Logo Przewdonik Katolicki

Andżelika bez "d"

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

To w sumie dość tajemnicza sprawa; Andżelika Borys, twarda jak skała szefowa Związku Polaków na Białorusi, zrezygnowała z kierowania ZPB. Bez podania żadnych konkretnych przyczyn.

Borys oświadczyła jedynie, że jej rezygnacja motywowana jest względami osobistymi. – To moja własna, niewymuszona decyzja – stwierdziła „ikona” białoruskiej Polonii. Na nic zdały się próby nakłonienia jej do odwołania rezygnacji, podejmowane przez najbliższych współpracowników ze Związku. Kilka dni później Borys potwierdziła zresztą, że jej decyzja jest ostateczna. - Nie mamy powodu jej nie wierzyć, skoro wierzyliśmy jej tyle lat – skomentował ten fakt przewodniczący Rady Naczelnej ZPB Andrzej Poczobut.

Andżelika Borys pozostanie jednak nadal członkiem Związku, ale raczej już tylko tytularnym. Jej współpracownicy poinformowali bowiem, że była szefowa ZPB zamierza podjąć studia doktoranckie w Polsce. Pytanie tylko, czy to aby na pewno główny powód jej rezygnacji?

 

Trzy hipotezy

Tak po ludzku patrząc, Andżelika Borys miała prawo być zmęczona tym wszystkim, co działo się wokół niej w ciągu ostatnich kilku lat: nieustannymi zatrzymaniami, przesłuchaniami, 24-godzinnymi aresztami, niezliczoną ilością upomnień, kolegiów i innych kar, którymi mogłaby chyba wytapetować całe swoje grodzieńskie mieszkanie. Odkąd bowiem w 2005 roku wybrana została na prezesa Związku Polaków na Białorusi, trwa jej nieustanny korowód prawno-siłowy z białoruską władzą. Reżim Łukaszenki nie uznał wówczas legalności wyboru Borys i zaczął prewencyjnie gnębić nową przywódczynię Związku. Szukano najdrobniejszych niedociągnięć i nieścisłości, a z braku takowych fabrykowano fikcyjne zarzuty. Jednocześnie zaś Mińsk ostentacyjnie popierał powołany przez siebie odłam ZPB, z lojalnymi wobec Łukaszenki działaczami polonijnymi.

Wszystko to rozgrywało się według scenariusza znanego z „najlepszych” lat ZSRR. Zaczęło się więc od medialnego ostrzału artyleryjskiego: Andżelika Borys oskarżana była m.in. o współpracę z zachodnim wywiadem, szpiegowanie na rzecz Polski, chęć oderwania Grodzieńszczyzny i przyłączenia jej do Polski, a nawet zamiar wywołania ogólnonarodowej rewolucji. W ślad za tym posypały się kontrole i kary finansowe. Przykładowo na początku maja br. komornicy opieczętowali i wywieźli z jej mieszkania część mienia ruchomego, jako zabezpieczenie na poczet sądowych kar. Tylko w ostatnich kilku miesiącach Borys ukarana została bowiem grzywną w wysokości 4,2 mln rubli białoruskich (ok. 4200 zł) za „nielegalną działalność charytatywną” (czyli kierowanie spółką „Polonica”, pozyskującą środki na finansowanie polskiego szkolnictwa na Białorusi) oraz karą miliona rubli (ok. 1000 zł) za udział w marcowym „nielegalnym wiecu” przed Domem Polskim w Grodnie w rocznicę wywózek Polaków na Sybir.

Do tego wszystkiego doszło jeszcze polowanie z nagonką na samą „Polonicę”, stanowiącą główne źródło finansowania działalności ZPB, którego celem było doprowadzenie do finansowego upadku spółki. W efekcie suma kar nałożonych na „Polonicę” wynosi dziś ponad 40 tys. dolarów. Białoruscy Polacy nie mają jednak finansowych możliwości, aby zapłacić tak dużą sumę pieniędzy. Majątek spółki przejęli więc komornicy.

Czarę goryczy mogło także przepełnić niedawne siłowe odebranie przez białoruskie władze Domu Polskiego w Iwieńcu – jednej z ostatnich placówek znajdujących się jeszcze we władaniu „nielegalnego” ZPB. Najbliżsi współpracownicy Borys przyznają zresztą, że od dłuższego czasu szefowa Związku była coraz bardziej zmęczona atmosferą nieustannej nagonki, presji oraz szykanowania i podobno przyznała, że decyzja o jej rezygnacji wynika częściowo właśnie z tych względów. Ciągłe napięcie, nerwy, odpieranie kolejnych bezsensownych zarzutów - w końcu nie wytrzymała i powiedziała „dość”. I właśnie ta hipoteza wydaje się dziś najbardziej prawdopodobna.

Inna plotka głosi jednak, że Borys została po prostu złamana przez białoruskie specsłużby przy pomocy starej wypróbowanej metody „haków”. Tamtejsze KGB szukało tak długo, aż znalazło w końcu coś, co pozwoliło im zaszantażować Panią Prezes i zmusić ją do „dobrowolnej” rezygnacji z zajmowanego stanowiska.

Trzecia, i chyba jednak najmniej prawdopodobna teoria zakłada, że doszło do zawarcia cichego porozumienia między polskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych a stroną białoruską, w wyniku którego Borys została poświęcona na ołtarzu dobrosąsiedzkich relacji między oboma państwami. Usunięcie niewygodnej działaczki miałoby zaś stanowić pierwszy krok do połączenia obu zwaśnionych polonijnych związków. Zwolennicy tej hipotezy zwracają także uwagę na fakt, że dymisja Borys zbiegła się akurat w czasie z wizytą na Białorusi nowego wiceministra spraw zagranicznych Henryka Litwina. Przedstawiciele ścisłego kierownictwa ZPB zaprzeczają jednak zdecydowanie, by miało to jakikolwiek związek z niedawnymi zmianami personalnymi w organizacji.

 

Anżelika za Andżelikę

Co w takim razie dalej z osieroconym Związkiem? Cóż, na pewno będzie kontynuował swoją  działalność pomimo niesprzyjających realiów dzisiejszej Białorusi. Obowiązki Andżeliki Borys przejęła już dotychczasowa wiceprezes Związku Polaków na Białorusi Anżelika Orechwo, która w trybie ekspresowym została wybrana na wakujące miejsce przez Radę Naczelną ZPB. Orechwo będzie pełniła obowiązki przewodniczącej do następnego zjazdu organizacji, który powinien odbyć się za 2,5 roku (chyba że wcześniej zwołany zostanie zjazd przedterminowy).

 Zdaniem znawców białoruskich stosunków wybór Anżeliki Orechwo gwarantuje ciągłość działania Związku w jego dotychczasowej formule. Nowa szefowa jest młoda (ma zaledwie 37 lat) i równie energiczna jak jej poprzedniczka. I przede wszystkim niewiarygodnie zdeterminowana, o czym świadczyć może choćby fakt, że podjęła się kierowania szykanowanym Związkiem będąc w zaawansowanej ciąży.

Orechwo, podobnie jak jej poprzedniczka, zajmowała się wcześniej głównie działalnością edukacyjną na Białorusi (sama ukończyła polonistykę na uniwersytecie w Lublinie), a do niedawna pełniła funkcję wiceprezesa Związku do spraw oświaty. - W tej chwili zadaniem organizacji jest utrzymać swoją działalność, uświadomić ludziom, którzy być może zostali zdezorientowani, że organizacja nadal działa, nadal będzie prowadziła taką działalność, jak do tej pory – powiedziała Orechwo tuż po wyborze.

Nowa szefowa ZPB już na starcie musi się jednak zmierzyć z bardzo trudnym wyzwaniem. Część działaczy nie wyobraża sobie bowiem działalności Związku bez Andżeliki Borys i zapowiada, że może opuścić szeregi organizacji. - To będą trudne tygodnie dla ludzi żyjących w ciągłym stresie z powodu represji, którzy są zdezorientowani – przyznała Orechwo w wywiadzie dla Polskiego Radia. W sukurs pośpieszyli jej jednak natychmiast dotychczasowi współpracownicy Borys, na czele z Andrzejem Poczobutem, który przekonywał, że wybór Orechwo jest gwarancją tego, że dotychczasowy kurs na zachowanie niezależności organizacji zostanie utrzymany. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Orechwo zapowiedziała już zresztą, że nie dojdzie do  połączenia z reżimowym związkiem. -  Wielokrotnie, podobnie jak inni działacze, wyrażałam wcześniej sprzeciw wobec tego pomysłu. Tego przekonania nie zmieniłam i zmieniać nie zamierzam - stwierdziła Orechwo. Szykuje się więc nowa wojna ZPB z urzędnikami Alaksandra Ryhorawicza Łukaszenki.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki