Logo Przewdonik Katolicki

By mąż był zadowolony

Ks. Piotr Gąsior
Fot.

Ona nie unikała zwyczajnych, babskich ploteczek, on nie wstydził się swoich amerykańskich tęsknot, a my polubiliśmy ich oboje i mamy kult, który już na dobre zagościł pod polskim niebem.

Ona nie unikała zwyczajnych, babskich ploteczek, on nie wstydził się swoich amerykańskich tęsknot, a my polubiliśmy ich oboje i mamy kult, który już na dobre zagościł pod polskim niebem.

 

„Dzięki miłości Bożej Joanna Beretta Molla była zwyczajną, ale jakże wyjątkową zwiastunką. Zaledwie na kilka dni przed swym ślubem, w jednym z listów do narzeczonego, była zdolna napisać: «Miłość to najpiękniejsze z doświadczeń, jakim nasz Pan obdarzył dusze ludzi»” – mówił Jan Paweł II. Kiedy Ojciec Święty wspominał na placu św. Piotra w Rzymie św. Joannę Berettę i cytował jej słowa napisane do narzeczonego inż. Piotra Molli, ich najmłodsza córka Gianna spojrzała wymownie na siedzącego obok niej tatę, który widać było, że... jest naprawdę szczęśliwy.

 

Święta zwyczajność

Zanim do tego wszystkiego doszło, Joanna i Piotr stworzyli zwyczajną, aczkolwiek na pewno nietuzinkową, rodzinę. On, ważny pan dyrektor słynnej nie tylko w granicach Italii fabryki SAFFA, do której przyjeżdżał z wizytacją sam Giovanni Battista Montini, kardynał Mediolanu, późniejszy papież Paweł VI. Ona, wykształcona i powszechnie szanowana pani doktor, od której pacjenci odchodzili, jeśli z jakichś obiektywnych przyczyn medycznych nie do końca wyleczeni na ciele, to jednak zawsze podniesieni na duchu i z poczuciem własnej godności. A poza pracą zawodową? Był czas na zakupy, pranie, gotowanie, sprzątanie czy krótsze albo nawet nieco dłuższe wypady w góry, zwłaszcza do ulubionego Courmayeur, włoskiego miasteczka w przepięknej Dolinie Aosty. Prozę życia św. Joanny doskonale oddaje  zachowane wspomnienie jej serdecznej przyjaciółki Mariucci Parmigiani Mainini: „Zdarzało się to dość często, że Joanna w godzinach porannych – tak po prostu bez zapowiedzi – pojawiała się w bramie mojego domu. Dzwoniła radośnie dzwonkiem i wjeżdżała autem do mojego ogrodu. Wchodząc z Pierluigim i Marioliną już przy wejściu pytała: «Pijemy kawkę»? Jej tembr głosu zdradzał wewnętrzne pragnienie spędzenia kilku minut w tzw. świętym spokoju, dzieląc się ze swą drogą przyjaciółką małymi, bieżącymi sekretami. Były to naprawdę miłe chwile. Rozmawiałyśmy sobie o naszych mężach i maluchach. Wymieniałyśmy między sobą przepisy kulinarne. Uczyłyśmy się wzajemnie nowych wzorów robienia na drutach rozmaitych wdzianek. Obserwowałyśmy postępy w rozwoju naszych dzieci. Cieszyłyśmy się naszymi klombami i innymi pracami ogrodowymi. Potem Joanna wracała do Ponte Nuovo. Bardzo często do siebie telefonowałyśmy. Jeśli na przykład Joanna miała mieć ważnych gości (szczerze mówiąc dla niej nie było gości „nieważnych”) prosiła mnie, bym jej podała jakiś „szybki” przepis na specjalne danie, dzięki któremu będzie mogła dobrze wypaść. Ona była bardzo dumna ze swej rodziny. Z całego serca pragnęła dobra dla swojego Piotra i chciała, żeby jej mąż był zawsze zadowolony. Miałyśmy tak wiele wspólnych planów i «obgadywałyśmy» przyszłość, o jakiej śniłyśmy z otwartymi oczyma dla naszych pociech”.

 

Namiętność uczuć

Oprócz kilkunastu listów narzeczeńskich, do których odwołał się Jego Świątobliwość Jan Paweł II w trakcie uroczystości kanonizacyjnych, państwo Molla mieli w swoim archiwum jeszcze kilkadziesiąt innych, ale już małżeńskich. Piotr po śmierci swej małżonki uważał je za najwspanialsze relikwie, jakie mu pozostały. Elio Guerriero, który zajął się ich redakcją, uważa, iż  listy Gianny „o wiele lepiej niż jakiś teologiczny traktat, w sposób przekonujący pokazują, że ścieżka świętości nie wiedzie wyłącznie poprzez życie zakonne czy służbę kapłaństwa sakramentalnego”. A kard. Carlo Maria Martini, kiedy się z nimi zapoznał, powiedział, że wyłania się z nich coś w rodzaju obrazka „życia rodzinnego według Ewangelii”. Jestem przekonany, że wyjątkowość tego „obrazka” to zasługa po połowie tak Gianny, jak i Piotra. Wystarczy się o tym samemu przekonać. Wkrótce bowiem również na polskim rynku wydawniczym (w języku włoskim już można do niej dotrzeć) będzie dostępna pełna korespondencja tych dwojga. Zanim jednak do tego dojdzie jako pierwsi publikujmy jeden z nich:

„Moja najukochańsza Joanno, dziś wieczorem podczas kolacji w restauracji hotelowej pianista Zimoli (z pochodzenia Włoch) zaczął śpiewać  swoim charakterystycznym, wyjątkowo przyciszonym głosem: Tak jak wcześniej i jeszcze bardziej... będę cię kochał! Moje myśli i moje serce pobiegło do Ciebie, a dźwięki pianina stały się muzyką mego serca, natomiast przyciszone słowa pianisty spontanicznie muskały moje usta, zaś w ich znaczeniu  odnajdywałem swoje własne wnętrze. Tak więc, moja najdroższa Żoneczko, kiedy tylko powrócę, będę Cię kochał tak jak dawniej i jeszcze bardziej, ponieważ musiałem pozostawać daleko od Ciebie w chwilach, w których bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, potrzebowałaś mojej obecności; również dlatego, że podczas tego całego długiego czasu oddalenia nie było momentu, abyś mi nie towarzyszyła pełnią swojej najsłodszej miłości, którą zawsze czuję przy sobie dzięki Twym jakże serdecznym listom przychodzącym do mnie codziennie, dzięki Twoim nieustannym modlitwom i poczuciu absolutnego spokoju i radości, że nasze dzieciaczki mają dzięki Tobie, cudownej Mamusi, opiekę, której z niczym nie da się nawet porównać! Nigdy nie będę w stanie Ci się wystarczająco odwdzięczyć! Pozostało jeszcze około stu godzin i znów się ujrzymy. Przytulimy się do siebie i w końcu będziemy razem. Najserdeczniej całuję Ciebie i nasze cudowne Skarby.

Twój kochający Piotr

PS

Pozdrów od mnie Mamę, Cecco i Zytę.

Nowy Jork, piątek, 12 czerwca 1959 r. godz. 23.00”.

 

Fenomen kultu

Od dnia kanonizacji, która miała miejsce 16 maja 2004 r. minęło zaledwie osiem lat. Święta Joanna jest już czczona niemal na całym świecie. W zeszłym roku wydano o niej książkę nawet po koreańsku. W relacji z Joanną jest także coraz większa rzesza Polaków. W wielu parafiach i kaplicach odbywają się rozmaite nabożeństwa za jej wstawiennictwem. Młodzież wybiera ją na patronkę swojego narzeczeństwa albo przynajmniej jako świętą do sakramentu bierzmowania. Powstają kolejne opracowania, a nawet prace magisterskie na temat jej osoby. W tym roku powstał także pierwszy film dokumentalny pt. Święta z sąsiedztwa, podejmujący próbę wyjaśnienia tego jakże pięknego, zaskakująco żywego i z pewnością nieprzewidzianego fenomenu obecności św. Joanny w Polsce. Bieżący rok inspiruje nas również do myślenia o tej świętej Włoszce w związku z kilkoma okrągłymi datami: 50. rocznicą śmierci (28 kwietnia) i 90. rocznicą urodzin i sakramentu chrztu św. (4 października) Gianny oraz 100. rocznicą urodzin (1 lipca) Piotra Molli. Okazji, aby o nich rozmawiać, będzie zapewne jeszcze bardzo wiele.

 

 


 

Moja mama nie tylko moją mamą

 

Z Laurą Panutti w dniu 50. rocznicy śmierci jej świętej mamy Gianny Beretty Molli rozmawia ks. Piotr Gąsior

 

Jakim doświadczeniem była dla Pani kanonizacja jej mamy? Co to wydarzenie wniosło w Pani życie?

– Był to dla mnie czas wyjątkowej radości. Poczułam się jeszcze bardziej odpowiedzialna za świadectwo o życiu mojej mamy. Przede wszystkim czuję ogromną wdzięczność wobec Boga za łaskę, jakiej z Jego woli dostąpiliśmy. Jednym słowem kanonizacja to wielki dar i odpowiedzialne zadanie, które powinniśmy podjąć, aby pomagać Kościołowi w propagowaniu przykładu świętości życia naszej mamy.

 

Co Pani zdaniem jest tym najważniejszym przesłaniem św. Joanny Beretty Molli dla współczesnych kobiet, żon i matek?

– Dla mnie osobiście moja mama stała się nauczycielką wyjątkowej radości życia; wielkiej miłości wobec życia. W konsekwencji nauczyłam się od niej szacunku i troski wobec tego daru już od samego momentu poczęcia.

Ponadto zrozumiałam, jak ważna jest miłość okazywana sobie w rodzinie. Bo to właśnie w rodzinie – ona sama, podobnie jak i my wszyscy – tak wiele się nauczyliśmy.

Teraz widzę, że moja mama nie jest już wyłącznie moją mamą. Powoli odkrywałam, że trzeba się nią podzielić również z innymi.

Czyniąc to, zrozumiałam, co to znaczy kochać wszystkich i otworzyć drzwi własnego domu rodzinnego dla innych.

 

 


 

W podróż miłości

Pierwszy w Polsce (a być może, że w tej formie również na świecie) przewodnik śladami św. Joanny Beretty Molli pt. W podróż miłości ma zarówno charakter turystyczny, jak i duchowy. Z przewagą jednakowoż tego drugiego. Wszystko dlatego, by mogli z niego skorzystać nie tylko ci, którzy zdecydują się na wyjazd do Italii, ale także ci, którzy z jakichś powodów nie będą mogli sobie na to pozwolić. Tak więc niniejszy przewodnik został opracowany z myślą zwłaszcza o polskich czcicielach św. Joanny, którzy stanowią po Włochach najliczniejszą grupę narodowościową odwiedzającą jej rodzinne strony.

Wielu z nas było już lub jeszcze się kiedyś wybierze na pielgrzymkę do grobu Jana Pawła II w Rzymie. Może warto tak sobie zaplanować trasę przejazdu, aby niejako po drodze zawitać do św. Joanny, która – o czym naprawdę nie należy zapominać – jest ostatnią kanonizowaną kobietą właśnie za sprawą naszego papieża. Ponadto ten duchowy przewodnik do świętej żony i matki może być doskonałą pomocą dla wszystkich, którzy podobnie jak ona, idą drogą powołania małżeńskiego. Cóż zatem stoi na przeszkodzie, aby zabrać go do plecaka lub walizki i udać się w niezapomnianą podróż poślubną, małżeńską czy rodzinną? Co również miałoby nas zatrzymać, aby wpatrując się w bardzo bogato ilustrowane strony książki, odczytując kolejne jej karty, przymknąć nieco oczy i powędrować duchowo śladami tej wyjątkowej postaci z okolic Mediolanu?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki