Poezja na barykadach

Czy w stanie permanentnego zagrożenia życia, stale obcując ze śmiercią i walcząc nie tylko z wrogiem, ale i ze zmęczeniem nieprzespanych nocy, można mieć jeszcze ochotę na pisanie i czytanie wierszy? W czasie powstania warszawskiego poezja była dla walczących bardzo ważna. Znawcy twierdzą wręcz, że nigdy wcześniej ani nigdy potem nie odgrywała tak wielkiej roli, jak w czasie tych...
Czyta się kilka minut

Czy w stanie permanentnego zagrożenia życia, stale obcując ze śmiercią i walcząc nie tylko z wrogiem, ale i ze zmęczeniem nieprzespanych nocy, można mieć jeszcze ochotę na pisanie i czytanie wierszy? W czasie powstania warszawskiego poezja była dla walczących bardzo ważna. Znawcy twierdzą wręcz, że nigdy wcześniej ani nigdy potem nie odgrywała tak wielkiej roli, jak w czasie tych dwóch miesięcy 1944 roku.

Dzisiaj nazwiska poetów powstańczych są zapomniane pomimo wydawanych antologii. Mylnie wymienia się w tym gronie Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, który wszystkie swoje wiersze napisał jeszcze przed powstaniem, choć faktycznie w wielu wypadkach są to utwory prorocze. Baczyński, początkowo żołnierz batalionu „Zośka”, przeszedł do „Parasola” niezadowolony z tego, że dowództwo „Zośki”, poznając się na jego wybitnym talencie, chciało go chronić. Nie zdążył napisać w czasie powstania żadnego wiersza, zginął 4 sierpnia na stanowisku pod Ratuszem. Wiersze powstańcze pisali inni znani już twórcy, jak Kornel Makuszyński, Jan Brzechwa, Eryk Lipiński, jednak większość poezji pozostała anonimowa. Podawane z ust do ust wiersze i piosenki zapisywane bywały na małych karteczkach. Niemal każdy oddział miał „swojego” poetę, który w tej formie zapisywał kronikę oddziału, drużyny, batalionu.

„Żądamy amunicji!”

Zbigniew Jasiński „Rudy” był jednym z najbardziej popularnych poetów powstania warszawskiego. Urodzony w 1908 roku, w sierpniu 1944 współredagował „Dziennik Radiowy”, był pracownikiem radiostacji „Błyskawica” uruchomionej już w pierwszym tygodniu powstania. 10 sierpnia w dodatku nadzwyczajnym gazety „Warszawa walczy” wydrukowano jego wiersz „Odmawiamy!”, napisany pod wpływem szeroko komentowanego wydarzenia. Niemcy zgromadzili bowiem w budynkach Muzeum Narodowego kilka tysięcy cywilów, których pod groźbą śmierci namawiali do wysłania delegacji do dowództwa AK w celu przerwania walk. Nikt się nie złamał.

„Niech nas pędzą na czołgi pancerne!

Niech zwycięski szał braci ogarnie,

Kiedy serca przestrzelą nam wierne!

– Pogardzamy waszym ultimatum.

Nas nie łudzić pokusą służalczą.

Odmawiamy! Żadnych delegatów!

Oddziały nasze niech walczą!”.

Najbardziej znanym utworem „Rudego” był słynny wiersz „Żądamy amunicji!”. „Pamiętam, jakie wrażenie wywierał na nas wtedy wiersz Jasińskiego. Po prostu dlatego, że doskonale trafił w nasze ówczesne odczucia” – pisał w „Dniach walczącej stolicy” Władysław Bartoszewski.

„(...) Halo! Tu serce Polski! Tu mówi Warszawa!

Niech pogrzebowe śpiewy wyrzucą z audycji!

Nam ducha starczy dla nas i starczy go dla was!

Oklasków też nie trzeba!

Żądamy amunicji!”.

Tymczasem zamiast oczekiwanych zrzutów w radiu emitowano przygnębiający chorał Kornela Ujejskiego. Była to zaszyfrowana wiadomość, że tego dnia zrzutów nie będzie.

Jasiński w dniu kapitulacji napisał dramatyczną „Pieśń o Powstaniu”, której prawdopodobnie nie zdążył wyemitować w radiostacji. Poemat był oskarżeniem i protestem przeciwko polityce aliantów i ostrą krytyką postawy armii sowieckiej. „Przywarł za Wisłą mur swołoczy,/ zęby sowiecka hiena szczerzy” – takie padają tam słowa, nie dziwi więc, że wiersz ten aż do połowy lat 90. nie mógł być publikowany w Polsce.

Spiker z „Błyskawicy”

Zapomnianym poetą walczącej Warszawy nazwał Mieczysława Ubysza „Wika” (ur. 1915) W. Bartoszewski. Brał on udział w tworzeniu powstańczej radiostacji „Błyskawica”, na której antenie czytał także swoje wiersze. Jeden z najbardziej przejmujących utworów to napisany przez Ubysza, jeszcze w sierpniu, proroczy utwór pt. „Ostatni komunikat”, w którym z goryczą oskarża aliantów o brak realnej pomocy dla Warszawy.

„Nadajemy komunikat z Warszawy

Nadzwyczajny komunikat z Warszawy,

Stacja Armii Krajowej melduje:

Bój skończony i... nic, oprócz sławy...(...)

... Były zrzuty. Dwa zrzuty tej nocy,

Lecz nie stało żadnego żołnierza...

Stacja Armii Krajowej melduje,

Że nadała swój program ostatni:

Błyskawica. Warszawa. Zwycięstwo.

Surmy! Bratnie fanfary!!!

Przekleństwo”.

Wiersz „Do żołnierza Armii Berlinga” w czasach PRL znajdował się na indeksie: „Żołnierzu z obcej Armii – głoś obcych rozkazów/ Wybujał rytm twych kroków od uralskich głazów,/ I cóż, że serce polskie i polskie mundury?.../ ...Stolica krwią ocieka w milczeniu ponurym.(...)”.

Kronikarz „Parasola”

Dowódca drużyny harcerskiego batalionu Kedywu Komendy Głównej AK „Parasol”, Józef Szczepański „Ziutek”, też był poetą. Przeszedł z „Parasolem” szlak bojowy Wola – Stare Miasto, gdzie 1 września został ciężko ranny. Przeniesiony przez kolegów z drużyny kanałami do Śródmieścia zmarł w szpitalu powstańczym na skutek odniesionych ran. Pisał w czasie trwania walk, na barykadzie, pod wrażeniem chwili. Był autorem wielu piosenek, czasami żartobliwych, niezwykle popularnych wśród żołnierzy jego batalionu. „Pałacyk Michla” czy „Parasola Piosenka Szturmowa” były chętnie śpiewane na organizowanych tradycyjnie przez „parasolarzy” tzw. wieczornych kręgach. „Ziutek” przeszedł jednak do historii za sprawą wiersza „Czerwona zaraza”, który był także bardzo popularny w latach 80. wśród opozycji.

„Czekamy na ciebie, czerwona zarazo,

byś wybawiła nas od czarnej śmierci,

byś nam kraj przedtem rozdarwszy na ćwierci,

była zbawieniem witanym z odrazą.

(...)

Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły

Nowa się Polska – zwycięska – narodzi

I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić,

Czerwony władco rozbestwionej siły”.

Był to ostatni wiersz napisany przez „Ziutka”.

Misja słowa

Słowo miało poderwać do walki, dodać odwagi, wspierać, oskarżać wroga, piętnować obojętność. Poezja powstańcza tworzona była w duchu romantycznym, który głosił, że wolność jest wartością nadrzędną, a obowiązkiem patrioty jest walka w obronie ojczyzny. Wartości były wspólne i wróg był wspólny. Po wojnie mogły powstawać inne wiersze. Anna Świrszczyńska dopiero trzydzieści lat później znalazła język, którym potrafiła opisać swoje przeżycia.

„Żeby wszystkie kule na świecie

trafiły we mnie,

toby już nie mogły trafić w nikogo.

I żebym umarła tyle razy,

ile jest ludzi na świecie,

żeby oni nie musieli już umierać,

nawet Niemcy.

I żeby ludzie wcale nie wiedzieli,

że ja umarłam za nich,

żeby nie było im smutno

[Czternastoletnia sanitariuszka myśli zasypiając]

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 31/2006