Logo Przewdonik Katolicki

O biadoleniu, konkubinach i hipokryzji

Michał Gryczyński
Fot.

Kiedy prezesem telewizji publicznej przestał być Bronisław Wildstein, w mediach pojawiły się głosy podobne do tych, które słyszeliśmy po wcześniejszych dymisjach ministrów. Podczas sprawowania swoich urzędów nie mieli na ogół dobrej prasy, ale z chwilą ich odejścia mówiono, że nie byli tacy źli i dopiero teraz będzie naprawdę be. Tak to się dziwnie plecie w tym...

Kiedy prezesem telewizji publicznej przestał być Bronisław Wildstein, w mediach pojawiły się głosy podobne do tych, które słyszeliśmy po wcześniejszych dymisjach ministrów. Podczas sprawowania swoich urzędów nie mieli na ogół dobrej prasy, ale z chwilą ich odejścia mówiono, że nie byli tacy źli i dopiero teraz będzie naprawdę „be”. Tak to się dziwnie plecie w tym powszechnym biadoleniu o „straszliwym reżimie Kaczyńskich”.

Sam mam, zacni utracjusze raju, zastrzeżenia do rządu PiS, choćby o mnożenie liczby urzędów i urzędników, utrzymywanie horrendalnie wysokich podatków czy nazbyt ślamazarną lustrację (a co z dekomunizacją?). Irytuje mnie jednak bezmyślna krytyka totalna – za wszystko. Przykładem jest propozycja rozwiązania problemu zaległości alimentacyjnych, którą wyśmiano, choć nikt nie zgłosił innego pomysłu. A przecież w Polsce ponad pół miliona kobiet samotnie wychowujących dzieci nie otrzymuje żadnego wsparcia od byłych partnerów. Niefrasobliwi rodzice – najczęściej tatusiowie, choć bywa, że i mamusie – uchylają się od płacenia alimentów. Z raportu NIK wiadomo, że ściągalność zaliczek alimentacyjnych sięga niespełna pół procent: na wypłacone przez gminy 25 milionów złotych świadczeń, komornicy odzyskali niewiele ponad 120 tysięcy! Wniosek jest prosty: obowiązek alimentacyjny przejęliśmy na siebie my, podatnicy.

Powiada się wprawdzie, że wszystkie dzieci są nasze, ale skoro moich jest tylko czworo, to dlaczego miałbym – wraz z innymi, którzy utrzymują swoje dzieci – ponosić obciążenia finansowe za tych, na których spoczywa taki obowiązek? Pojawił się więc pomysł PiS, aby koszty ponosiła nowa partnerka tatusia-nieudacznika, czyli jego konkubina. Zaraz podniosło się larum: co też ten PiS i Kaczyńscy wymyślili, toż to odpowiedzialność zbiorowa!

I po co histeryzować? Skoro konkubina żyje z takim „kawalerem z odzysku”, udając jego żonę, niechaj – jak małżonka – ponosi odpowiedzialność finansową za jego długi. Na odsiecz konkubinom ruszyła Izabella Jaruga-Nowacka, znana bojowniczka o przywileje małżeńskie dla konkubinatów. Oświadczyła, że właściwie nie wiadomo, od kiedy uznać związek za konkubinat. To dopiero hipokryzja: gdy chodzi o przywileje wiadomo, ale kiedy w grę wchodzą obowiązki to już nie?

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki