Logo Przewdonik Katolicki

Katecheza szyta na miarę

Barbara Buk
Fot.

Mam wrażenie, że w artykule ks. Tadeusza Miłka o katechezie w szkole (PK nr 38) Nadzieje i obawy został uwypuklony jedynie drugi aspekt zawarty w tytule. Pierwszy potraktowano marginalnie. Obraz katechezy oraz katechety został w ostatnich czasach dalece zniekształcony i w rzeczywistości mija się on z prawdą. Podejmowane głosy w sprawie katechizacji są w przeważającej...

Mam wrażenie, że w artykule ks. Tadeusza Miłka o katechezie w szkole (PK nr 38) „Nadzieje i obawy” został uwypuklony jedynie drugi aspekt zawarty w tytule. Pierwszy potraktowano marginalnie.

Obraz katechezy oraz katechety został w ostatnich czasach dalece zniekształcony i w rzeczywistości mija się on z prawdą. Podejmowane głosy w sprawie katechizacji są w przeważającej większości bardzo pesymistyczne i nie rzucają nawet cienia nadziei na lepsze jutro. A przecież to właśnie nadzieja reguluje to wszystko, co dziś jest trudem, a jutro ma szansę stać się „rzeczywistością odzyskaną”.

Wyjście na pustynię
Kiedy w 1990 roku ponownie wprowadzono katechezę do szkół po długich latach ciszy podyktowanej nieprzychylnym ustrojem, chciano zapobiec dychotomii w nauczaniu i wychowaniu. Założenie było jak najbardziej trafne i właściwe. Rzeczywistości nauczania i wychowania, skoro mają spełnić swe zadania, muszą być realizowane wspólnie, ponieważ oderwane od siebie stają się ideologiami pozbawionymi swych części integralnych i nadających im właściwy kierunek.

Nie oznacza to jednak, iż od tego momentu wszyscy związani z katechezą żyją w błogim spokoju. Wręcz przeciwnie. Twórczy niepokój o dobro, które najpierw zostało odzyskane oraz równocześnie powierzone i zadane, towarzyszy nieustannie zarówno katechetom, katechizowanym, księżom proboszczom, jak i rodzicom dzieci uczęszczających na lekcje religii. I nie jest on bynajmniej mierzony statystykami, na które powołują się księża biskupi, by w mniemaniu większości uspokoić wiernych i zapewnić o dobrej kondycji katechizacji w diecezji i kraju, ani tym bardziej metrażem kolejek, jakie ustawiają się po wywiadówkach przy biurkach katechetów.

Niepokój ten jest mierzony godzinami, jakie katecheta spędza z dziećmi i młodzieżą w szkole, prowadząc niekiedy trudny dialog z bogatymi młodzieńcami, nieroztropnymi pannami czy ludźmi potrzebującymi uzdrowienia; kiedy razem z uczniami podejmuje on zadania, na które pozostali członkowie grona pedagogicznego nie mają czasu; kiedy wracając ze szkoły do domu, myśli już, co jutro ma powiedzieć uczniom klasy Va, by ich porwać za Mistrzem z Nazaretu. Po to tylko, „by On wzrastał, a ja się umniejszał...”.

Katecheza zatem od 1990 roku jest wyjściem na pustynię, którego charakter mierzy się twórczym niepokojem.

Katecheci – słudzy nieudolni?
Nie wiem, czy w ogóle istnieje – choć ks. Tadeusz Miłek uważa, że tak – przebogate doświadczenie katechizowanych obecnie i tych, którzy przeszli już przez to piekło na ziemi wcześniej, że katecheci wśród całego grona pedagogicznego plasują się na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o nieprzygotowanie do zajęć, niekompetentność w ich przeprowadzaniu, do tego stopnia, iż ośmieszają oni katechezę i są jej totalnym zaprzeczeniem.

Moje doświadczenie w katechizacji jest niedługie, ponieważ uczę dopiero drugi rok w szkole, ale sama byłam katechizowana i przypatruję się kolegom i koleżankom z „branży” katechetycznej i z całą odpowiedzialnością mogę przyznać, że ci, którzy podejmują się dzieła katechizacji, robią to z wielką roztropnością i właściwą sobie kompetencją. Żeby nie wpaść w samouwielbienie, że jest tak dobrze, skoro jest tak źle – jak uważają niektórzy – dodam, że katecheza jest służbą. Ale na pewno nie nieudolną, ponieważ jest w służbie Objawienia i nawrócenia.

Odnowa stała i rozważna
Aggiornamento, czyli przemyślenie pracy w aktualnych warunkach, potrzebne było i Kościołowi, i jest potrzebne w katechizacji. Nie chodzi jednak o to, by dotychczasowe misternie wypracowane metody i formy pracy w katechezie zastępować zupełnie nowymi – rewolucyjnymi. Przede wszystkim chodzi o to, aby obie te rzeczywistości współgrały ze sobą, były dostosowane do poszczególnych poziomów edukacyjnych katechizowanych, a treść była przekazywana w sposób przystępny, tak by nie zacierała obrazu, ale uwypuklała jego sedno.

Powszechnie wiadomo, że katecheza to nie tylko przekazywana wiedza, ale również świadectwo życia katechety oraz jego predyspozycje. W tym aspekcie potrzeba równowagi. Głowa i kolana katechety muszą ciągle boleć: głowa – od nieustannego myślenia, czytania, studiowania; kolana – od cichej i pokornej modlitwy, swego sam na sam z Bogiem. I wtedy ma szansę dokonać się po raz wtóry aggiornamento.

Autorka jest absolwentką Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracuje jako katecheta w Szkole Podstawowej nr 54 w Poznaniu i przygotowuje doktorat z teologii moralnej na Wydziale Teologicznym UAM w Poznaniu.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki