Logo Przewdonik Katolicki

Fiordy, renifery i... trampoliny

Ks. Piotr Gąsior
Fot.

Tam, gdzie nie kradną, kierowcy ustępują pierwszeństwa pieszym i wszędzie są ubikacje również dla osób niepełnosprawnych.

 

 

Ale tu pięknie

Wyprawa do Norwegii otwiera nas na rzeczywistość, o której być może już nawet nie marzyliśmy, że się nam kiedykolwiek przytrafi. Przede wszystkim niesamowity krajobraz. Fiordy długie na kilkadziesiąt kilometrów. Można wokół nich podróżować, upajając się widokami, które zapierają dech w piersi. Już dawno nie powtórzyłem tylu aktów strzelistych na cześć Boga za piękno dzieła stworzenia. Szum wodospadów wpływających niejednokrotnie wprost do morza wręcz woła o zatrzymanie się i kolejne zdjęcie. Dlatego karta pamięci 2 GB to minimum na taki wyjazd. W górach nigdy nietopniejący śnieg, a w wyższych partiach trasy bandy śnieżne pozostałe jeszcze po zimie. Zaś tyczki sygnalizacyjne, gdzie kończy się pas jezdni, jakieś takie nieproporcjonalne do naszych, bo nawet czterometrowe. Natomiast za kołem podbiegunowym wjeżdżamy w obszary, gdzie króluje jedynie wiatr, a w niektórych rejonach miliony czy wręcz miliardy komarów i meszek.

 

Nikt nie trąbi

Tabuny kamperów, hordy motocyklistów i pojedynczy śmiałkowie na bicyklach. Wszyscy „gnają” z południa na północ, a potem drogami lub promami z powrotem. Autokary mają z reguły w rejestracji literkę D. Wiadomo, emeryta niemieckiego stać na takie wojaże, więc dlaczegóż miałby z nich nie korzystać. Kierowcy norwescy jeżdżą szybko, ale mają zakodowane, że pieszy i rowerzysta to „rzecz” święta. Kto ich tak wychował, że widząc podchodzącą osobę do przejścia już z daleka zwalniają i nie przejadą pasów póki ostatni pieszy nie przejdzie na drugą stronę? Skąd u nich tak wysoka inteligencja jazdy po w gruncie rzeczy bardzo wąskich, nabrzeżnych lub górskich odcinkach dróg, kiedy to wyprzedzając jednoślad zjeżdżają praktycznie na drugi pas, a nie mogąc tego uczynić, cierpliwie czekają,  redukując swoją prędkość i broń Boże nigdy nikogo nie popędzając trąbieniem. Jesteśmy im za to wdzięczni i dlatego postanawiamy, że według tego samego stylu będziemy jeździć po Polsce.

 

„Krioterapia”

Wiadomo, miło jest odpoczywać, kiedy świeci słoneczko i można cieszyć się światłem niemal przez 24 godziny na dobę. Ale przyroda ma również drugie pochmurne i deszczowe oblicze. Nam przytrafiło się w krainie baśniowych trolli jedno i drugie. Gdy podjeżdżaliśmy słynną „Drogą  Orłów”, termometr wskazał prawie 40 stopni Celsjusza. Sytuacja powtarzała się wielokrotnie, więc uzupełnianiu płynów nie było końca. A gdy zabrakło napojów w bidonach, nie zawahaliśmy się sięgnąć po wodę życia spływającą wprost z gór. Inne okoliczności spotkały nas w drodze na Przylądek Północny, gdy trzęśliśmy się z zimna, osłaniali przed strugami deszczu i nerwowo wypatrywali kolejnych zakrętów zanurzonych w mgielnej bieli. Na szczęście sieć campingów i domków do wynajęcia tzw. hytter jest bardzo duża. Zawsze znajdziemy tam jakiś suchy kąt albo przynajmniej skrawek ziemi do rozbicia namiotu. Zresztą nawet przydrożne parkingi mają doprowadzoną ciepłą wodę, zawsze papier toaletowy i standartowo specjalną ubikację dla osób niepełnosprawnych. U nich jest to już normalne…

 

Kult sportu?

Odległości pomiędzy osadami są w Norwegii znaczne. Przejeżdżając przez niektóre wsie ma się wrażenie, jakby tam nikt nie mieszkał. Oczywiście to tylko złudzenie. Ktoś przecież musi wyprowadzać zwierzęta na wszechobecne pastwiska. Słyszałem, że współcześni pasterze z północy odszukują swoje renifery przy pomocy sygnału wysyłanego przez zamontowany przy obroży przywódcy stada nadajnik. Drugim, współczesnym „symbolem” miejscowości tegoż kraju są… trampoliny. Mają je w swoich ogródkach prawie wszyscy. Były na wyprzedaży – śmiejemy się – a może przeprowadzono specjalną kampanię reklamową, wedle której skaczący regularnie będą żyli o sześć miesięcy dłużej. Oprócz tego nieraz widzieliśmy żwawo biegających siwowłosych ludzi uprawiających na specjalnych rolkach narciarstwo czy wyprzedzających nas bez żadnego bagażu kolarzy. Albowiem oni uwierzyli, że sport to zdrowie i każdy Norweg przynajmniej w jednym obcym dla siebie, czyli angielskim języku to powie.

 

Nie twoje – nie rusz!

Wybierając się do Norwegii trzeba być przygotowanym na jeden podstawowy szok – ceny. Żywność jest bardzo droga. Inne towary czy usługi mniej więcej trzy, cztery razy droższe od naszych. I dlatego wyobrażamy sobie, że kiedy turyści norwescy przyjeżdżają w nasze strony, to dla nich wszystko jest „tanie jak barszcz”. Ze sklepami nie ma żadnych problemów. W większości są samoobsługowe, a poza tym – jak już wspomniałem - każda ekspedientka rozumie po angielsku. Jedynie bliżej Nordkapp sieć handlowa jest już o wiele, wiele słabsza. Zdarza się, że od jednego do drugiego punktu jest aż 50 kilometrów. Dla automobilisty to pestka. Dla rowerzysty niekoniecznie. Od czasu do czasu natrafialiśmy na wystawiane przy drogach owoce. Można było je wziąć zostawiając w niezamykanym pojemniku stosowną kwotę. I tak rzeczywiście ludzie czynią. Nikomu nawet do głowy nie przyjdzie, żeby nie zapłacić lub zabrać leżące korony. Identyczna sytuacja jest z towarem eksponowanym na zewnątrz czy przesyłką pocztową przywiezioną pod nieobecność domowników. Leży przez cały weekend przed sklepem lub drzwiami i nikt niczego nie ruszy.

 

Jak rekolekcje

Katolików jest tam niecały procent. Dominuje luteranizm. Świątynie tu i ówdzie można jeszcze spotkać, lecz kapliczek czy przydrożnych krzyży praktycznie nie ma. Z prywatnego doświadczenia możemy powiedzieć, że pobyt w tej naprawdę pięknej części Europy można  przeżyć jako swoiste rekolekcje. Cisza wieczorów, urzekające zachody i niedające się opisać wschody słońca, nieogarnięte przestrzenie, majestat gór, bogactwo flory i fauny, ekspresja innych zjawisk przyrodniczych – to wszystko inspiruje do pytań o sens życia i dobroć okazaną ludziom przez Pana Boga. Po wtóre: inżynieria dróg, mostów, górskich i podmorskich tuneli, funkcjonowanie promów i lotnisk, wykorzystanie energii słonecznej, wodnej czy bogactwa ropy naftowej – to z kolei zastanawia, kim jest człowiek i jakie w nim jeszcze drzemią możliwości. Dlatego uważamy, że do Norwegii naprawdę warto pojechać, lecz przywieźć coś więcej niźli tysiące elektronicznych fotek czy poroże ze starego renifera.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki