Logo Przewdonik Katolicki

Renifery przywożą autonomię

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Lapończykami zwykło nazywać się mieszkańców najdalej na północ wysuniętej części Europy. Oni sami jednak nie lubią tego określenia, uważając je za obraźliwy epitet. Wolą nazywać się Samami - mieszkańcami kraju Sapmi. Warto o tym pamiętać, szczególnie dziś, gdy poczucie narodowej odrębności Samów jest rozbudzone jak nigdy wcześniej. Powodem tego jest deklaracja o samostanowieniu,...



Lapończykami zwykło nazywać się mieszkańców najdalej na północ wysuniętej części Europy. Oni sami jednak nie lubią tego określenia, uważając je za obraźliwy epitet. Wolą nazywać się Samami - mieszkańcami kraju Sapmi. Warto o tym pamiętać, szczególnie dziś, gdy poczucie narodowej odrębności Samów jest rozbudzone jak nigdy wcześniej. Powodem tego jest deklaracja o samostanowieniu, którą niedawno ogłosili przywódcy Samów zamieszkujących cztery kraje Europy Północnej.


Laponia kojarzy się z krainą świętego Mikołaja, reniferami i zorzą polarną. I na tym właściwie kończy się powszechna wiedza na temat kraju Sapmi. A tymczasem Samowie to jeden z najstarszych ludów europejskich - potomkowie przedindoeuropejskiej ludności żyjącej tam od 10 tys. lat, czyli od momentu ustąpienia lodowca. Samowie to także oryginalna kultura - odrębny język oraz niepowtarzalna muzyka, nierozerwalnie związana z pięknem natury, a lapońska pieśniarka Mari Boine Persen to światowa gwiazda muzyki etnicznej i najlepszy ambasador swojego małego narodu.

Renifer dobry na wszystko


Tradycyjnie Samowie żyją z hodowli zwierząt, myślistwa i rybołówstwa, uprawy roli oraz rękodzielnictwa. Ta ostatnia dziedzina w połączeniu z gwałtownym rozwojem turystyki stanowi dziś coraz bardziej istotną część dochodów lapońskich rodzin.
Zawsze jednak życie Samów związane było przede wszystkim z reniferami. Jedli ich mięso, pili mleko, wykorzystywali futra, tłuszcz i kości. Przez stulecia wędrowali ze swoimi stadami, a zmiana pastwiska z zimowych na letnie wyznaczała rytm ich życia. Dziś czynią tak nieliczni, większość od dawna prowadzi całkowicie osiadły tryb życia.
Tradycyjne osadnictwo Samów obejmuje tereny czterech państw: Norwegii, Szwecji, Finlandii i Rosji. Jednak Samowie, jako ludność rdzenna, zamieszkiwali te obszary na długo przed tym, nim zostały one podzielone przez granice państwowe.
Nie wiadomo też dokładnie, jak liczną stanowią populację.
- Oni sami mówią, że jest ich 70-80 tys. Myślę, że realna jest połowa tej liczby. Trudno tutaj o precyzyjne dane, ponieważ wielu z nich całkowicie się zasymilowało. Dziś niewielu Samów prowadzi tradycyjny koczowniczy sposób życia - mówi prof. Bernard Piotrowski z Zakładu Historii, Kultury i Literatur Skandynawskich UAM.
Jednym z najważniejszych czynników umacniających poczucie odrębności Samów jest język wywodzący się z rodziny ugrofińskiej. To dlatego ich mowa jest całkowicie niezrozumiała dla przeciętnego Norwega czy Szweda.
Samowie mają swoje własne święto narodowe (6 lutego - pamiątka pierwszego kongresu Samów w 1917 roku), flagę, pieśń narodową, a przede wszystkim parlament skupiający przedstawicieli Samów z czterech zamieszkiwanych przez nich państw.
To właśnie ten organ podczas lutowych obrad w szwedzkiej miejscowości Jokkmok ogłosił, że Szwecja, Norwegia, Finlandia i Rosja "zobowiązane są uznać i zapewnić prawa rdzennej ludności Samów, w tym historyczne prawa do ziemi, akwenów wodnych i źródeł naturalnych".
- Moim zdaniem mówienie o nich, jako o osobnym narodzie, jest jednak trochę na wyrost. Owszem, mają odrębny język, odrębne dzieje, własny parlament, ale nie tworzą jakiejś wspólnoty ekonomicznej. To taki niedokończony naród, choć jednocześnie coś więcej niż grupa etniczna - uważa prof. Piotrowski.

Królewskie wyrzuty sumienia


Przez stulecia "higieniczni i ekologiczni" Skandynawowie programowo ignorowali istnienie Samów jako niezależnego narodu. Bogatsi, lepiej rozwinięci, z łatwością potrafili podporządkować sobie "dzikusów z Północy".
W Norwegii i Szwecji - szczególnie w XIX wieku - prowadzona była bezwzględna polityka kolonizacji i asymilacji Samów.
Przyznał to sam norweski monarcha Harald V, który podczas oficjalnego otwarcia w 1997 roku Samediggi (parlamentu narodu Samów), powiedział: "Państwo norweskie powstało na terytorium dwóch narodów - Samów i Norwegów. Historia ludu Samów jest nierozerwalnie związana z historią Norwegów. Dzisiaj w imieniu państwa wyrażamy nasz żal, że z powodu twardej państwowej polityki norwegizacji, naród Samów spotykała niesprawiedliwość".
Polityka wobec norweskich Samów zmieniła się dopiero po zakończeniu II wojny światowej. W 1974 roku utworzono Fundusz Rozwoju Samów, a dwa lata później ustanowiono Porozumienie ds. Hodowli Reniferów. W latach 80. powstał Komitet Praw Narodu Samów oraz Komitet Kultury Samów. Konsekwencją tego było przyjęcie ustawy o utworzeniu Samediggi (parlamentu narodu Samów) oraz ustawy regulującej ich status prawny.
No i wreszcie najważniejsza rzecz. W 2000 roku parlament norweski ustanowił fundusz dla ludności Samów. Pieniądze z funduszu przeznaczane są na działania mające wspierać rozwój języka, kultury i stylu życia Samów, a także być zbiorczą kompensacją za szkody i niesprawiedliwości, jakie spotkały Samów w latach minionych. Co roku też norweski rząd przeznacza kilkaset milionów koron norweskich na inne potrzeby Samów.

Szwed niereformowalny


W sąsiedniej Szwecji tak pięknie już nie jest. Tutaj również działa parlament Samów - Sametinget - ale we wszystkich najważniejszych kwestiach jest on podległy szwedzkiemu rządowi.
W Szwecji przez stulecia Samowie uważani byli za przedstawicieli niższej cywilizacyjnie i kulturowo "rasy wymierającej". Obowiązywało hasło: "Lapończyk ma być Lapończykiem". Przeciętny mieszkaniec Laponii miał uganiać się za swoimi reniferami, dziergać kolorowe stroje i pod żadnym pozorem nie wykazywać wyższych aspiracji. Nawet dzieci Samów jeszcze do II wojny światowej nie mogły chodzić do szwedzkich szkół. Jeszcze wiele lat później zakazywano im używania własnej - z takim trudem pielęgnowanej - mowy.
Szwedzcy Samowie zaczęli organizować się w latach 70. Od tego czasu żądają uznania ich za ludność rdzenną, tak jak traktuje się ich w Norwegii i Finlandii. Status ten daje im możliwość odzyskania kontroli nad ziemiami przodków. Sami chcą administrować swoją ziemią i sami pobierać podatki. Te ziemie do 1846 roku należały do Samów. Potem byli z nich stopniowo usuwani, a nawet okradani w majestacie prawa.
Samowie chcą też przerwania karczowania lasów i eksploatacji obszarów leżących na północy Szwecji, a także przywrócenia utraconego w 1993 roku prawa do polowań i połowu ryb na terytoriach górskich oraz swobodnego wypasu reniferów. Tamten zakaz uderzył w ekonomiczne podstawy ich bytowania.
Domagają się także przeprosin za wszelkie krzywdy doznane ze strony Szwedów oraz rekompensat za wielowiekowe eksploatowanie ich terenów.
Niestety, choć Samowie mają w Szwecji status mniejszości narodowej, ich prawa do administrowania ziemiami przodków są cały czas ignorowane. Ale i tak mogą liczyć na znacznie więcej niż ich rodacy zamieszkujący Rosję. Ci, póki co, nie mają jakichkolwiek praw. Lapoński sen o niepodległości trwa więc nadal.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki