Logo Przewdonik Katolicki

W jednej drużynie

Lucyna Muniak
Fot.

Rozlewiska rzeki Cybiny, otoczone zewsząd licznymi jeziorami i stawami, tworzą niepowtarzalny i malowniczy pejzaż, który zachwyca wszystkich przybywających do Pobiedzisk oraz w najbliższą okolicę tego szesnastotysięcznego wielkopolskiego miasta. Legenda podaje, że niezwykłemu urokowi tego miejsca ulegli już w zamierzchłych czasach Lech, Czech i Rus, którzy przemierzając Ziemię Piastowską,...

Rozlewiska rzeki Cybiny, otoczone zewsząd licznymi jeziorami i stawami, tworzą niepowtarzalny i malowniczy pejzaż, który zachwyca wszystkich przybywających do Pobiedzisk oraz w najbliższą okolicę tego szesnastotysięcznego wielkopolskiego miasta. Legenda podaje, że niezwykłemu urokowi tego miejsca ulegli już w zamierzchłych czasach Lech, Czech i Rus, którzy przemierzając Ziemię Piastowską, tutaj właśnie postanowili odpocząć w swojej wędrówce…

W miejscu ich odpoczynku powstała później osada nazywana początkowo Ostrów. Nieopodal niej Lech zaczął tworzyć nowy gnieźnieński gród, który z czasem stał się znaczącym i symbolicznym zarazem miejscem w polskiej historii. Ostrowem w X wieku zaopiekowała się Dąbrówka, która ubogaciła jego zabudowę, przekształcając go w gród. W pierwszej połowie XI wieku inny piastowski władca, król Kazimierz Odnowiciel, nadał miastu nową nazwę – Pobiedziska.

„Pobieda” – to znaczy zwycięstwo
Z tamtych odległych czasów zachowało się niewiele zapisków historycznych. Wśród tych nielicznych znajdujemy jednak niezwykle ciekawą informację o tym, że w ostrowskim kościele król Kazimierz Odnowiciel modlił się o wstawiennictwo Matki Bożej przed wojenną wyprawą na Mazowsze w 1041 roku. Po stłumieniu rebelii władca nie zapomniał, że to właśnie w tej świątyni „przeżył widzenie, które natchnęło go wiarą w zwycięstwo”. W 1042 r. założył więc tutaj miasto, nadał mu herb, a także nową nazwę, pochodzącą od starosłowiańskiego słowa „pobieda”, co znaczy zwycięstwo. Odtąd gród nazywano Pobiedziskami.
Ziemia pobiedziska od zarania polskich dziejów aż do czasów rozbiorów należała w dużej części do książąt i królów Polski. To zaś tłumaczy, dlaczego tak często przybywali oni do tego miejsca i tu właśnie nadawali liczne posługi i fundacje. Do Pobiedzisk wielokrotnie przybywał książę Przemysł I, później Bolesław Pobożny wraz z małżonką, błogosławioną Jolantą, a w kolejnych latach pojawiał się też tutaj Władysław Jagiełło, który po zwycięskiej bitwie pod Grunwaldem, co roku odbywał pieszą pielgrzymkę do Pobiedzisk.

Objawienia na drzewie głogowym
Właściwie od zawsze w Pobiedziskach bardzo żywy był kult maryjny. Kroniki historyczne podają, że już w 1041 roku stanął w mieście pierwszy kościół, któremu patronowała Matka Boża. Z innego źródła dowiadujemy się z kolei, że w XIII wieku Maryja objawiła się wiernym na drzewie głogu, które rosło tuż poza murami grodu. Wkrótce wzniesiono w tym miejscu kościół pw. Objawienia Najświętszej Maryi Panny. Niestety, świątynia spłonęła w XV wieku, a z pożogi uratowano jedynie figurę Niepokalanej Maryi z Dzieciątkiem. Ocaloną figurę umieszczono w kościele pw. św. Michała Archanioła w Pobiedziskach. Kiedy kolejny pożar nawiedził miasto w XVI wieku, mieszczanie z mozołem rozpoczęli jego odbudowę. Wówczas to jedna z mieszkanek Pobiedzisk, niejaka Agnieszka, zwana Jeburą, ufundowała obraz Matki Bożej. Wizerunek ten w krótkim czasie zasłynął licznymi łaskami.

W sobotę „o świcie” proszą o łaski i dziękują za wstawiennictwo
Kult maryjny w Pobiedziskach był i jest ciągle żywy. Mieszkańcy są przekonani, że Matka Boża pomagała tutejszej społeczności nie tylko przed wiekami. – To dzięki Jej wstawiennictwu – mówią miejscowi hutnicy – uratowane zostały nasze miejsca pracy. Rzeczywiście, to bardzo niezwykła historia…W okresie przemian ustrojowych, największy miejscowy zakład – Spółdzielnia Pracy „Hutnik”, który działał od 1952 roku, zaczął chylić się ku upadkowi. W latach świetności zatrudnionych tam było trzysta osób. Jednak z biegiem lat technologia okazywała się być coraz bardziej przestarzała, a wyroby nie spełniały już odpowiednich norm jakości. Zakład tracił odbiorców i popadał w coraz większe kłopoty finansowe. Zaczęły się zwolnienia. Z tygodnia na tydzień stawało się jasne, że już wkrótce wszyscy stracą pracę. Robotnicy próbowali w różny sposób ocalić hutę, jednak wysiłki te nie dawały żadnego rezultatu. Z okazji 50. rocznicy istnienia zakładu zamówili nowy sztandar, a na nim umieścili wizerunek Matki Bożej – Pani Pobiedzisk. – Podczas uroczystej Mszy św. zawierzyli trudną sytuację Matce Bożej – mówi ks. kanonik Ireneusz Pluciński, proboszcz parafii farnej w Pobiedziskach. – A w każdą sobotę modlili się w naszym kościele o uratowanie od upadku ich zakładu pracy.
I wydarzyła się rzecz conajmniej niezwykła… Kiedy już wydawało się, że wszystko jest stracone, znalazł się przedsiębiorca z Gniezna, który wykupił hutę, unowocześnił linię produkcyjną. Choć nadal walczą o odbiorców, to jednak powoli zakład spłaca kredyty i wygląda na to, że kryzys został zażegnany. – Bez wstawiennictwa Pani Pobiedzisk nie udałoby się – mówią dziś pobiedziscy hutnicy i co sobotę o 6.15 modlą się przed Cudownym Wizerunkiem Matki Bożej w kościele farnym, a w każdą środę gromadzą się tam na nowennie do Matki Bożej Nieustającej Pomocy.

Grunt to współpraca
W parafii pw. św. Michała Archanioła w Pobiedziskach historia splata się z teraźniejszością. Wierni pamiętają, że w wikariuszówce, niewielkim domku znajdującym na tyłach kościoła farnego, mieszkał w latach 1918-1920 bł. ks. Michał Kozal, późniejszy rektor gnieźnieńskiego seminarium, a od 1939 roku biskup pomocniczy diecezji włocławskiej, który został zamordowany przez Niemców w czasie II wojny światowej w obozie koncentracyjnym Dachau. Pamięć o chlubnej, ale też dramatycznej przeszłości jest w Pobiedziskach pieczołowicie pielęgnowana. To również dlatego na ścianie umieszczono pamiątkową tablicę przypominającą bł. ks. Antoniego Świadka, urodzonego w Pobiedziskach, jednego ze stu ośmiu kapłanów męczenników II wojny światowej. O to, aby pamięć o nich była wciąż żywa dba proboszcz miejscowej parafii, ks. kanonik Ireneusz Pluciński. W tym roku obchodzić będzie 43. rocznicę święceń kapłańskich. Najpierw pracował jako wikariusz w parafii pw. św. Stanisława w Solcu Kujawskim. W 1964 roku został skierowany na studia specjalistyczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Po ich ukończeniu pracował krótko w Kurii Metropolitalnej w Gnieźnie jako notariusz, po czym został skierowany do parafii pw. św. Mikołaja w Inowrocławiu, gdzie posługiwał w latach 1969-1980. Od października 1980 roku, przez pięć lat był proboszczem parafii w Sławsku Wielkim, a od 20 lat kieruje parafią pw. św. Michała Archanioła w Pobiedziskach.
Po latach studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim pozostał księdzu kanonikowi duży sentyment do wschodnich polskich terenów, pejzaży, zabytków, mentalności ludzi, ich otwartości i religijności. – Choć zawsze z wielką przyjemnością wracam do poukładanej Wielkopolski – uśmiecha się ks. Pluciński. Refleksja księdza proboszcza znajduje swoje potwierdzenie w codziennym życiu pobiedziskiej parafii, gdzie wszystko pracuje jak w zegarku. W ostatnich latach przeprowadzony został gruntowny remont kościoła. Budynek świątyni zyskał nowy dach oraz nową instalację elektryczną i oświetleniową. Założono także nowe posadzki i odświeżono ołtarze. – Wszystko to dzięki zaangażowaniu i zorganizowanej współpracy naszych wiernych – tłumaczy ks. Pluciński. W parafii wprowadzony został zwyczaj powoływania komisji nadzorujących i odpowiedzialnych za wykonanie poszczególnych zadań. – W skład każdej z nich wchodzą fachowcy, którzy nadzorują pracę ekipy remontowej. Dzięki temu, wszystkie prace są wykonywane zgodnie z regułami sztuki murarskiej, dekarskiej czy stolarskiej – tłumaczy ks. proboszcz. W parafii działa kilka ruchów i stowarzyszeń katolickich, m.in. Stowarzyszenie Rodzin Katolickich, Oaza Rodzin, Żywy Różaniec Matek i Ojców oraz Apostolstwo Modlitwy. I tutaj też obowiązuje zasada stałej współpracy. – Część naszych parafian należy do wspólnot działających przy sąsiedniej parafii pw. Świętego Ducha, zaś część wiernych z tamtej parafii oddaje swe talenty i czas w różnych formach apostolstwa laikatu w naszej parafii – opowiada ks. Pluciński. – Nie kłócimy się, nie dublujemy, działamy przecież w tej samej drużynie…

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki