Logo Przewdonik Katolicki

Jesteśmy szczęśliwi

Magdalena Guziak-Nowak
Fot.

Mają dom, o którym się marzy ciepły życzliwością, wypełniony śmiechem, po prostu rodzinny.


Mają dom, o którym się marzy – ciepły życzliwością, wypełniony śmiechem, po prostu rodzinny.

 

 

W przyszłym roku Gabrysia i Bartek Sobierajowie będą obchodzić ważną dla nich rocznicę. Minie 20 lat, odkąd wstąpili w szeregi oazowej młodzieży w Bielsku. To tam się poznali i dziś obydwoje bezspornie przyznają, że Ruch Światło-Życie jest ważną częścią ich życia, dał początek ich miłości i rodzinie. Rodzinie, która po ślubie powiększyła się o cztery pociechy. Piąta przyjdzie na świat w lutym.

Gabrysia zajmuje się domem. – Zostawiłam dobrze płatną pracę, bo cierpiała na tym nasza rodzina. Znajomi się dziwili, ale dla mnie nie było o czym dyskutować – mówi z wielkim przekonaniem. Bartek zajmuje się organizacją różnego rodzaju imprez. To też jego sposób na ewangelizację. – Od DJ-a wiele zależy. Na przykład to, czy ludzie wyjdą z imprezy pijani.

 

Docieranie

Spotkali się podczas rekolekcji pierwszego stopnia Ruchu Światło-Życie. On był animatorem, ona uczestniczką. – Bałam się Bartka. Swoją postawą budził respekt przed chłopcami i dziewczynami. Pamiętam, że nawet w sierpniu nie rozstawał się ze swoją skórzaną kurtką – z uśmiechem wspomina Gabrysia. – Później zaprosiłam go na moją studniówkę – listownie, bo bałam się zadzwonić. A po 4 miesiącach Bartek zapytał: „Wiesz, znamy się już 4 miesiące. Może byśmy zaczęli się docierać?” – Nie chciałem, żeby Gabrysia była MOJĄ dziewczyną, bo moje to mogą być skarpetki. Chciałem być z nią i jeszcze lepiej ją poznać.

Potem były studia. Chcieli się kształcić w tym samym miejscu. Wybrali Kraków. Gabrysia poszła na zarządzanie na Politechnikę Krakowską, a Bartek skończył malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych. W ich mieszkaniu wisi sporo obrazów, które wyszły spod jego pędzla. Pobrali się jeszcze na studiach, bo było im szkoda czasu na nieustanne dojeżdżanie do siebie. Przed obroną magisterki Gabrysi po raz drugi zostali rodzicami – Ania ma dzisiaj 8 lat. Wcześniej na świat przyszła Gosia, dziś 9-letnia panienka. Rozkoszny „dobry duszek” rzucający się wszystkim na szyję ma na imię Marysia i ma 5 lat. Najmniej rozmowny – póki co – jest Maksiu. Może dlatego, że ma tylko 17 miesięcy.

 

Ważna wspólnota

Po skończonych studiach, jak wielu młodych, wpadli w wir codziennych obowiązków. Pięć lat po odejściu od ołtarza po złożeniu przysięgi, pojawił się kryzys: problemy w komunikacji, wzajemne niezrozumienie, ucieczka w pracę – Bartek wychodził z domu, ja zostawałam sama i nie radziłam sobie z opieką nad dziećmi i z innymi obowiązkami – wspomina żona. – Gdy stwierdziliśmy, że sami nie rozwiążemy naszych problemów, trafiliśmy do wspólnoty Kościoła Domowego, który jest kontynuacją młodzieżowej oazy. Tam znaleźliśmy swoje miejsce.

 

Coaching biblijny

Przynależność do katolickiej wspólnoty daje im wsparcie i podsuwa pomysły na kształtowanie relacji z Bogiem i sobą nawzajem. Gabrysia i Bartek rozważają Pismo Święte – to tzw. Namiot Spotkania. Kiedy się poznawali, po przeczytaniu Słowa Bożego spisywali swoje refleksje i wymieniali się nimi. – Motywowaliśmy się wzajemnie w dbaniu o naszą religijność. Dziś można by to nazwać modnym słowem coaching (ang. trenowanie) – mówi Bartek.

Obecnie ich życie duchowe toczy się w rytmie dialogów – rozmów ze świadomością, że podczas ich trwania jest obecny Bóg. W specjalnym zeszycie spisują najważniejsze decyzje, notują, z jakimi spotykają się problemami i postanawiają, jak im zaradzić. Bartek: – To bardzo pouczające, bo po pierwsze każdy następny dialog zaczynamy od weryfikacji postanowień z poprzedniego. Czy zrobiliśmy to, co zaplanowaliśmy? Czy zaradziliśmy kłopotom, które się pojawiły? Poza tym dzięki dialogom widzimy, że idziemy do przodu, rozwijamy się, a nie stoimy w miejscu. Gdy zerkniemy do zeszytu i przypomnimy sobie, z jakimi trudnościami musieliśmy się zmierzyć np. dwa lata temu, uśmiechamy się teraz, bo wydaje nam się to błahe. To daje nadzieję na przyszłość, że to, co dziś nas przerasta, kiedyś stanie się historią.

Poza tym mają wspólnego spowiednika. Są również modlitwa wspólna, osobista, z dziećmi, coroczne dwutygodniowe rekolekcje, nocne odwiedziny całodobowej kaplicy wieczystej adoracji w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach i coroczne „wczasy bez komórek – całą rodziną, najczęściej we Włoszech – ulubionym miejscu, które poza sezonem kosztuje tyle co Polska.

I jeszcze styl życia. – Jeśli jestem katolikiem, nie będę żyć w defensywie: wstydzić się przeżegnać w miejscu publicznym, śpiewać w kościele, bo to „obciach”, wstydzić się swojej wiary, żony, bycia ojcem. To bez sensu. Ja na tapecie w telefonie komórkowym mam twarz Chrystusa.

 

7 x „tak”

Rodzice: – Nigdy nie uczyliśmy dzieci pacierza. Gdy widziały nas klęczących, same przychodziły i było to naturalne. Jakiś czas temu nastąpił w nas przełom. Może się wydaje, że to powinno być oczywiste, ale dopiero 2-3 lata temu uświadomiliśmy sobie, że wszystko ma sens, że Bóg naprawdę istnieje.

Dzieci: – Rodzice uczą nas, że co tydzień powinniśmy chodzić do kościoła i regularnie do spowiedzi. Uczą nas też kultury osobistej, żebyśmy mówili nauczycielom „dzień dobry” i „do widzenia”. Mówią, że w życiu nie może być dla nas najważniejszy telewizor, laptop i GPS (dla taty), ale Pan Bóg i rodzina. Zamiast siedzieć przed komputerem można wyjść z bratem czy koleżanką na spacer.

Na zakończenie pytam jeszcze każdego z osobna, czy czuje się szczęśliwy w rodzinie Sobierajów. Pada pięć „tak”. Gdyby Maksymilian i dzieciątko w brzuchu mamy umieli mówić, pewnie odpowiedzieliby to samo.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki