Logo Przewdonik Katolicki

Góralska fantazja

Ks. Piotr Gąsior
Fot.

Z Boskom pomocom, Ludźmierskiej Pani,Nad samo morze rowerami.W drodze Kalwaria i Cęstochowa,Licheń, a potem do Swarzewa.


Z Boskom pomocom, Ludźmierskiej Pani,

Nad samo morze – rowerami.

W drodze Kalwaria i Cęstochowa,

Licheń, a potem do Swarzewa.

 

 

Z takim oto hymnem na ustach przejechała Rowerowa Pielgrzymka Góralska spod Giewontu aż na Hel. W tym roku odbyła się ona na przełomie lipca i sierpnia już po raz czwarty. Pomysł rekolekcji na dwóch kółkach podsunął Jan Blańda z Rabki. Poparł go Kazimierz Bielak ze Spytkowic. A na kapelana wybrano ks. Tadeusza Skupnia, któremu dzielnie pomaga kolega rocznikowy, proboszcz z Dębna, ks. Józef Milan. W pierwszym roku w tym specyficznym pielgrzymowaniu wzięło udział 12 rowerzystów. Obecnie można już powiedzieć o małym peletonie. W 60-osobowej grupie najmłodszy cyklista miał 15, a najstarszy tylko… 69 lat. Znalazło się również miejsce dla 11 dzielnych kobiet.

 

Niek nom nie braknie dzisiok ochoty

Siadać na rower – do roboty.

Niek nom nie braknie cały dzień siły,

Dej`ze nom syćkim Boze miły.

 

Długość całej trasy to ok. 1200 km. Średnia dzienna 150 km. Konieczna zatem była dobra zaprawa, o którą każdy musiał zadbać, trenując praktycznie od początku wiosny. Rowerzystom towarzyszyły na szczęście również auta, które oprócz bagaży wiozły sprzęt techniczny i pierwszej pomocy medycznej. Noclegi mieli zapewnione głównie w domach pielgrzymkowych. Oprócz charakteru religijnego (codzienna Msza św., modlitwy na postojach i wieczorem), ducha czystego, szlachetnego sportu, elementu regionalnego (śpiew góralski, spotkania z Kaszubami), aspektu krajoznawczego (zwiedzanie miejsc i zabytków) wyjątkowa jest na tych pielgrzymkach atmosfera.

 

Hej, Matka Bosko na nos juz ceko

Z modlitwom do Niej nikt nie zwleko.

Choć siodełecko troske sie cuje.

Kozdy sie staro, pedałuje.

 

Każdy wyjazd ma swoje motto – hasło. Tegoroczne brzmiało „Święci nasi prowadźcie nas!”. Poza tym uczestnicy wiozą swoje osobiste intencje. W sposób naturalny budzi się między nimi duch wzajemnej pomocy i kolarskiej współpracy. Trzeba się szybko nauczyć „jechać na kole” i utrzymywać równe tempo. Wszyscy zgodnie podpiszą się pod słowami ks. Tadeusza: „Dobrze, że nam Pan Bóg pobłogosławił, że się dało rady. Szkoda tylko, że się to tak szybko zawsze kończy”. Końcowa zatem kąpiel w Bałtyku to dla nich niejako rytuał. A potem znów jest co wspominać z najbliższymi i planować następny rok. I nie zdziwmy się, gdy w przyszłości gdzieś obok nas przemknie wesoła gromada z radosną piosnką na ustach:

 

Drózka za nami, drózka przed nami,

Dzień jest licony „kilosami”.

Słonecko grzeje, wiaterek duje,

Opieke Boskom kozdy cuje.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki