Logo Przewdonik Katolicki

Mamy sporo możliwości

Kamila Tobolska
Fot.

O mitach związanych z naprotechnologią i o jej skuteczności, z dr. Maciejem Barczentewiczem, lekarzem specjalistą ginekologiem położnikiem stosującym NaProTECHNOLOGY w leczeniu niepłodności małżeńskiej, rozmawia Kamila Tobolska

O mitach związanych z naprotechnologią i o jej skuteczności, z dr. Maciejem Barczentewiczem, lekarzem specjalistą ginekologiem położnikiem stosującym NaProTECHNOLOGY w leczeniu niepłodności małżeńskiej, rozmawia Kamila Tobolska

 

 

Co nowego wnosi naprotechnologia do diagnostyki i leczenia niepłodności?

− Ostatnio bardzo modne staje się pojęcie medycyny spersonalizowanej. Mówi się o tym przede wszystkim w onkologii, na gruncie badań genetycznych, czy poszukując indywidualnych reakcji pacjenta w chorobie, jak i na podejmowane leczenie. W naprotechnologii, dzięki pracom jej twórcy prof. Thomasa Hilgersa, mamy możliwość personalizacji w leczeniu niepłodności. Zaczyna się to już w momencie diagnostyki przyczyny niepłodności. Dzięki obserwacji cyklu według modelu Creightona uzyskujemy „rozszerzone badanie podmiotowe”, które daje nam znacznie większą ilość informacji od pacjenta niż badanie ginekologiczne przeprowadzone w tradycyjny sposób. Lekarz uzyskuje informacje z karty na każdym etapie leczenia, ma możliwość wglądu w to, co się działo z cyklem pacjentki przez wiele miesięcy, monitorowania indywidualnej reakcji na zastosowane leczenie. Tego odniesienia do fizjologii, patofizjologii danej kobiety brakuje współczesnym technikom leczenia niepłodności. Uważam, że mamy również większe możliwości niż  ginekolodzy zajmujący się w sposób tradycyjny leczeniem niepłodności, w zakresie badań hormonalnych, które wykonujemy, zwłaszcza oceny fazy lutealnej cyklu. Naprotechnologia proponuje szerokie spojrzenie na problem niepłodności, szukając jej przyczyn w różnych dziedzinach. To nie jest tylko „ginekologia”, ponieważ u pacjentek coraz częściej spotykamy się z sytuacją, kiedy powodem niepłodności są zaburzenia endokrynologiczne (tarczyca, przysadka mózgowa), czy nawet nieprawidłowa dieta, nietolerancje pokarmowe.

 

W naprotechnologii niezwykle istotne są też zabiegi chirurgiczne.

− Tak, to rzeczywiście bardzo ważny temat. Tym bardziej że wielu ginekologów, szczególnie w Polsce, odeszło od klasycznych technik chirurgicznych w zakresie leczenia niepłodności. Zauważam zresztą, że w dobie technik pozaustrojowych coraz częściej zarzuca się możliwości wykorzystywania technik chirurgicznych. Natomiast prof. Hilgers, który w sposób twórczy rozwinął metody znane 30 lat temu, jako wybitny chirurg wykorzystuje w leczeniu niepłodności zwłaszcza techniki mikrochirurgii (chirurgii jajowodów), wykorzystanie lasera w leczeniu endometriozy, techniki przeciwzrostowe. Wprowadzenie ich w Polsce może dać możliwość skutecznego leczenia dla wielu kobiet.

 

Sceptycy uważają, że naprotechnologia nie ma żadnej propozycji skutecznego leczenia męskiego czynnika niepłodności. Jak Pan ustosunkowuje się do tych zarzutów?

− To jest mit, który funkcjonuje w wielu wypowiedziach tych, którzy chcą zdeprecjonować naprotechnologię, twierdząc, że w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z niskimi parametrami nasienia męskiego, nic nie możemy zrobić. Jest wręcz przeciwnie, bo pierwszym krokiem, który można podjąć, to po prostu zacząć leczyć mężczyzn. Z konkretnych przykładów wielu moich pacjentów wynika, że wcześniej mieli oni zdiagnozowane nieprawidłowości w zakresie seminogramu, ale nie podejmowano u nich żadnej terapii. Tymczasem leczenie może dać kolosalną poprawę. A jeżeli do tego dołożymy rzetelną diagnostykę, leczenie u kobiety i uzyskamy optymalne warunki do poczęcia w cyklu, to wtedy, nawet przy niewielkim poprawieniu parametrów męskich, osiągamy sukces. Mamy obecnie w naszej przychodni pięć ciąż u par małżeńskich, u których bez powodzenia wykonywano zabiegi in vitro, wcześniej wielokrotne inseminacje, również inseminacje nasieniem dawcy, a przyczyną był właśnie czynnik męski.

 

A z czego w ogóle, Pana zdaniem, wynika ostrożność, z jaką odnosi się do naprotechnologii środowisko lekarskie?

− Bierze się to przede wszystkim z niewiedzy oraz sądzę, że z pewnych uprzedzeń wobec naturalnego planowania rodziny (NPR), uprzedzeń „antykościelnych”. Bardzo często bowiem metody naturalnego planowania rodziny są postrzegane jako coś „kościółkowego”, wyznaniowego, a nie naukowego. Właśnie z tej mentalności wynika powód deprecjonowania i lekceważenia naprotechnologii. Tymczasem należy mieć świadomość, że NaProTECHNOLOGY oparta jest na bardzo poważnym fundamencie naukowym, zajmują się nią lekarze ginekolodzy lub lekarze rodzinni po bardzo solidnym kształceniu. Naprotechnologia to wiedza czysto medyczna służąca diagnostyce i leczeniu. Podstawą diagnostyki jest model Creightona, którego nauczają instruktorzy po bardzo solidnych, 13-miesięcznych studiach podyplomowych zakończonych egzaminami. A jeśli nazywa się naprotechnologią coś, co nie jest oparte na modelu Creightona, co nie jest praktyką przekazaną przez prof. Hilgersa w jego podręczniku i publikacjach, to jest to nadużycie praw autorskich i zastrzeżonego znaku firmowego NaProTECHNOLOGY.

 

Powiedzmy trochę o najnowszych wynikach dotyczących skuteczności naprotechnologii.

− Na początku do naszych przychodni przychodzą ludzie na zasadzie szukania ostatniej deski ratunku, po wyczerpaniu wszystkich innych sposobów leczenia, także ci, którzy przeszli kilka nieudanych prób in vitro. Z pierwszych badań dr. Phile’a Boyle’a, europejskiego autorytetu w tej dziedzinie, przeprowadzonych w latach 1998−2002, a dotyczących skuteczności naprotechnologii u par małżeńskich, u których wcześniej wykonywane były, bez powodzenia, procedury in vitro, wynika, że uzyskiwał on ok. 30 proc. powodzenia. Obecnie, jak pokazuje najnowsza, przygotowana do publikacji praca dr. Boyle’a, wskaźniki te są coraz lepsze, tak że już u ok. 40 proc. takich małżeństw udaje się uzyskać urodzenie dziecka. Pokazuje to, że w ostatnich latach nastąpił wyraźny postęp w leczeniu niepłodności przy wykorzystaniu naprotechnologii.

 



Dr Maciej Barczentewicz − specjalista ginekolog położnik, prezes Fundacji Instytut Leczenia Niepłodności Małżeńskiej im. Jana Pawła II, kierownik Przychodni Specjalistycznej „Macierzyństwo i Życie” w Lublinie; mąż i ojciec 11 dzieci.

 


 



Dowiedz się więcej

Już w dniach 22–23 września w Poznaniu będzie możliwość posłuchania prof. Thomasa Hilgersa uczestniczącego w ogólnopolskiej konferencji. Odbędzie się ona w Centrum Kongresowo-Dydaktycznym Uniwersytetu Medycznego (ul. Przybyszewskiego 37a). 22 września o godz. 11 prof. Hilgers wygłosi wykład otwarty pt. „The New Women’s Health Science of NaProTECHNOLOGY”, natomiast 23 września o godz. 9 rozpocznie się kolejny wykład i debata publiczna z udziałem mediów pt. „NaProTECHNOLOGY czy in vitro?”. Wykłady będą tłumaczone symultanicznie na język polski. W sprawie odbioru bezpłatnych elektronicznych wejściówek organizatorzy konferencji proszą zwracać się pod adres e-mailowy: tpikula@ump.edu.pl.

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki