Piotr Molla - współczesny Cieśla z Nazaretu?

We Włoszech zmarł mąż św. Joanny Beretty Molli, świadek jej życia i świętości.
Czyta się kilka minut

 

Piękny kwiecień chyba już na zawsze pozostanie w żywej pamięci historycznej naszego narodu. Dlaczego? To właśnie w kwietniu obchodzimy Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej, w 2005 roku odszedł do Domu Ojca
Jan Paweł II, rok po Nim o. Marian Żelazko, a kilkanaście dni temu 96 innych naszych Rodaków tragicznie poległych pod Smoleńskiem. Wśród nich znaleźli się kochający siebie i naszą Ojczyznę małżonkowie Lech i Maria Kaczyńscy.

Ten sam wiosenny czas stał się świadkiem śmierci innej pary sakramentalnej. Ich ziemską ojczyzną była Italia. Chodzi o Joannę Berettę i Piotra Mollę. Ona poszła do raju 28 kwietnia 1962 roku. Od tamtego dnia długo czekała aż jej małżonek do niej dołączy. Stało się to w Wielką Sobotę, 3 kwietnia br., czyli dopiero po 48 latach od śmierci Joanny.

Obrzędy pogrzebowe śp. Piotra odbyły się w kościele parafialnym w Mesero koło Mediolanu 6 kwietnia o 14.30. Dzień wcześniej wieczorem w tamtejszym sanktuarium odprawiono w intencji zmarłego specjalne nabożeństwo różańcowe z wykorzystaniem zapisków pozostawionych przez św. Joannę.

 

Wir miłości

     Kim i jakim był ten Włoch? Czy wystarczy określenie: Mąż świętej? Otóż Piotr Molla ur. 1 lipca 1912 roku i przeżył prawie 98 lat. Zdobył wyższe wykształcenie inżynierskie i bez najmniejszej wątpliwości był dumą i radością rodziców, a zwłaszcza ojca. Od młodości cieszył się dużym zaufaniem w swoim środowisku. Odpowiadał np. za dystrybucję pomocy rządowej dla najbardziej potrzebujących. Z mandatu miejscowego proboszcza prowadził systematyczne katechezy dla dorosłych. Od roku 1936 pracował w słynnych zakładach Saffa w Ponte Nuovo opodal Magenta. Dość szybko awansował, zostając  dyrektorem naczelnym firmy. W czasie wojny niemal cudem ocalił życie i nie został wywieziony do obozu niemieckiego. Po wyzwoleniu Włoch z całą pasją rzucił się w wir pracy zawodowej. Bardzo często wyjeżdżał na delegacje zagraniczne w celu podpisywania nowych kontraktów. Zależało mu na tworzeniu nowych miejsc zatrudnienia i dobrych relacjach z załogą fabryki, która naprawdę go ceniła.

     Momentem przełomowym w jego całym życiu, a przede wszystkim osobistym, okazało się poznanie pani doktor Joanny Beretty, z którą zawarł sakramentalny związek małżeński w Magenta 24 września 1955 roku. Od tego dnia Piotr dał się wciągnąć w całkowicie nieprzewidywalny, spontaniczny, najradośniejszy, twórczy i płodny wir ich wzajemnej miłości. Wspominając swą małżonkę, napisał m.in.: „Myślę i wiele razy to powtarzam, że nie starczy mi chyba wieczności na wyrażenie wdzięczności Panu Jezusowi za ten wyjątkowy dar, jaki mi uczynił pośród tylu innych darów, które od Niego otrzymałem i nadal otrzymuję w moim długim życiu”.

 

Marzenie faceta

     Jak łatwo policzyć, ich małżeństwo zakończyło swój ziemski etap zaledwie po siedmiu latach. I od roku 1962 Piotr żył jako wdowiec. W trakcie niezapomnianego spotkania z panem Piotrem i najmłodszą córką Gianną Emanuelą w ich domu rodzinnym w Mesero zauważyłem, że obydwoje postanowili zachować taki wystrój pokoi, jaki był, gdy w nich krzątała się Joanna. Ale jeszcze ważniejsze jest według mnie to, jakie pan inżynier dał mi świadectwo. Odważyłem się zapytać o to, co go przekonało, że to właśnie Joanna jest tą kobietą, która ma prawo znaleźć miejsce w jego sercu i usłyszałem odpowiedź: - Padre Pietro, ona mnie zafascynowała, gdyż zauważyłem, że nie szuka siebie. Rozumiała, czym jest prawdziwa miłość i gdzie leży klucz do szczęścia dwóch kochających się osób. Gianna już jako moja narzeczona – a potem wielokrotnie jako małżonka – umiała mnie spytać: - Co chcesz, aby ja czyniła, żebyś ty był szczęśliwy? – Myślę – kontynuował Piotr Molla – że każdy mężczyzna marzy o takiej kobiecie. I każda kobieta marzy o mężczyźnie, który w ten sposób pojmuje miłość.

„Piotrze, jesteś moim skarbem i dlatego im więcej czytam Twe słowa, tym bardziej jestem przekonana, jak jesteś dobry. Ileż dobra i ileż zalet znajduje się w Tobie. Wszystko ukryte pod zasłoną Twojej skromności. Ale Twoja Joanna wszystko to zauważa i potrafi docenić. Jestem pewna, że zawsze będziesz mnie uszczęśliwiał - tak zresztą, jak to się dzieje już teraz - i że Pan Jezus wysłucha Twych modlitw, gdyż prośby wypływają z serca, które Go zawsze kochało i służyło Mu święcie”. A w innym liście Joanna dopisuje mężowi: „Niechaj Pan Jezus stale Ci towarzyszy podczas lotów, jakie masz jeszcze przed sobą! Nie mija ani jeden dzień, w którym Twe skarby nie pytałyby o Ciebie”.

 

Przynajmniej na wargi

     A zatem możemy stwierdzić, że Joanna też miała wielkie szczęście. Ona po prostu przy mężu rozkwitła. Piotr wziął ją jak czysty pączek lilii. Nie naruszył. Nie wzbudził wyrzutów sumienia. I nigdy nie porzucił. Czy miał wyraźne nabożeństwo do św. Józefa, jeszcze nie wiem. Ale jego zachowanie, poglądy i cała postawa jest jak najbardziej godne Cieśli z Nazaretu.

Czy podobnie jak Józef pan Piotr od razu wszystko rozumiał? Czy nigdy nie przeżywał wewnętrznych rozterek? Czy nie musiał szukać wsparcia? Z całą szczerością odpowiadał przed komisją odpowiedzialną za proces beatyfikacyjny jego żony, że on nie przypuszczał, iż żył obok świętej. Bo jego Joasia była taka normalna i naturalna. Na dociekanie włoskiego redaktora, czy myślał o powtórnym ożenku, odpowiedział: „My się zbyt mocno kochaliśmy. Joanna była dla mnie żoną i matką [naszych dzieci] niedającą się z nikim porównać”.

     Pan Molla bardzo żarliwie się modlił, żeby Joanna mogła dalej żyć. Stało się inaczej. Bóg zabrał ją do siebie. Piotr z bólem pisze o tym swemu szwagrowi o. Albertowi. Ale pod koniec listu zwierza się mu, ukazując tym samym najgłębsze pokłady swej męskiej pobożności: „Wszystko, co obiecałem Panu Jezusowi w dniach agonii Joanny, żeby móc otrzymać łaskę cudu jej uzdrowienia, chcę tak czy owak wypełnić. Poprosiłem Pana o tę wielką łaskę, ażeby na wszystkie dni, jakie mi da jeszcze przeżyć, obdarował mnie łaską uświęcającą, zdrowiem i możliwością – gdziekolwiek będę się znajdował – przyjmowania Go w Komunii Świętej, żebym mógł zasłużyć - podobnie jak Joanna -  na łaskę przyjęcia Go przynajmniej na wargi w dniu mojej własnej agonii”.

     Spośród dzieci Joanny i Piotra, którym inż. Molla z pomocą najbliższych zapewnił wychowanie i wykształcenie, obecnie żyje Pierluigi, Laura i wspomniana Gianna Emanuela. Ta ostatnia nie założywszy własnej rodziny pozostawała przy ojcu, opiekując się nim do końca jego życia.

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 17/2010