Logo Przewdonik Katolicki

Na straży Pamięci

Maciej Korkuć
Fot.

O ile wizyta Ojca Świętego Benedykta XVI w Polsce ma szczególny wymiar podkreślający jego duchową więź z pontyfikatem i drogą życiową Jana Pawła II, o tyle uwagę mediów światowych przykuwa przede wszystkim jego wizyta w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Papież Benedykt jest w sytuacji szczególnej. Przybywa do serca niemieckiej fabryki śmierci jako najwyższy...

O ile wizyta Ojca Świętego Benedykta XVI w Polsce ma szczególny wymiar podkreślający jego duchową więź z pontyfikatem i drogą życiową Jana Pawła II, o tyle uwagę mediów światowych przykuwa przede wszystkim jego wizyta w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau.

Papież Benedykt jest w sytuacji szczególnej. Przybywa do serca niemieckiej fabryki śmierci jako najwyższy przedstawiciel Kościoła powszechnego, dla którego system obozów zagłady i zbrodnie ludobójstwa były przejawem skrajnego przeciwstawienia się ewangelicznym wartościom chrześcijaństwa. Auschwitz to symbol zagłady Żydów, Słowian i innych narodów, ale także przejaw i produkt nienawiści narodowego socjalizmu do wielu religii. Reżim Hitlera, dążąc do zmiecenia z powierzchni ziemi wyznania mojżeszowego, zwracał się także przeciwko wszystkim religiom chrześcijańskim, których losu symbolem jest zamordowany tam o. Maksymilian Maria Kolbe.

Jednak ta szczególna uwaga świata związana jest przede wszystkim z narodowością Benedykta XVI. Tak jak Papież Polak był postrzegany jako człowiek z kraju zniewolonego przez komunizm, o szczególnym doświadczeniu historycznym, tak teraz świat z wyjątkową uwagą obserwuje każdy gest Papieża Niemca, który wielokrotnie wskazywał na piętno ciążące nad jego narodem – piętno kraju, który stworzył ludobójczą machinę śmierci, jaka zmiotła z powierzchni ziemi miliony ludzi. Warto w tym kontekście przypomnieć, że nie jest to jego pierwsza wizyta na terenie obozu – odwiedzał to miejsce jeszcze jako kardynał m.in. w latach 70.

Przemilczane dzieje
Dzieje obozu Auschwitz to dzieje nie tylko zbrodni. To także historia trwających często do dziś przemilczeń, manipulacji i półprawd wykorzystywanych do przebudowy świata przez dwa totalitaryzmy: niemiecki – narodowosocjalistyczny i sowiecki – komunistyczny. Dzisiaj Niemcy protestują przeciw nazywaniu tego miejsca niemieckim obozem koncentracyjnym. Rosjanie zaś i komuniści celebrują uroczyście rocznicę „wyzwolenia” obozu przez Armię Czerwoną – przemilczając okres powojennej działalności obozu koncentracyjnego.

Obóz Auschwitz za czasów niemieckiej okupacji dosyć szybko stał się centrum systemu obozów koncentracyjnych III Rzeszy. Podobnie jak inne obozy, został założony przez państwo niemieckie w przywołaniu formalnej podstawy prawnej, jaką było rozporządzenie prezydenta Rzeszy von Hindendburga z 28 lutego 1933 roku „o ochronie narodu i państwa”. Pozwalało ono niemieckim organom policji pozbawiać ludzi wolności na okres bezterminowy bez wyroków sądowych – tylko na podstawie decyzji administracyjnych. Powodem mogło być nawet niepodbudowane dowodami przekonanie policji, iż dana osoba stanowić może jakiekolwiek zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa bądź narodu. Z czasem upowszechniła się praktyka przetrzymywania tego rodzaju „przestępców” w więzieniach i „państwowych obozach koncentracyjnych”, nadzorowanych przez formacje SS.

Przygotowania do ofensywy na Zachodzie w 1940 roku połączono z wielką akcją aresztowań realizowanych na ziemiach polskich. Zaistniała potrzeba budowy i adaptacji nowych miejsc przetrzymywania więźniów. Jednym z nich były budynki przedwojennych koszar w Oświęcimiu. 14 czerwca 1940 roku przywieziono z Tarnowa pierwszy transport więźniów politycznych, który tworzyło 728 Polaków.

Od tej pory obóz stale się powiększał. Już w 1941 roku rozpoczęto prace nad rozbudową stawianego zupełnie od podstaw KL Auschwitz II na terenie wsi Brzezinka.

Po dwóch latach obóz uzyskał nową funkcję. W 1942 roku Niemcy postanowili uczynić z Auschwitz centrum ogólnoeuropejskiej eksterminacji Żydów. Skala zbrodni była stopniowo rozszerzana: w sumie Niemcy zamordowali tam ponad milion osób, z tego ponad 900 tysięcy Żydów i kilkadziesiąt tysięcy Polaków.

Wykorzystany nie tylko przez Niemców
Paradoksem historii i jednym z wciąż podtrzymywanych tabu na temat KL Auschwitz jest jego błyskawiczna reaktywacja po zajęciu Oświęcimia przez Armię Czerwoną. Dzisiaj wciąż funkcjonuje – również na świecie – mit wyzwolenia obozu przez dobrych, uśmiechniętych żołnierzy Armii Czerwonej. W rzeczywistości Rosjanie nie bardzo nawet interesowali się tego rodzaju obiektami znajdującymi się na kierunkach natarcia poszczególnych jednostek. Żołnierze z jednostek, które jako pierwsze tam dotarły w styczniu 1945 roku, byli zaskoczeni widokiem porzuconego przez Niemców obozu zagłady. Tymczasem po utrwalonym na propagandowych, acz przejmujących filmach kronikarskich wypuszczeniu więźniów KL Auschwitz szybko wymieniono załogę strażników i zaczęto tam umieszczać „wrogów” komunizmu, czyli wszystkich, których Rosjanie kwalifikowali jako przeciwników. Najpierw utworzono tam obozy NKWD. Później przekazano je polskojęzycznej administracji komunistycznej. Auschwitz funkcjonował wtedy pod nazwą Obóz Pracy w Oświęcimiu, a później jako Obóz Jeńców przy Muzeum Martyrologii w Oświęcimiu. Więziono w nim m.in. Niemców, Polaków, Ukraińców i mieszkańców Śląska. To była sytuacja typowa dla komunistycznej Polski: w czasie, kiedy przygotowywano i nagłaśniano upamiętnienie jednych zbrodni ludobójstwa, w bezpośrednim sąsiedztwie dokonywano następnych.

W czasach okupacji niemieckiej Auschwitz był centrum systemu obozowego. W pobliskim Jaworznie funkcjonowała jego filia. W czasach komunistycznych było na odwrót. Między innymi ze względów propagandowych Centralny Obóz Pracy ulokowano w Jaworznie, a obóz oświęcimski uczyniono jego filią.

O ile w styczniu 1945 roku żołnierze sowieccy ze zdumieniem dowiedzieli się o istnieniu niemieckiego obozu, o tyle w następnych miesiącach doskonale orientowali się, gdzie znajduje się „łagier” zarządzany przez komunistów. W 1945 roku praktycznie stale dochodziło do incydentów: uzbrojeni sowieccy żołnierze przychodzili do obozu z żądaniami wydania im kobiet – więźniarek do gwałtu. Incydenty te były na tyle niebezpieczne, że straż obozowa zwracała się do zwierzchników z prośbami o dodatkowe dostawy broni.

Hitlerowcy czy Niemcy?
W okresie PRL powojenna działalność tego i innych obozów koncentracyjnych była tematem zakazanym. Ekspozycja Muzeum Pamięci miała obejmować czas tylko do stycznia 1945 roku oraz opisywać jedynie zbrodnie niemieckie. Ale i same zbrodnie stały się przedmiotem powojennych ideologicznych manipulacji, odpowiadających potrzebom obowiązującej propagandy. Dla rządzących komunistów język i historyczna edukacja były tylko jednym z narzędzi ideologicznej przebudowy świadomości społeczeństwa. Toteż kiedy w 1949 roku utworzone zostało komunistyczne państwo niemieckie – Niemiecka Republika Demokratyczna – PZPR zadecydowała o konieczności radykalnej zmiany używanej terminologii. Społeczeństwu należało wytłumaczyć, na jakiej zasadzie nasz znienawidzony wróg w ciągu czterech lat po wojnie zamienił się w sojusznika „w walce o pokój”. W miejsce „niemieckich zbrodni” w przemówieniach, podręcznikach, prasie i radiu zaczęto konsekwentnie używać terminu „hitlerowskie”. Dzięki temu można było już mówić o niemieckich sojusznikach, urządzać wspólne manewry wojskowe i odróżniać ich od „zachodnioniemieckich rewizjonistów” – spadkobierców „hitleryzmu” z NRF. Ironią historii było, że kiedy w odpowiedzi na notę premiera NRD z 30 listopada 1949 r. przyspieszono zwalnianie niemieckich jeńców wojennych, AK-owców wciąż wsadzano do więzień.

Wojenne zbrodnie „zarezerwowano” dla „hitlerowców” i taki termin miał być obowiązujący. Wypieranie ze świadomości „niemieckich zbrodni” i zastępowanie ich „hitlerowskimi” było lansowane z siłą dzisiaj zupełnie niedocenianą i niedostrzeganą. Bodaj najbardziej wyrazistym tego przejawem była dokonana 22 grudnia 1949 roku zmiana nazwy działającej od 1945 roku Głównej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich na – oczywiście – Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich (ta nazwa przetrwała do końca PRL). Co więcej, nieprzypadkowo bez rozgłosu ograniczono jej działalność związaną z poszukiwaniem niemieckich zbrodniarzy.

Od tamtego czasu wyrosły pokolenia, które oswojono z terminem instrumentalnie narzuconym przez komunistów. Jego pejoratywny wydźwięk w polskim języku sprzyjał propagandzie tak dobrze, że ludzie nie zauważyli konsekwentnego pomijania „Niemców”. Od tamtej pory i obozy koncentracyjne, i najeźdźca, a nawet okupacja (wbrew elementarnej logice!) były już „hitlerowskie”, a słowo „Niemiec” coraz częściej pojawiało się w towarzystwie słowa „antyfaszysta”. „Hitlerowskich zbrodniarzy” w tym czasie umieszczono na tysiącach tablic i miejsc pamięci męczeństwa Polaków, Żydów i innych narodowości. Wylansowany przez propagandę termin konsekwentnie trafiał do podręczników, folderów i informatorów.

Ze zdziwieniem dzisiaj spostrzegamy, że w 60 lat po wojnie musimy przypominać, kto był prawdziwym twórcą KL Auschwitz i sprawcą zbrodni ludobójstwa na obywatelach Polski i innych państw europejskich. Niewątpliwie wizyta Ojca Świętego Benedykta XVI staje się jeszcze jedną okazją do przypomnienia historycznej prawdy o obliczach totalitaryzmów, z zasady będących zaprzeczeniem chrześcijańskiej tradycji narodów europejskich.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki