Logo Przewdonik Katolicki

Laleczka

Natalia Budzyńska
Fot.

Papusza była wybitną poetką cygańską. Jej wiersze przetłumaczono na wiele języków europejskich. Dziś polscy Romowie są z niej dumni, choć jako artystce nie było jej łatwo żyć w cygańskiej wspólnocie. Doświadczyła odrzucenia, umierała w sławie i nędzy.

 

 

 

 

Papusza w języku romskim znaczy „Laleczka”, tak nazywali Bronisławę Wajs rodzice. Nie wiadomo dokładnie, kiedy się urodziła, Cyganie nie przywiązywali w tamtych czasach aż tak dłużej wagi do dat, nie zapisywali ich też nigdzie. W przypadku Papuszy podaje się dwie daty: 17 sierpnia 1908 lub 10 maja 1910 r. Natomiast miejsce urodzenia jest jedno – Lublin. Tyle że Papusza urodziła się w czasach, gdy cygańskie tabory po prostu wędrowały, więc nie dziwmy się, że czasem twierdziła, że urodziła się w Grodnie.

Jej życie zapewne przebiegałoby zwyczajnie, jak jednej z wielu polskich Cyganek, gdyby nie pewien przypadek. Śpiewałaby dla siebie w czasie codziennych prac domowych, mówiłaby wierszem do męża, wróżąc, opowiadałaby poematy, i to wszystko. Chociaż tak naprawdę nie wiadomo do końca, bo wprawdzie za publikację i rozpowszechnienie jej wierszy odpowiedzialny jest „gadź”, czyli „obcy”, to jednak sama Papusza od dziecka nie była tylko zwykłą Cyganką.

 

Cyganka chce czytać

Tabor, w którym przyszła na świat Papusza, wędrował po ziemiach wschodnich: Podola, Wołynia i okolicach Wilna. Pochodziła z grupy etnicznej Polska Roma, czyli polskich Romów nizinnych. Była innym dzieckiem niż reszta cygańskiej gromady, miała inną wrażliwość. Sama nauczyła się czytać, a pomogła jej w tym mała Żydówka, która chodziła do szkoły. W tajemnicy Papusza wymieniała złapane kury na chwile nauki czytania.

Otóż, żem dobra dla ludzi i umiem czytać, to Cyganie ze mnie się śmieli i pluli na mnie... Co chcieli, to mówili na mnie, a ja im na złość czytałam jak najwięcej i wróżyłam dużo. Pluli na mnie, ale ja nieraz się zapłakałam i swoje robiłam, co mi się podobało. Zapisałam się do bibliotek i brałam jakiekolwiek książki, bo nie wiedziałam, jakie dobre, i tak już różniłam życie a życie. Prosiłam rodziców, żeby mnie dali do szkoły, ale nie chcieli słuchać: „No, będziesz pani nauczycielka”. I dałam spokój z tym, i tylko czytałam, czytałam, aż mnie oczy bolały – tak wspominała Papusza czas dzieciństwa.

Wydano ją za mąż normalnie, czyli wcześnie. Ona miała 16 lat, a jej mąż – Dionizy Wajs – ponad 40. Nie byli dobrym małżeństwem, chyba nie rozumiał jej artystycznej wrażliwości. Wajsowie byli muzykantami, grali na weselach, ciągle podróżowali. Papusza zajmowała się, jak inne kobiety, wróżeniem. Niestety, nie mogła zajść w ciążę, w końcu zdecydowała się więc zaadoptować dziecko. Jej syn, na którego mówiła Tarzan, nie był łatwym chłopcem i przysparzał rodzicom wiele problemów.

Po wojnie Papusza wędrowała z taborem po Ziemiach Odzyskanych. Jeden dzień zmienił jej życie: tabor odwiedził dwudziestokilkuletni mężczyzna, „obcy”. Chciał poznać życie Cyganów „od wewnątrz”, prosił o pozwolenie zamieszkania i życia z nimi przez jakiś czas. Był to Jerzy Ficowski, poeta zafascynowany kulturą cygańską. Przyjęty z życzliwością wędrował z taborem Papuszy.

 

Kara

Ficowski usłyszał, jak Papusza mówi w języku, którego nie rozumiał. Notował w zeszytach wszystko, co widział: tradycje, zwyczaje. Zauważył, że Papusza tworzy z głowy, tak od razu, swoje pieśni. Chcąc je zrozumieć, zaczął uczyć się języka romskiego, a Papuszę namawiał, żeby te swoje wiersze zapisywała. Kiedy Ficowski opuszczał tabor, poprosił Papuszę, żeby zapisała każdy kolejny wiersz i go mu przysłała. Zaprzyjaźnili się i rzeczywiście Papusza pisała do niego.

Był to czas, kiedy osiedliła się z rodziną w Żaganiu, a ostatecznie w Gorzowie Wielkopolskim. Pisała do Ficowskiego po romsku, a on tłumaczył jej poezję na polski. Pokazał te wiersze Tuwimowi, którt zafascynowany talentem Cyganki doprowadził do ich publikacji. Papusza z dnia na dzień stała się sławna. Niestety wtedy zaczął się też jej dramat. Tłumacząc bowiem Ficowskiemu znaczenia cygańskich słów i zgadzając się na przełożenie jej wierszy na język polski, przełamała bardzo silnie zakorzenione w kulturze romskiej tabu. Starszyzna uznała ją za godną potępienia. Nie wiadomo dokładnie, co działo się z Papuszą i jakie restrykcje spotkały ją ze strony współbraci. Ficowski bardzo cierpiał z tego powodu, choć ona nigdy nie miała do niego o to pretensji. Do końca życia mówiła o nim „Pszałoro” – Braciszek. Była świadoma, że jej wiersze mają dużą wartość i że nie robi żadnej krzywdy swojemu rodowi. Wiedziała jednak, że postąpiła wbrew wielowiekowym zwyczajom i musi za to ponieść karę.

 

Dramat kobiety, Cyganki i poetki

Żyła ze swoim mężem i adoptowanym synem bardzo ubogo, w ruderze, utrzymując się z wróżenia. Tuwim postarał się o honorarium dla niej i jakieś dotacje z Ministerstwa Kultury. Kiedy Ficowski opublikował w jednej ze swoich książek słownik polsko-cygański, wpadła w panikę, bała się i prosiła, aby spalił cały nakład. Wkrótce znalazła się w szpitalu psychiatrycznym. Dlaczego? Do dziś nie wiadomo na pewno. Niektórzy mówią, że faktycznie zachorowała, inni twierdzą, że te pobyty były związane z podreperowaniem jej stanu ogólnego, np. dożywieniu. Pod koniec życia a to była w szpitalu, a to odbierała kolejną nagrodę literacką czy brała udział w spotkaniach autorskich. Opiekowała się też starym mężem, zamykała się w sobie, miewała stany lękowe. Zmarła w 1987 r. w Inowrocławiu, gdzie zamieszkała ze swoją siostrą.

Nie pozostawiła po sobie dużej spuścizny literackiej, zaledwie 40 utworów zapisanych przez siebie własnoręcznie. Napisała je po cygańsku, nie znając zresztą zasad pisowni romskiej. Używała alfabetu polskiego. Pisała tak, jak mówiła, i nigdy swoich wierszy nie poprawiała. Nie stosowała interpunkcji i podziału na wersy – to była już interpretacja niedawno zmarłego Jerzego Ficowskiego. Pozostawiła też po sobie opisy swojego życia i listy do Ficowskiego.

Tak jedne, jak i drugie pisała po polsku. W swoich wierszach, o których mówiła, że to po prostu pieśni, pisała o dawnym wędrownym życiu. Z jednej strony postrzegała je – jak to normalnie bywa we wspomnieniach – jako piękne i romantyczne. Z drugiej jednak strony pisała o biedzie, poniewierce, głodzie. W tym kontekście uważała osiedlenie się jako coś dobrego i pozytywnego. A przecież doświadczała też dramatu zamknięcia w czterech ścianach, dramatu niemożności przystosowania się do życia w murach. Pisała też o czasach wojennych i gehennie ucieczek przed Niemcami i Ukraińcami. Pisała o tym, że czuje się Polką.

Od 1962 r. należała do Związku Literatów Polskich. Za życia opublikowane zostały dwa tomiki: Pieśni Papuszy w 1956 r. i Pieśni mówione w 1973. W 1996 r. rękopisy odkupiło od Jerzego Ficowskiego Ministerstwo Kultury i przekazało Stowarzyszeniu Twórców i Miłośników Kultury Cygańskiej w Gorzowie Wielkopolskim. Wiersze Papuszy przetłumaczono dotąd na języki: niemiecki, angielski, francuski, hiszpański, szwedzki, włoski. Obecnie powstaje film fabularny o życiu Papuszy i jej spotkaniu z Ficowskim, który reżyserują Joanna Kos-Krauze i Krzysztof Krauze.




 

Piosenka

Po wielu latach,
a może już niedługo, wcześniej,
twe ręce moją pieśń odnajdą.
Skąd wzięła się?
Czy w dzień, czy we śnie?
I wspomnisz, i pomyślisz
o mnie
– czy bajką było to,
czy prawdą?
I o moich piosenkach
i wszystkim
zapomnisz.

(z tomu Pieśni Papuszy)

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki