Logo Przewdonik Katolicki

Apostoł z Dębnik

Adam Suwart
Fot.

110 lat temu, 9 lutego 1901 r., urodził się Jan Tyranowski. Jan Paweł II nie pozostawił złudzeń: Od niego nauczyłem się między innymi elementarnych metod pracy nad sobą, które wyprzedziły to, co potem znalazłem w seminarium.

 

110 lat temu, 9 lutego 1901 r., urodził się Jan Tyranowski. Jan Paweł II nie pozostawił złudzeń: „Od niego nauczyłem się między innymi elementarnych metod pracy nad sobą, które wyprzedziły to, co potem znalazłem w seminarium”.


Krakowskie Dębniki widać dobrze z wyniosłości Wzgórza Wawelskiego. Ta wyraźnie wcięta w ostre zakole Wisły, pogrążona w nieco sennej atmosferze dzielnica zaczyna się tuż za ruchliwą trasą i za mostem Dębnickim, przez który każdej godziny pędzą setki samochodów. Spacerując ulicą Tyniecką czy Różaną, którą dojdziemy do Rynku Dębnickiego, trudno uwierzyć, że tuż obok tej enklawy spokoju toczy się hałaśliwe życie ponadmilionowej aglomeracji. Zagłębiając się coraz bardziej w ciszę, zauważamy, że Dębniki zachowały do dziś wiele z atmosfery melancholijnego przedmieścia, którym były jeszcze przed stu laty, kiedy tereny te włączono oficjalnie w granice administracyjne Krakowa. Kiedyś handlowano tu rybami, by w XIX i XX stuleciu ulice skupione wokół Rynku Dębnickiego zabudować niewysokimi kamienicami i willami, które przywodzą na myśl niewielkie raczej miasteczko. W latach 30. na Dębnikach wzniesiono też okazały modernistyczny kościół, którym opiekują się związani z tą dzielnicą salezjanie.

 

W mistycznym klimacie

 

W taki mniej więcej klimat tych miejsc wkroczył młody Karol Wojtyła, który w 1938 r. wprowadził się wraz z ojcem do domu przy ulicy Tynieckiej 10, należącym wówczas do Feliksa Kaczorowskiego, krewnego matki przyszłego papieża. Przez najbliższe siedem lat młody Wojtyła będzie wielokrotnie przemierzał dębnickie uliczki, wędrując do ciężkiej pracy w kamieniołomach Solvayu, uczęszczając na tajne kursy seminaryjne u księcia arcybiskupa Adama Sapiehy czy wreszcie udając się do dębnickiego kościoła parafialnego. Jest prawie pewne, że już latem 1938 r., kiedy to Karol Wojtyła po pomyślnie zdanej maturze sprowadził się do Krakowa, by podjąć tam studia polonistyczne, jego dębnickie szlaki przecinały się z drogami innego wyjątkowego mieszkańca tej dzielnicy. Był nim krawiec Jan Leopold Tyranowski.

W chwili przybycia Karola Wojtyły do Krakowa Jan Tyranowski miał ukończone 37 lat i prowadził już intensywne życie religijne i duchowe. Było tak od 1935 r., kiedy dębnicki krawiec usłyszał „przypadkiem” w swym kościele parafialnym kazanie jednego z salezjanów, w którym kapłan przekonywał, że osiągniecie świętości nie jest sprawą trudną, że powołanie do świętości dotyczy każdego ochrzczonego. Pod wpływem tych słów w Tyranowskim nastąpił zapewne jakiś przełom duchowy. Jego życie, choć powierzchownie nie zmieniło się, to jednak w swej najgłębszej istocie nigdy już nie miało być takie, jak kiedyś.

Następne lata to okres wytężonej pracy Jana Tyranowskiego nad własną duszą. Wprawdzie nie zachowały się z pierwszych lat po owym religijnym zwrocie żadne zapiski dębnickiego krawca, to jednak z późniejszych notatek wiemy, że w ramach „porządkowania” swego wnętrza Tyranowski stworzył nawet specjalny plan dnia, który skrupulatnie realizował. Jego dzień podzielony był – niczym w zakonie benedyktyńskim albo kartuskim – na modlitwę i pracę, za pomocą których ćwiczył się w dyscyplinie wewnętrznej i otwierał swą duszę na Boga.

Kilka ulic dalej, przy Tynieckiej, nieco innym ćwiczeniom duchowym oddawał się młody student polonistyki na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, Karol Wojtyła. Wybrawszy studia nad językiem, zbliżał się do Boga przez swoiste „misterium słowa”, o którym jako papież miał napisać po latach, wspominając tamten czas. Wydawałoby się, że droga do Boga obu tych wyjątkowych mieszkańców Dębnik zostanie dramatycznie przerwana wraz z wybuchem II wojny światowej. Jednak Opatrzność chciała, by obaj – mimo wojennej zawieruchy – mogli pozostać w swych dębnickich „samotniach”. I mimo że wraz z niemieckim terrorem znacznie pogorszyły się warunki życia wszystkich Polaków, to jednak zarówno Karol Wojtyła, jak i Jan Tyranowski pozostali wierni swej drodze wewnętrznego rozwoju. W lutym 1940 roku ich drogi wreszcie się skrzyżowały.

 

Zelatorzy różańcowi

 

Jan Tyranowski miał już wcześniej obserwować modlącego się w salezjańskim kościele Karola. Podobno zwrócił się do niego w ten sposób: „Chciałbym z panem porozmawiać”. Następnie Wojtyła usłyszał od starszego o 19 lat Tyranowskiego propozycję przystąpienia do Żywego Różańca. Przyszły papież przystał na tę propozycję. Odtąd był stałym gościem w domu Jana Tyranowskiego przy Różanej 11. Spacerowali też po nadwiślanym bulwarze równoległym do ulicy Tynieckiej. Po latach, wspominając swą drogę ku powołaniu, papież Jan Paweł II napisał w książce Dar i Tajemnica: „W parafii była osoba wyjątkowa: chodzi tu o Jana Tyranowskiego. Był on z zawodu urzędnikiem, chociaż wybrał pracę w zakładzie krawieckim swojego ojca. Twierdził, że bardziej mu to ułatwia życie wewnętrzne. Był człowiekiem niezwykle głębokiej duchowości. Księża salezjanie, którzy w tym trudnym okresie odważyli się na prowadzenie duszpasterstwa młodzieży, powierzyli mu zadanie polegające na nawiązywaniu kontaktów z młodymi ludźmi w ramach tzw. «Żywego Różańca». Jan Tyranowski wywiązywał się z tego zadania nie tylko w sensie organizacyjnym, ale także poprzez prawdziwą duchową formację, którą dawał związanym z nim młodym ludziom. Od niego nauczyłem się między innymi elementarnych metod pracy nad sobą, które wyprzedziły to, co potem znalazłem w seminarium”. Swego podopiecznego docenił także Jan Tyranowski – Karol Wojtyła szybko został zelatorem jednej z Róż różańcowych, podobnie jak był nim Tyranowski. Także on zachęcił przyszłego papieża do lektury ascetycznej, m.in. pism św. Jana od Krzyża.

 

Tajemnica powołania

 

Jesienią 1942 r. przyszły papież był już pewien, że chce wstąpić do seminarium. Niebawem nastąpiło to w konspiracyjnych, w obliczu wojny, warunkach.

Spotkania Jana Tyranowskiego z wiernymi z parafii św. Stanisława Kostki na Dębnikach trwały konsekwentnie przez całą wojnę. Grupy piętnastu członków Żywego Różańca systematycznie, raz w tygodniu odwiedzały mieszkanie Tyranowskiego, gdzie odbywała się formacja. Pewnego wieczoru do tego mieszkania wtargnęli gestapowcy. Zebranych przejęła trwoga. Tego typu zgromadzenia z reguły uznawane były za konspirację i mogły skończyć się aresztowaniem, wywiezieniem do obozu albo nawet rozstrzelaniem. Jednak Jan Tyranowski zachował spokój i zimną krew, oddalił się nieco od swej grupy duchowej, by złożyć Niemcom wyjaśnienia. Nie wiadomo, co im powiedział, jednak Niemcy stwierdzili – jak relacjonował później ksiądz Zbigniew Bączkowski – że „modlić się i rozmyślać o prawach Bożych wolno wszystkim, bo to nie konspiracja”. Sytuacja ta graniczyła z cudem, bowiem w dębnickiej parafii Niemcy w czasie wojny dokonali aresztowań wśród salezjanów, wywożąc ich do obozu koncentracyjnego. To właśnie Jan Tyranowski „zastępował” później tych duszpasterzy w pracy duchowej z parafialną, dębnicką młodzieżą.

Można powiedzieć, że tę wojenną ranę w stanie kapłańskim, spowodowaną przez niemieckie aresztowania, w jakimś sensie wyrównały owoce pracy Jana Tyranowskiego, skoro aż 11 młodzieńców z jego Róż różańcowych przywdziało z czasem sutanny i habity kapłańskie. Wśród tych jedenastu kapłanów był Karol Wojtyła. Jest niezwykle wymowne, że jedną z Mszy św. prymicyjnych neoprezbiter Wojtyła odprawił 3 listopada 1946 r. właśnie w kościele pw. św. Stanisława Kostki na Dębnikach. W tym czasie Jan Tyranowski był już coraz ciężej chory. Niektórzy zwracają uwagę, że Tyranowski zaczął poważnie chorować dopiero po święceniach Karola Wojtyły, tak jakby względne zdrowie miało mu towarzyszyć dopóki nie wypełni swej misji, jaką być może miał wobec tajemnicy powołania kapłańskiego przyszłego papieża.

Ostatnie miesiące życia Tyranowskiego to pasmo cierpień w związku z nieuleczalną, trawiącą stopniowo cały organizm chorobą. Tyranowski znosił cierpienia dzielnie, pogrążony w coraz większym uwielbieniu Boga. Jego podopieczni nie zapominali o nim i odwiedzali go w szpitalu, gdzie choremu złożył wizytę nawet ówczesny arcybiskup krakowski książę kardynał Adam Sapieha.

Skromny a niezwykły krawiec z krakowskich Dębnik, który zadziwił swoje otoczenie wyjątkową pobożnością, a po latach przez papieża Jana Pawła II nazwany został kierownikiem duchowym i „wielkim apostołem Żywego Różańca”, odszedł do Boga 15 marca 1947 roku. Od 1997 roku toczy się jego proces beatyfikacyjny.

 


Skorzystano:

Jan Paweł II, Dar i Tajemnica, Kraków 1996

Ks. Michał Szafarski SDB, Perła Ewangeliczna, Kraków 2000

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki