Góralska fantazja

Z Boskom pomocom, Ludźmierskiej Pani,Nad samo morze rowerami.W drodze Kalwaria i Cęstochowa,Licheń, a potem do Swarzewa.
Czyta się kilka minut

Z Boskom pomocom, Ludźmierskiej Pani,

Nad samo morze – rowerami.

W drodze Kalwaria i Cęstochowa,

Licheń, a potem do Swarzewa.

 

 

Z takim oto hymnem na ustach przejechała Rowerowa Pielgrzymka Góralska spod Giewontu aż na Hel. W tym roku odbyła się ona na przełomie lipca i sierpnia już po raz czwarty. Pomysł rekolekcji na dwóch kółkach podsunął Jan Blańda z Rabki. Poparł go Kazimierz Bielak ze Spytkowic. A na kapelana wybrano ks. Tadeusza Skupnia, któremu dzielnie pomaga kolega rocznikowy, proboszcz z Dębna, ks. Józef Milan. W pierwszym roku w tym specyficznym pielgrzymowaniu wzięło udział 12 rowerzystów. Obecnie można już powiedzieć o małym peletonie. W 60-osobowej grupie najmłodszy cyklista miał 15, a najstarszy tylko… 69 lat. Znalazło się również miejsce dla 11 dzielnych kobiet.

 

Niek nom nie braknie dzisiok ochoty

Siadać na rower – do roboty.

Niek nom nie braknie cały dzień siły,

Dej'ze nom syćkim Boze miły.

 

Długość całej trasy to ok. 1200 km. Średnia dzienna 150 km. Konieczna zatem była dobra zaprawa, o którą każdy musiał zadbać, trenując praktycznie od początku wiosny. Rowerzystom towarzyszyły na szczęście również auta, które oprócz bagaży wiozły sprzęt techniczny i pierwszej pomocy medycznej. Noclegi mieli zapewnione głównie w domach pielgrzymkowych. Oprócz charakteru religijnego (codzienna Msza św., modlitwy na postojach i wieczorem), ducha czystego, szlachetnego sportu, elementu regionalnego (śpiew góralski, spotkania z Kaszubami), aspektu krajoznawczego (zwiedzanie miejsc i zabytków) wyjątkowa jest na tych pielgrzymkach atmosfera.

 

Hej, Matka Bosko na nos juz ceko

Z modlitwom do Niej nikt nie zwleko.

Choć siodełecko troske sie cuje.

Kozdy sie staro, pedałuje.

 

Każdy wyjazd ma swoje motto – hasło. Tegoroczne brzmiało „Święci nasi prowadźcie nas!”. Poza tym uczestnicy wiozą swoje osobiste intencje. W sposób naturalny budzi się między nimi duch wzajemnej pomocy i kolarskiej współpracy. Trzeba się szybko nauczyć „jechać na kole” i utrzymywać równe tempo. Wszyscy zgodnie podpiszą się pod słowami ks. Tadeusza: „Dobrze, że nam Pan Bóg pobłogosławił, że się dało rady. Szkoda tylko, że się to tak szybko zawsze kończy”. Końcowa zatem kąpiel w Bałtyku to dla nich niejako rytuał. A potem znów jest co wspominać z najbliższymi i planować następny rok. I nie zdziwmy się, gdy w przyszłości gdzieś obok nas przemknie wesoła gromada z radosną piosnką na ustach:

 

Drózka za nami, drózka przed nami,

Dzień jest licony „kilosami”.

Słonecko grzeje, wiaterek duje,

Opieke Boskom kozdy cuje.

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 39/2011