Logo Przewdonik Katolicki

Tandetne zabawki dla dorosłych

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Codzienna podróż do pracy mija mi w tramwaju. W tłoku mogę poczytać tylko uliczne billboardy i reklamy 3 sex-shopów i 1 agencji towarzyskiej. To tylko 11 przystanków.

 


 

Wielka awantura o sex-shop trwa w tych dniach w Świdnicy. Problemy zaczęły się wtedy, kiedy na zabytkowej kamienicy, w której właścicielka urządziła sklep, powiesiła różową diablicę. Najpierw mieszkańcy, a w końcu i kurator zabytków kazał zdjąć szyld, który szpeci. Właścicielka wymyśliła, że sprawę promocji rozwiąże potykacz, czyli reklama stojąca na chodniku i zachęcająca do wejścia. Przedstawiła urzędnikom kilka wersji potykacza i wreszcie na jedną się zgodzili. Nie jest różowa i nie ma na niej napisu „sex”. To ciekawe, że nie potrzeba w naszym kraju specjalnego pozwolenia na założenie takiej działalności, że sex-shop sam w sobie nie budzi kontrowersji urzędników, a jedynie sposób jego promowania.

 

Co na to prawo?

Sex-shopów, choć nie wprost, dotyka m.in. Kodeks karny w rozdziale Przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności. W paragrafach 1 i 2 czytamy, że „Kto publicznie prezentuje treści pornograficzne w taki sposób, że może to narzucić ich odbiór osobie, która tego sobie nie życzy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku” oraz „Kto małoletniemu poniżej lat 15 prezentuje treści pornograficzne lub udostępnia mu przedmioty mające taki charakter albo rozpowszechnia treści pornograficzne w sposób umożliwiający takiemu małoletniemu zapoznanie się z nimi,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.”

Powołując się na przytoczone paragrafy, nie można kwestionować samego istnienia sklepów z akcesoriami dla dorosłych. Uczepić można się co najwyżej prezentowania asortymentu na wystawach. Mieszkańcy Świdnicy też o to toczą bój. Świdnicka Straż Obywatelska wezwała właścicielkę do „usunięcia i zaprzestania eksponowania na witrynie sklepowej (…) materiałów i gadżetów o treści erotycznej i pornograficznej”. Wśród nich znajdowały się kajdanki, poduszki z pozycjami miłosnymi i gumowy biust.

 

Co na to Kościół?

W wielu wypadkach protestuje. Np. wtedy, gdy sklep znajduje się w pobliżu świątyni. Ma również prawo grzmieć z ambony wówczas, gdy wie o przykładnych parafianach spędzających wieczory na oglądaniu nagich tancerek. I wtedy, gdy jest przekonany, że przesadne otaczanie się gadżetami uprzedmiotawia.

Mijają się z prawdą ci, którzy oskarżają Kościół o namawianie do współżycia pozbawionego radości i finezji. Kto nie wierzy, niech przeczyta Pieśń nad Pieśniami. Poza tym obecnie to chyba właśnie Kościół jest trybuną, z której najczęściej słyszymy zachęty do zakładania wielodzietnych rodzin. Kto skończył IV klasę podstawówki wie, że dzieci nie przynosi bocian. Co więcej, nikt tak bardzo jak Kościół nie troszczy się o jakość miłosnego spotkania mężczyzny i kobiety. Gwarancją jakości jest tu czystość przedmałżeńska, na rzecz której „lobbuje” od tysięcy lat.

 

W Krakowie

Nie znam krakowskiego sex-shopu, który miałby ogrodzenie wspólne z plebanią, ale niejeden znajduje się w sąsiedztwie szkoły. Można na to nie reagować i czekać na dalszy rozwój wypadków. Jak długo? Zastanawiam się, co by musiało się wydarzyć, aby wzbudziło emocje. Może otwarcie sex-shopu podobnego do tego, który moja znajoma zobaczyła w Niemczech – wielkiego supermarketu, w którym zakupy pakuje się do ogromnego wózka?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki