Logo Przewdonik Katolicki

Boże Narodzenie pod palmami

Małgorzata Szewczyk
Fot.

Koniec grudnia to w tej części Ameryki Południowej najgorętsze dni lata: ponad trzydzieści stopni w cieniu, słońce grzeje tak, że trudno przejść po plaży, nie parząc sobie stóp. Mikołajom pot spływa z czoła, zamiast kożuchów królują zwiewne sukienki, a gospodynie przygotowują torta gelada, smakołyki rodem z Europy na wigilijną ucztę.

Brazylia to kraj mający prawdziwą mozaikę zwyczajów świątecznych. Spotykają się tutaj tradycje bożonarodzeniowe niemal z całego świata, bo i mieszkańcy kraju samby stanowią mieszankę wielu narodowości: potomkowie niewolników z Afryki, emigranci z Włoch, Portugalii, Niemiec, Polski zaszczepili tutaj swoje tradycje narodowe, przejmując jednocześnie miejscowe zwyczaje.

 

Uczta dla zmysłów

Każdy region, każda parafia na swój sposób przygotowuje się też do świąt Narodzenia Pańskiego i nieco inaczej przeżywa spotkanie z Nowonarodzonym Jezusem. Adwent w Brazylii to czas radości i dziękczynienia za mijający rok pracy i nauki. Organizowane są liczne festy, podczas których Brazylijczycy obdarowują się drobnymi upominkami, które również otrzymują w pracy. – Świąteczny klimat odczuwa się już od pierwszych dni grudnia  – domy, mieszkania, centra handlowe, a nawet całe ulice przyozdobione są licznymi dekoracjami, a przede wszystkim tysiącami kolorowych lampeczek. Ma się wrażenie, że całe miasto pokrył łańcuch barwnych światełek. Iluminacje zapierają dech w piersiach. Sąsiedzi rywalizują wprost w pomysłach na ozdobienie domu i ogrodu lampkami – opowiada Ilaria Justi, Brazylijka pochodząca z Kalore, niedaleko Curitiby, na południu kraju, od kilku lat mieszkająca w Polsce. Właśnie z Curitibą – dwumilionowym miastem, stolicą stanu Parana, ma piękne wspomnienia związane ze świątecznym okresem. – Od wielu lat, przy głównej ulicy miasta, w Palacio Avenida, w którym obecnie mieści się bank, przez cały czas Adwentu, trzy razy w tygodniu, wieczorami, odbywa się wspaniałe przedstawienie. W zasadzie jest to bardzo nietypowy koncert, który dają dzieci z tutejszego domu dziecka. Jest to cudowne przeżycie tak dla ducha, jak i dla ciała. Uczta dla zmysłów. Sama architektura budynku, pięknie odremontowanego, budzi zachwyt. Kiedy jest już dostatecznie ciemno, otwierają się ogromne okna na wszystkich jego piętrach, a oczom zgromadzonych na placu ludzi ukazują się, ubrane w czerwone, mikołajowe stroje, dzieci, które dają kilkudziesięciominutowy koncert kolęd. Naprawdę jest to wspaniałe wydarzenie, tym bardziej że w naszym kraju nie ma tradycji śpiewania kolęd w domach. Słychać je tylko w sklepach, no i oczywiście podczas Mszy św. w kościele – wspomina Ilaria.

 

 

Śnieg w spreju i Papai Noel

Brazylijczycy na wszelkie sposoby starają się oddać ducha świąt, wykorzystując do tego dostępne w sklepach materiały i otaczającą ich przyrodę. Widok oplecionej różnokolorowymi żarówkami palmy, która „sąsiaduje” ze bożonarodzeniową szopką, jest czymś naturalnym – śmieje się Ilaria. Chociaż mieszkańcy tego kraju nigdy nie przeżyli najłagodniejszej choćby zimy, nie wspominając już o mroźnej śnieżycy, zdarza się, że w tym gorącym o tej porze roku państwie na dachach widnieją... sztuczne sople lodu, trawę pokrywa „warstwa” śniegu z waty, a na podwórkach „lepione” są bałwany. Obowiązkowo w domach stawiane są sztuczne drzewka lub kosmate tropikalne sosenki, które przyozdabia się różnymi bombkami i świecidełkami oraz spryskuje się je śniegiem w spreju. Święta, podobnie jak w Ameryce Północnej czy Europie, mają tutaj również charakter komercyjny: wszyscy, w rytm płynących z głośników kolęd, robią wielkie zakupy, poszukują prezentów, wysyłają kartki świąteczne do bliskich i znajomych. W centrach handlowych można też spotkać osobę przebraną za św. Mikołaja, nierzadko „prowadzącego” zaprzęg reniferów przez zaspy, których... nikt w Brazylii nigdy nie widział. – Św. Mikołaj, nazywany u nas Papai Noel, przychodzi do dzieci w nocy i zostawia im prezenty pod choinką. Można je odpakować dopiero 25 grudnia, w dzień Bożego Narodzenia. Dzieci oczywiście najbardziej cieszą się z zabawek i słodyczy – dodaje Ilaria.

 

 

Feliz natal!

Ale trzeba też wspomnieć, że Brazylijczycy to naród charakteryzujący się dużym poczuciem solidarności i wrażliwości społecznej. Okazują wiele gestów braterskiej miłości wobec tych, którzy żyją w skrajnym ubóstwie. Ilaria wspomina, że już w Adwencie, podczas niedzielnych Mszy św., na ofiarowanie przynosiła przed ołtarz, wraz z rodzeństwem, zebrane wcześniej przez mieszkańców rodzinnego miasteczka i złożone w koszach: oliwę, ryż, makaron, mąkę, cukier. Produkty te były przeznaczone dla najbiedniejszych parafian.

Boże Narodzenie w kraju słońca upływa nie tylko w tropikalnym upale, ale przede wszystkim w rodzinnej atmosferze. Bywa, że niektórzy pracują poza rodzinnymi miejscowościami, obowiązkiem jest jednak, by święta spędzili wspólnie z najbliższymi. Stąd też na brazylijskich drogach i w pociągach, zwłaszcza 24 grudnia, który jest już dniem wolnym od pracy, obserwuje się wzmożony ruch. Brazylijczycy nie obchodzą wigilii w naszym rozumieniu, ale niektórzy, podobnie jak my, spożywają uroczystą kolację, tyle że... po Mszy św., odprawionej w nocy z 24 na 25 grudnia, zwanej tutaj Missa do galo – Mszą koguta. Eucharystia ta rozpoczyna się nie tak jak w Polsce o północy, ale ok. godziny 22. Uroczysta kolacja spożywana jest po powrocie z kościoła. Zanim to jednak nastąpi, zgromadzeni na Mszy św. nie rozchodzą się natychmiast do swoich domów, tylko wszyscy się pozdrawiają i składają sobie przed świątynią życzenia, mówiąc: „Feliz natal!”. Następnego dnia rodziny niecierpliwie oczekują na rozpoczęcie uroczystego obiadu, prawdziwej uczty, pieczołowicie przygotowanej przez gospodynie przez cały dzień. Oczywiście są to wyjątkowe, specjalnie na tę okazję przygotowane dania. Potomkowie przybyszów z Europy kultywują tradycje kulinarne, uzupełniając je smakołykami robionymi według przepisów babć. – Ponieważ moja rodzina ma korzenie włoskie i hiszpańskie, na stole zawsze królowały potrawy charakterystyczne dla tych krajów, ale i popularne w całej Brazylii – mówi Ilaria. Warto zaznaczyć, że oczywiście nie były to potrawy jarskie. Był to więc najczęściej złocisty indyk, pieczone w całości prosię, do tego był ryż lub makaron. Oczywiście nie mogło zabraknąć włoskiej babki panetone, słodkich łakoci, przeróżnych owoców i soków z lodem. Moim ulubionym ciastem jest torta gelada z  mrożonym kremem. Jemy też oczywiście lody – dodaje rozbawiona Ilaria, znając już polski klimat i zwyczaje...

– Nasze tradycje związane z obchodzeniem świąt Bożego Narodzenia nie są tak bogate jak w Polsce, ale podobnie jak w waszym kraju, przywiązujemy wagę do tego, by mimo wszystko nie zagubić religijnego charakteru tych dni i spędzić je razem z rodziną – konkluduje.

 

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki