodzieńcy z Żywego Różańca, których formował, losowali jedną z nich. Jeśli wyciągnęliśmy np. „cierpliwość” czy „miłość bliźniego”, musieliśmy przez miesiąc ćwiczyć tę cnotę. Po tym czasie Tyranowski rozmawiał z nami osobiście i pytał, jak się ćwiczenia udały. Marzył jeszcze, że zostanie księdzem.

 

W jednym z wywiadów powiedział Ksiądz, że pobożność Tyranowskiego nie była dewocyjna, ale męska. Co miał Ksiądz na myśli?

– Tyranowski nie był cukierkowy. Jego wiara była zdecydowana i odważna.

 

Czy Tyranowski miał wpływ na Księdza powołanie?

– Myślę, że tak. Z wojennego Żywego Różańca Młodzieży Męskiej wyszło 11 księży. Pierwszym był ks. Karol Wojtyła. Tyranowski miał wpływ na każdego z nas. Osobiście poznałem go na przełomie lat 1943/1944. Jeśli się z nim raz rozmawiało, nie sposób było nie przyjść do niego po raz kolejny, chciało się więcej. Tak działał.

 

Należał Ksiądz do Róży Żywego Różańca prowadzonej przez Tyranowskiego. Czy dzisiaj parafia słynie z modlitwy różańcowej?

– Tak, należałem. Ks. Drozd powiedział kiedyś do Tyranowskiego: „Tobie Pan Bóg tyle dał. Mógłbyś się zająć tymi ludźmi młodymi, którzy chodzą jak owce bez pasterza”. Tak się stało, Tyranowski zaczął prowadzić Żywy Różaniec i był zelatorem, czyli dzisiejszym animatorem pierwszej róży. Drugą opiekował się sam Wojtyła.

Dziś Róże Różańcowe są, ale młodzieży męskiej w nich nie ma. Po zakończeniu wojny mieliśmy ich sześć, modliło się w nich aż 90 młodzieńców.

 

Czy żyją jacyś potomkowie Tyranowskich?

– Z tego, co wiem, nie żyją bliscy krewni. Ojciec i brat zmarli w czasie wojny, a matka wtedy, kiedy Tyranowski był w szpitalu. Nie mógł być na jej pogrzebie, bo cały jego organizm był zajęty przez gruźlicę.

Tyranowski chciał zapisać rodzinny dom mieszczący się przy ul. Różanej 11, który był własnością ojca, salezjanom. Odradził mu to ówczesny proboszcz i dyrektor i polecił, aby zapisał go Seminarium Duchownemu w Krakowie.

 

Jakie pamiątki po nim zostały?

– Zachowały się tylko książki z jego biblioteki, zdjęcia, które sam robił, bo był dobrym fotografem oraz jedna część brewiarza. Tajemnicę różańcową dostał ode mnie w prezencie Jan Paweł II. Przedmiotów codziennego użytku nie mamy.

 

Na jakim etapie jest jego proces beatyfikacyjny?

– 30 września 1997 r. w kaplicy biskupów krakowskich rozpoczął się proces diecezjalny, który zakończył się 15 marca 2000 r. w kościele św. Stanisława Kostki na Dębnikach. W kwietniu tego samego roku dokumenty zostały przekazane do Kongregacji, a w 2001 r. kard. Macharski polecił dalsze prowadzenie sprawy mieszkającemu w Rzymie księdzu jako postulatorowi. Ksiądz ten miał opracować tzw. Positio, które byłoby podstawą do dyskusji i wydania dekretu o heroiczności cnót sługi Bożego. Ponieważ sprawa nie nabrała tempa, w ubiegłym roku kard. Dziwisz zwrócił się do naszego ks. inspektora, by poprosił przełożonego generalnego, aby sprawą zajął się nasz postulator generalny. Po wyrażeniu zgody ksiądz z Postulacji zaczął opracowywać Positio, które będzie gotowe w tym roku.

 

Można już mówić o dacie beatyfikacji?

– Nie, bo nie ma dekretu o heroiczności cnót i cudu.

 

W jaki sposób salezjanie z Dębnik kultywują pamięć o słudze Bożym Janie Tyranowskim?

– Raz w miesiącu odbywają się specjalne modlitwy o rychłą beatyfikację. Udostępniona jest pozycja książkowa Perła Ewangeliczna. Mamy obrazki z modlitwą o beatyfikację. Ponadto 26 marca 1998 r., podczas trwającego procesu diecezjalnego z rodzinnego grobowca na cmentarzu Rakowickim zostały przeniesione do naszego kościoła doczesne szczątki sługi Bożego, by wierni tutaj mogli się przy niech modlić.

 

 

 


Ks. Michał Szafarski jest salezjaninem. Ma 81 lat. W tym roku będzie obchodził 55. rocznicę święceń kapłańskich. Osobiście znał Jana Tyranowskiego i Karola Wojtyłę. Był członkiem komisji historycznej procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego Jana Leopolda Tyranowskiego. Odnalazł 33 świadków, którzy zeznawali w jego procesie diecezjalnym. Prowadził korespondencję z Janem Pawłem II. Jest autorem jedynej publikacji książkowej poświęconej Tyranowskiemu pt. Perła ewangeliczna. Był także wicepostulatorem w procesie super miro bł. ks. Augusta Czartoryskiego. Obecnie jest wicepostularorem w procesie rogatoryjnym ośmiu księży salezjanów, męczenników z KL Auschwitz.

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki