Logo Przewdonik Katolicki

W drelichach do kardynała

Paweł Piwowarczyk
Fot.

Nie są bohaterami gazet, nie występują w programach, opowiadając o znajomości z papieżem. Nie chcą go sobie przywłaszczać ani czuć się wyjątkowo tylko dlatego, że często wstępował w progi ich domu.

 

  
Państwo Teresa i Adam Migdałowie nie rozgłaszają tego, że ich dom często odwiedzał ksiądz, biskup, a potem kardynał Karol Wojtyła oraz że co roku odprawiał w intencji rodziców Teresy Mszę św. w kaplicy arcybiskupiej. Listy i kartki z Watykanu nie są eksponowane w ich mieszkaniu. Mimo to decydują się opowiedzieć o papieżu z „Solvayu”, który nigdy nie zapomniał o swoich znajomych z krakowskiej fabryki, gdzie był robotnikiem.
 
Papież z fabryki „Solvay”
Ulica Żywiecka w Krakowie to dość stare, niskie bloki leżące na południu miasta. Do terenów, gdzie kiedyś znajdowała się fabryka „Solvay”, sprzed mieszkania państwa Migdałów przejdziemy spacerem w dziesięć minut. Kiedyś tę drogę, tak jak większość sąsiadów, codziennie przemierzali rodzice Teresy. Dziś mieszka tu wiele dzieci i wnucząt pracowników zakładów, które zlikwidowano w 1989 r. W fabryce założonej w 1906 r. w okresie okupacji stanowiska kierownicze zajmowali głównie Niemcy. Tutaj ważne kroki ku świętości stawiał młody Karol Wojtyła. Najpierw w kamieniołomie na Zakrzówku (1940 r.), a potem w fabryce sody w Krakowie-Borku Fałęckim (1941–1944).
 
Świąteczna tradycja
Historia znajomości z domem państwa Migdałów, a kiedyś Kościelniaków, sięga wielu lat. Teresa nie jest w stanie zliczyć, jak wiele razy przyszły błogosławiony odwiedzał ich dom. Spotykał się z rodzicami, bywał tu w święta i na opłatku z pracownikami fabryki „Solvay”. Przez kilkanaście lat w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia w kaplicy arcybiskupiej odprawiał Mszę św. w intencji rodziców Teresy – dziś śp. Franciszka i Stefanii Kościelniaków. W kaplicy gromadziła się wtedy cała rodzina małżonków. A po południu w ten sam dzień przyjeżdżał do ich mieszkania na spotkanie z tą liczną rodziną. Boże Narodzenie w 1978 r. było smutne. Teresa, wówczas 19-latka, czuła jakby nie było świąt, bo nie było Mszy św. w kurii i popołudniowego spotkania, a odkąd sięga pamięcią, święta zawsze takie właśnie były...
 
Nić znajomości – Niegowić
W jaki sposób ks. Wojtyła poznał małżeństwo Kościelniaków? Franciszek i Stefania w 1948 r. zamierzali wziąć ślub. Pojechali do Niegowici, skąd pochodził Franciszek, żeby dać na zapowiedzi. W domu rodzinnym Franciszka powiedziano im, że jest tutaj ksiądz, który kiedyś pracował w zakładach sody. Nikogo takiego Stefania sobie nie przypominała, ale gdy była na Mszy św. w niegowickim kościele, to rozpoznała w kapłanie byłego robotnika. Nie wiedziała, że wstąpił do seminarium. Po Mszy św. poczekała na ks. Wojtyłę i przedstawiła mu Franciszka, bo za czasów Wojtyły robotnika nie był on jeszcze pracownikiem „Solvayu”. Wikary wypytywał o swoich znajomych z pracy. Tak rozpoczęła się wieloletnia znajomość z przyszłym papieżem.
 
Piętka dla Wojtyły
Stefania poznała młodego księdza, gdy wydawała mu posiłki przez okienko, pracując w zakładowej kuchni. Zwróciła na niego szczególną uwagę wtedy, gdy jej koleżanka, Irka Dąbrowska, zwróciła się do niej: „Pani Steniu, ten pobożny chłopak to jest chłopak kształcony, bardzo zdolny, pisze wiersze, a obecnie o św. Teresie. Nie ma matki, tylko ojca, mieszka w Dębnikach i jest biedny. Niech mu pani da większą kromkę chleba, bo on jest tylko o tem, co zje na fabryce”. Od tego czasu kroiła mu zawsze grubszy kawałek chleba albo dawała piętkę, która nie była wliczana do porcji. Tę piętkę często wspominał.
 
Co miał, to rozdał
Jeżdżąc z Niegowici do Krakowa, ks. Wojtyła często odwiedzał młode małżeństwo Kościelniaków, które wtedy mieszkało jeszcze przy ul. Zakopiańskiej. Przychodził zazwyczaj bez zapowiedzi, znienacka. Gdy z Niegowici został przeniesiony do krakowskiej parafii św. Floriana, państwo Kościelniakowie jeździli do niego w odwiedziny, pomagali mu nawet w umeblowaniu mieszkania, ofiarując stół. Młody ksiądz, będąc w Niegowici, wszystko, co miał, rozdał potrzebującym parafianom.
 
Ambasador kardynała
Kard. Wojtyła nazwał Franciszka ambasadorem pośredniczącym między nim a pracownikami „Solvayu”. Gdy przybywał do krakowskiej kurii, otwierały się wszystkie drzwi. „Jak przyjdzie Kościelniak, to zawsze go wpuszczajcie” – mówił swoim współpracownikom kard. Wojtyła. Zdarzało się, że tata przychodził do kardynała po pracy w ubraniu roboczym, w drelichach – wspomina Teresa. Pracownicy „Solvayu” kierowali różne prośby do kardynała, m.in. o chrzest czy ślub dla dzieci. Prośby przedstawiali Franciszkowi, a on metropolicie, a potem ustalał terminy z ks. kapelanem Dziwiszem. Tradycją stały się również coroczne spotkania opłatkowe. Najpierw w domu państwa Kościelniaków, a potem na plebanii w parafii Matki Bożej Zwycięskiej, na terenie której znajdowała się fabryka.
 
Obiecał modlitwę i…
Kardynał zawsze żywo interesował się losami pracowników, a na spotkaniach z nimi wszystkim poświęcał czas. Każdemu się wydawało, że metropolita rozmawia tylko z nim i najwięcej uwagi poświęca właśnie jemu. Ks. Wojtyła słuchał z uwagą, a potem wiele pamiętał. Zdarzyło się, że obecna na spotkaniu zaprzyjaźniona sąsiadka Kościelniaków miała wielkie zmartwienie. Jej nowo narodzona córka przyszła na świat z wrodzoną wadą serca i przebywała w szpitalu. Kobieta była zapłakana i nikt nie mógł jej pocieszyć. Kardynał wysłuchał jej na osobności i obiecał, że tego wieczoru będzie się modlił za dziecko. Dziewczynka przeżyła ten krytyczny czas i wszyscy wierzą, że to wstawiennictwu kardynała dziś trzydziestokilkuletnia Monika zawdzięcza życie.
 
Za duża na wierszyki
 – Na wszystkie wizyty kardynała w naszym domu oraz nasze w kurii przygotowywałam wierszyk. Kamień spadł mi z serca, gdy pewnego razu po powitaniu Jego Eminencji ksiądz kardynał jak zwykle przytulił mnie, zrobił znak krzyża na czole, a potem powiedział, że chyba jestem za duża na wierszyki. Chociaż nie denerwowałam się, deklamując je, przecież znałam kardynała, odkąd sięgam pamięcią, to mój „dorosły” już wiek 10 lat się buntował. Byłam zaskoczona tym, co kardynał powiedział, bo czułam, jakby sam odczytał moje myśli! – opowiada Teresa, przeglądając pamiętnik z wyjątkowym wpisem: „Kochana Tereniu! Bardzo się cieszę z tego, że Cię ochrzciłem, kiedyś byłaś jeszcze maleńka, bo widzę, że jesteś coraz większa i coraz mądrzejsza, i coraz lepsza. Niech Ci Pan Jezus błogosławi, a Twoja patronka niech pomaga Ci wytrwać w dobrym. Kard. Karol Wojtyła”.
 
Nie zapomniał o przyjaciołach
Wreszcie nadszedł rok 1978 r. Franciszek, jako przedstawiciel solvayczyków, został zaproszony na Mszę św. pontyfikalną do Watykanu. Na spotkaniu w Auli Pawła VI mógł uścisnąć dłoń nowego papieża. Jan Paweł II nie zapomniał o znajomych z Krakowa. Często wypytywał pielgrzymów o pracowników z „Solvayu”. Wspominał także swoją pracę w fabryce w książce Dar i Tajemnica. W ubiegłym roku zmarł ostatni z pracowników, który pamiętał młodego Karola Wojtyłę – Franciszek Sojka. Żaden z towarzyszy pracy nie doczekał beatyfikacji. W miejscu fabryki jest teraz wielkie centrum handlowe. Kto nie wpadnie w wir zakupów, dostrzeże zabytkową zabudowę, a w niej przejście z pamiątkowymi zdjęciami. Utrwalona jest na nich stara fabryka, prowizoryczne lotnisko w miejscu po fabryce, gdzie lądował w 1997 r. podczas swej pielgrzymki już jako Jan Paweł II. Lądował tam, gdzie kiedyś ciężko pracował, gdzie rodziło się jego powołanie. Ciekawe, ile osób odwiedzających tutejsze sklepy czy kino wie, że temu miejscu zawdzięcza swoje powołanie przez doświadczenie pracy fizycznej największy z Polaków. Świadczą o tym jego słowa: „Wtedy właśnie, w ciągu tych lat okupacyjnych, ukształtowało się moje powołanie kapłańskie”.
 
Maraton z Janem Pawłem II
Teresa jest dziś matką pięciorga dzieci. Jej mąż Adam jest radnym miasta Krakowa i pełniąc tę ważną funkcję, uważa, że miasto jest bardzo zobowiązane Janowi Pawłowi II szczególnie dlatego, że uczynił je stolicą Miłosierdzia Bożego. Każdy z członków rodziny nosi w sercu Jana Pawła II. Bardzo angażują się w życie parafii, w różny sposób dbają o duchową formację, są świadkami Chrystusa w szkołach i miejscach pracy. Teresa zajmuje się domem, Marta studiuje na Uniwersytecie Papieskim i jest katechetką, Wojtek jest studentem, a Ola, Zosia i Aneta uczą się w szkołach. Należą do wspólnot, zespołu ewangelizacyjnego. Adam od kilku lat jest pasjonatem biegania. Trzy razy pokonał trasę maratonu. W czasie biegania postanowił nadrobić pewne zaległości – słuchał homilii Jana Pawła II. Co roku uczestniczy w biegach ku czci polskiego papieża. – Osoba Jana Pawła II pomogła mi, gdy poczułem zniechęcenie podczas biegu w Wadowicach. Zacząłem odmawiać Różaniec, a po chwili okazało się, że już dobiegam do mety –  wspomina Adam.
 
Kard. Wojtyła ochrzcił Teresę, udzielił ślubu jej siostrze Marii, bratu Stanisławowi już nie zdążył, bo pojechał na konklawe, ale pamiętał o nim i przysłał list z błogosławieństwem. Potem była wymiana korespondencji. Rodzice Teresy nigdy jednak nie zabiegali o jakiś większy kontakt z papieżem. Wiedzieli, że teraz jest on dla całego świata. Jednak ten „papież całego świata” nigdy nie zapomniał o znajomych, o zwykłych robotnikach z fabryki „Solvay”. Dziś ich dzieci i wnuki przechowują pamięć o kardynale odwiedzającym ich dom. Czy to zobowiązuje? – pytam Teresę i Adama. – Czujemy, że i tak ciągle robimy za mało – odpowiadają.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki