Logo Przewdonik Katolicki

''Wyzwolenie'' bolszewickie

Maciej Korkuć
Fot.

Rozpoczęta 60 lat temu ofensywa Armii Czerwonej doprowadziła do zajęcia reszty centralnej i zachodniej Polski przez Rosjan. Zachowanie sowieckich żołnierzy potwierdziło najgorsze obawy Do końca ostry terror niemiecki powodował, że w pierwszych dniach stycznia 1945 roku z dużą niecierpliwością oczekiwano nadejścia oddziałów Armii Czerwonej. Nastrój oczekiwania był jednak połączony...

Rozpoczęta 60 lat temu ofensywa Armii Czerwonej doprowadziła do zajęcia reszty centralnej i zachodniej Polski przez Rosjan. Zachowanie sowieckich żołnierzy potwierdziło najgorsze obawy



Do końca ostry terror niemiecki powodował, że w pierwszych dniach stycznia 1945 roku z dużą niecierpliwością oczekiwano nadejścia oddziałów Armii Czerwonej. Nastrój oczekiwania był jednak połączony z poczuciem niepewności, jednoznacznie wzmocnionej alarmującymi informacjami o zbrodniach, wywózkach i represjach stosowanych na obszarach już wcześniej zajętych przez Sowietów.



Atmosferę ostatnich dni okupacji niemieckiej doskonale oddał okręgowy delegat Rządu RP w Krakowie, czyli podziemny wojewoda, Jan Jakubiec: "Łapanki i rewizje na ulicach nie doznały przerwy, tak że w mieście widziało się tylko dzieci, osoby starsze - i Niemców. Rozstrzeliwania zakładników według list wywieszanych na słupach wykonywano nadal, z upartą systematycznością niemiecką. Bandytyzm przybrał niespotykane dotąd rozmiary (...). Zbrojne bandy, składające się z kilku osób, były postrachem bezbronnej ludności. Bramy domów zamykano już o godzinie 5-tej, a mieszkańcy trzymali kolejno straż w sieniach"*. Żołnierze niemieccy "dopuszczali się (szczególnie na wsiach) rabunków środków żywności, bydła i odzieży. Do tego dołączyły się grupy dywersantów i bandy kryminalistów, podszywających się niejednokrotnie pod organizacje podziemne, i także rabowały, kradły oraz terroryzowały ludność. Toteż powszechne było życzenie: niech nawet sam Lucyper z piekła przyjdzie, byle tylko Niemcy poszli. Z drugiej strony - pisał dalej Jakubiec - przeciekały do nas niewesołe wieści z tamtej strony frontu (...). Jeżeli obiektywnie porównamy stosunki z tej i z tamtej strony frontu, to właściwie nie zauważymy wielkiej różnicy. A jednak koszmar hitlerowski dał się społeczeństwu tak straszliwie we znaki, że często mówiono:

Niech nawet będzie gorzej, byle było inaczej



Dobrze oddawała nastroje i obawy ludności lokalna prasa wydawana w konspiracji. Na przykład organ ludowców z Nowego Targu "Głos Podhala" pytał wprost: "Czy już wtedy (tj. po wypędzeniu Niemców przez Rosjan) Polska i my z nią będziemy wolni, czy też nie? Co zrobić jeżeli nasze tereny zajmą bolszewicy? Czy będą z nami postępować tak jak Niemcy czy (...) życzliwiej?"
Obawy ludności potwierdzał komendant główny AK gen. Leopold Okulicki, który wkrótce po wkroczeniu oddziałów sowieckich do Krakowa, 24 stycznia 1945 r. depeszował, że społeczeństwo ogarnęła "radość z pozbycia się Niemców połączona z powszechną nieomal nieufnością wobec Sowietów". Kurier nowosądeckiego Inspektoratu AK do Londynu por. Gustaw Górecki (ps. "Gustaw", "Konrad") w raporcie z maja 1945 r. pisał: "Polacy wobec widma klęski niemieckiej podnosili się na duchu, łudząc się tym, że wreszcie po 5-ciu latach terroru, aresztowań, łapanek, więzień, obozów nastąpią może lepsze czasy. Niestety - nie wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że "wyzwolenie bolszewickie" oznaczać będzie niewolę, może nawet i gorszą, i bardziej bolesną od hitlerowskiej".
Ci, którzy mimo wszystko byli optymistami, szybko się rozczarowali. Zdaniem Góreckiego już pierwsze dni nowej okupacji przyniosły potwierdzenie najbardziej sceptycznych opinii. "Wkraczająca na tereny polskie armia bolszewicka, zachowała się gorzej niż najgorsza banda Dżyngis-chana lub horda tatarska. Rekwizycjom, grabieżom, a przede wszystkim gwałtom nie było końca. W środkach nie przebierano. Gwałcono nie tylko kobiety młode i stare, ale również i dzieci. Najbardziej poszkodowaną spod "wyzwolenia bolszewickiego" wyszła wieś i małe miasteczka, gdzie bolszewicy dali przykład swej zwierzęco-barbarzyńskiej kultury Wschodu". Równie dramatyczne meldunki AK wysyłała z różnych części kraju. Jakubiec pisał, że "ludzie przewidujący mówili: Będziemy teraz mieli okupację sowiecką zamiast hitlerowskiej i rzucali pytanie:

Kto nas wyzwoli od naszych oswobodzicieli?"



W sporządzonym w Londynie, na podstawie relacji uciekinierów z Polski, sprawozdaniu z kraju z czerwca 1945 r. pisano, że: "Żołnierz rosyjski wchodził do miast ze standaryzowanym sloganem na ustach: "Nie bójcie się, my nie okupanci, my tylko przegnali Germańców, Polska będzie niepodległym państwem". Jednolitość tych oświadczeń była charakterystyczna, robiło to wrażenie katarynki i nawet na najnaiwniejszych optymistach ta programowość nie robiła dobrego wrażenia i budziła wątpliwości. Tym bardziej, że już na przedmieściach i wsiach okolicznych ten sam żołnierz grabił, co mógł i gwałcił dzieci i staruszki".
Próżno szukać tego rodzaju informacji w oficjalnych oświadczeniach i prasie kontrolowanej przez władze komunistyczne, osadzone w kraju właśnie dzięki sile i liczebności żołnierzy sowieckich. W całym kraju pośpiesznie budowano pomniki ku czci sowieckich żołnierzy. Za negatywne wypowiedzi na temat postępowania Armii Czerwonej lub poszczególnych sołdatów można było zostać aresztowanym. Jednakże w dokumentach poufnych i tajnych, niedostępnych dla opinii publicznej, ze wszystkich stron przekazywano informacje w pełni korespondujące z meldunkami AK. Wprawdzie bardziej dobierano słowa, aby uniknąć podejrzeń o negatywne nastawienie do ZSSR, jednak wyraz tych dokumentów i tak jest szokujący.
"Nastawienie ludności do żołnierzy sowieckich, z początku bez zastrzeżeń życzliwe, a nawet przyjazne, zaczęło stale się pogarszać", pisał mianowany przez komunistów wojewoda krakowski w sprawozdaniu za czerwiec 1945 r. "Powodem tego są wszędzie nadmierne rekwizycje i świadczenia nakładane na ludność albo w większej jeszcze mierze wybryki żołnierzy Armii Czerwonej. Sprawozdania starostów powiatowych zawierają całe litanie wykroczeń przeciwko życiu i mieniu obywateli, napady, rabunki, zgwałcenia kobiet, nawet nieletnich dziewczynek, zabójstwa mężczyzn, stających w ich obronie, są na porządku dziennym. (...) Rozgoryczenie,

lęk i uczucie niepewności



ogarnęło ludność do tego stopnia, że musi się uważać tę sprawę za jedną z najtrudniejszych do załatwienia".
Podobne informacje znajdujemy w innych raportach funkcjonariuszy komunistycznych. "Panuje niezadowolenie wśród ludności z powodu niezorganizowanego przejazdu Armii Czerwonej przez nasze tereny: są bowiem częste wypadki gwałcenia kobiet przez żołnierzy Armii Czerwonej, a nadto na porządku dziennym jest kradzież rzeczy, które nie służą wcale dla przejazdu wojsku. Żołnierze rabują mienie obywateli, upijają się, stwarzając przy tym bardzo niekorzystną dla naszej partii atmosferę jako pierwszych sojuszników narodów ZSRR", pisał 2 lipca 1945 r. sekretarz PPR z Brzeska. Z kolei PPR-owcy z Wadowic latem 1945 roku donosili, że stosunek ludności do Sowietów jest "ogólnie nieprzychylny z powodu grabieży, gwałtów itp.".
Urzędnicy starostwa w Limanowej powściągliwie i z bojaźnią informowali praktycznie co miesiąc o "niechętnym", "bardzo niechętnym" bądź "negatywnym" stosunku ludności do żołnierzy sowieckich, powodowanym przez liczne rabunki "przeważnie z bronią w ręku". Niebudzące wątpliwości informacje z terenu przysyłało także wojsko: "Na terenie pow. olkuskiego w ostatnich dniach miały miejsce napady żołnierzy sowieckich na ludność cywilną. Żołnierze sowieccy nie tylko zabierali cały dobytek, ale biją do nieprzytomności mężczyzn a kobiety gwałcą", pisali w meldunku operacyjnym z 1 września 1945 r. żołnierze I Zmotoryzowanego Pułku KBW.
Zarząd Miejski w Nowym Sączu pisał w sprawozdaniu za czerwiec 1945 r., że "poszczególne jednostki wojskowe dopuszczają się stale rabunków, wymuszania, niszczenia majątku osobistego, [takiego] jak niszczenie plonów, wypasanie pastwisk i łąk. W miesiącu czerwcu 3 żołnierzy sowieckich zastrzeliło dwóch obywateli, jednego w centrum miasta o godz. szóstej wieczór, drugiego na przedmieściu w nocy". Nieco dalej dodawano, iż "napady rabunkowe [dokonywane przez] osobników ubranych w mundury rosyjskie są nie tylko na porządku dziennym, ale przybierają

zastraszające formy"



Po początkowych manifestacyjnych pogrzebach ofiar Sowietów, UB zakazywało ich urządzania na ulicach miast. Kiedy 27 grudnia 1945 r. oficer sowiecki zamordował na stacji w Pruszkowie harcerza Stanisława Bema (skądinąd bliskiego krewnego niepodległościowego polityka, współpracownika Mikołajczyka i Stanisława Grabskiego), zapowiedziany na 30 grudnia pogrzeb kazano przełożyć, wprowadzono zakaz urządzania przemarszu ulicami miasta, a rodzinie zezwolono jedynie na cichy pogrzeb pod strażą kilkudziesięciu uzbrojonych żołnierzy KBW.
Zafałszowany obraz "wyzwolenia" dokonanego przez uśmiechniętych sowieckich żołnierzy podtrzymywano do końca istnienia komunistycznego państwa (a i dzisiaj niekiedy odzywają się wyznawcy propagandowej wersji historii). Mit "Czerwonej Armii - Oswobodzicielki" był jedną z ważniejszych podstaw ideologicznych PRL-u od czasów Bieruta i Gomułki, aż po reżim Jaruzelskiego.

* W cytatach zachowano oryginalną pisownię

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki