Logo Przewdonik Katolicki

Egzotyka wielodzietności

Bogna Białecka
Fot.

Historia Joanny, część IMamy trzech chłopców w wieku: 5,3 i 1 rok. Moja mama, gdy dowiedziała się o trzeciej ciąży, powiedziała tylko: Jak chcesz mieć tyle dzieci, to sobie sama radź!. I radzę sobie... cdn.Joanna


Historia Joanny, część I

 

Mamy trzech chłopców w wieku: 5,3 i 1 rok. Moja mama, gdy dowiedziała się o trzeciej ciąży, powiedziała tylko: „Jak chcesz mieć tyle dzieci, to sobie sama radź!". I radzę sobie...

cdn.

Joanna

 

Doświadczenie wielu rodzin wielodzietnych. Wraz z trzecim, czwartym, kolejnym dzieckiem rodzina (rodzice, teściowie, rodzeństwo) coraz bardziej się odsuwa. Bo i zaprosić na obiad – teraz drogo, pojawia się też lęk przed byciem wykorzystywanym...

 

Ania i Tomek mają rodziców od początku deklarujących pomoc z dziećmi. Gdy urodził się wnuk, wyrywali go sobie wręcz nawzajem, robiąc grafik opieki z podziałem na dni tygodnia. Rodzice malucha musieli wręcz toczyć boje, by pobyć z synem sam na sam. Przy drugim wnuku sytuacja się trochę unormowała, można było dziadków obdzielać na zmianę. Przy bliźniętach sprawa się skomplikowała. Dziadkowie chcieli i owszem czasem je przygarnąć, ale osobno, a chłopcy bardzo do siebie przywiązani ryczeli wniebogłosy, gdy ich rozdzielano, szlochając żałośnie przez większość wizyty. Gdy urodziła się córeczka, dziadkowie zjednoczeni (mimo wzajemnej wcześniejszej niechęci) przeciw swym dzieciom oznajmili uroczyście, że nie dadzą się wmanipulować w opiekę nad rosnącą czeredą. „Jak jesteście tak nieodpowiedzialni, żeby sobie tyle dzieci narobić, to się teraz nimi zajmujcie". W rezultacie niemal zerwali kontakty.

 

Nieoczekiwane źródło problemów

 

Osoby pracujące w poradniach przedmałżeńskich i rodzinnych opowiadają, że wbrew pozorom wcale nierzadko narzeczeni deklarują otwartość na życie, przyjęcie daru wielu dzieci. A jednak już po drugim dziecku rozpoczyna się ze strony rodziny nagonka: "Tacy młodzi, a tak nieodpowiedzialni, nie macie domu, samochodu, za co chcecie te dzieci wykształcić..."  i oczywiście nieodłączne: "Nie liczcie na to, że będziemy dali się wykorzystywać jako bezpłatne niańki!".

 

Racjonalnie rzecz biorąc, pomoc jest potrzebna, gdy pojawia się tych dzieci więcej. Gdy np. jedno dziecko choruje, drugie trzeba zawieźć na olimpiadę naukową, trzecie ma skomplikowane zadanie domowe, a czwarte jest właśnie do odebrania z końca miasta, bo był wypadek i tramwaje nie kursują. Różnica polega może na tym, że przy jedynaku "opieka" polega na spacerze po ZOO, a przy wielu na gotowości do wytarcia nosa i zaprowadzenia do lekarza.

 

Racjonalnie rzecz biorąc, dziadkowie powinni cieszyć się, że oto wzrasta ich szansa na opiekę na starość, że będzie miał ich kto odwiedzić, obiad ugotować i pomóc finansowo, jeśli emerytura przestanie wystarczać na leki.

 

Emocjonalnie – powinni pękać z dumy i zachwytu obsypani laurkami i pieszczotami na Dzień Babci i Dziadka, otrzymując stos ręcznie robionych prezentów pod choinkę i patrząc na rosnącą kolekcję przepięknych zdjęć.

 

Dlaczego tylu ludzi zamiast cieszyć się, że dobrze wychowali swe dzieci i zamiast zamknąć się w egoizmie decydują się obdarzyć miłością tylu nowych ludzi – zamiast tego żałują, że ich dzieci się "nie dorobiły", że nie mają lepszego telewizora, samochodu, wakacji...  Nie potrafią się cieszyć ze szczęścia z nowego dziecka, nowej osoby do kochania.

 

 

Czy rodzina może na mnie liczyć?

 

Dla mnie to punkt podstawowy rachunku sumienia. Czy potrafię cieszyć się z nowego życia? Czy potrafię z miłością przyjąć, zachęcać i pomagać rodzinie, gdy pojawiają się w niej nowe dzieci? Czy jestem rzeczywistą pomocą i wsparciem (także emocjonalnym), czy zgorzkniałym człowiekiem złym na płodnych małżonków, że nie spełniają moich  marzeń o dobrej pracy, luksusie, wakacjach za granicą...

 

Zastanówcie się, czy nie zabijaliście w swych dzieciach wspaniałomyślności i piękna ofiary, odradzając im wielodzietność, wyśmiewając wielodzietność, czy grożąc izolacją, jeśli się na wielodzietność zdecydują? Bo nie każdy będzie tak odważny i bezkompromisowy jak Joanna i jej mąż.

 

A Ania i Tomek? Dają radę. Żałują?

- Gdy patrzę na Zosię, wiem, że było warto. Po tych wszystkich chłopakach jest uroczym, egzotycznym  kwiatkiem. A chłopcy uczą się dzięki niej delikatności. Stali się tacy bardziej opiekuńczy, rycerscy wręcz. I okazało się, że najstarszy z wielką chęcią zajmuje się młodszymi, potrafi i ukołysać Zosię, i naprawić autko Filipowi. Młodsi synowie mówią mu "szeryfie" i okazuje się, że poza sytuacjami podbramkowymi radzimy sobie bez pomocy z zewnątrz. A w sytuacjach podbramkowych pomagają nam chrzestni dzieci. Żal mi naszych rodziców, ich lęku i w gruncie rzeczy egoizmu, który nie pozwala im się cieszyć wnukami. Żal mi starszych synów, którzy tęsknią za dziadkami. A jednak, gdybyśmy wiedzieli, jak się nasze dzieje potoczą – zrobilibyśmy to samo.

Tomek

 

Historia Joanny – część II

Od pewnego czasu jednak moi rodzice zaczęli przychodzić do nas częściej, bo "chłopcy tacy fajni". Nasz wówczas 2,5-latek sam nauczył się czytać, najstarszy ładnie rysuje, pięknie opowiada. A najmłodszy to najukochańszy wnuczek, gdy zobaczy dziadka, to wyciąga ręce. I dziadek już ugotowany. Ostatnio usłyszałam od mojej mamy, że mnie podziwia, że dzieci tyle umieją, dom posprzątany, obiad ugotowany, a ja mam czas jeszcze na czytanie książek...
Wszystko zależy od organizacji.

Joanna


 

 


Z dyskusji "Czy propagujecie wielodzietność w swoich środowiskach?

wielodzietni.org

 

Wystarczy chyba do promocji własny przykład.  Wiele osób pyta mnie, jak sobie daję radę, bo oni z jednym, dwójką czy trójką nie mogą sobie poradzić. Niezmiennie odpowiadam, że widocznie mają za mało dzieci.  Spotykam się z różnymi komentarzami, ale ostatnio tych negatywnych jest jakby nieco mniej. Częściej słyszę, że ktoś żałuje, że nie miał jeszcze co najmniej jednego dziecka.

Jadwiga

 

Moja koleżanka stwierdziła kiedyś, że marnuję swoje zdrowie będąc w 6. ciąży. Ona traci zdrowie pracując od 7 rano do 20 wieczór. A ja się pytam: dlaczego lepiej tracić zdrowie dla firmy niż dla dzieci? Czy tylko dlatego, że więcej pieniędzy się za to dostaje? Jeśli starcza mi tyle, ile mam, to po co mi więcej?

Ata

 

Otóż ja jestem najlepszym przykładem, że to działa! Mam co prawda tylko (albo aż) trójkę dzieci (ale nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa). Ale ad rem - mnie "namówił" mój mąż, który ma 4 braci (sam jest bliźniakiem). Sama nigdy wcześniej (zanim go poznałam) nie widziałam się w takiej roli. Ale widząc jego rodzinę, stosunki, jakie tam panują, czując na własnej skórze tę atmosferę, nie mogłam się oprzeć.
Także moim zdaniem najlepszą "propagandą" jest nasze własne życie - patrząc na nas (Was), wielu ludziom może się w głowie "poukładać", tak jak poukładało się mnie.

Gossia

 

 

 


"Materiał przygotowano przy wsparciu finansowym Unii Europejskiej.

Wyrażone w nim opinie w żaden sposób nie odzwierciedlają oficjalnego stanowiska

UE".

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki