Logo Przewdonik Katolicki

My z Piątej Kolumny

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

Dziś kombatanci z komunistycznej partyzantki oburzają się, gdy nazywani są agentami w służbie Moskwy. Z uporem przypominają, że byli "największą" polską siłą partyzancką w czasie hitlerowskiej okupacji, i że jako jedyni walczyli o "wyzwolenie" kraju w czasie, gdy Armia Krajowa i Narodowe Siły Zbrojne "stały z bronią u nogi" - jak przez 50 lat usiłowała wmawiać komunistyczna propaganda....

Dziś kombatanci z komunistycznej partyzantki oburzają się, gdy nazywani są agentami w służbie Moskwy. Z uporem przypominają, że byli "największą" polską siłą partyzancką w czasie hitlerowskiej okupacji, i że jako jedyni walczyli o "wyzwolenie" kraju w czasie, gdy Armia Krajowa i Narodowe Siły Zbrojne "stały z bronią u nogi" - jak przez 50 lat usiłowała wmawiać komunistyczna propaganda. Szkopuł w tym, że ordynarnie kłamią…


Pamięć ludzka bywa niekiedy zawodna. Istnieje jednak pewna instytucja, która specjalizuje się w jej odświeżaniu. Tym organem jest Instytut Pamięci Narodowej, który na prośbę Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych wydał opinię, że formacji Gwardii Ludowej i Armii Ludowej nie można uznać za część Polskich Sił Zbrojnych. Warto to zdanie przytoczyć przy okazji peanów i pochwalnych gratulacji, jakie od polityków SLD zebrali komunistyczni kombatanci, z okazji tegorocznej sześćdziesiątej rocznicy utworzenia Armii Ludowej.

Dwa oblicza partii


Cele, jakie przyświecały "patriotom" z Polskiej Partii Robotniczej i jej zbrojnych przybudówek, najdobitniej ukazują pamiętniki samego Władysława "Wiesława" Gomułki, w których przeczytać możemy m.in.: "kierownictwo Kominternu (…) nowo powołanej partii nadało niejako dwa oblicza, jawne i tajne. Na jawne oblicze partii składała się cała jej nieskrywana przed nikim działalność podziemna, tajne zaś, czyli skrywane przed narodem, miały pozostać powiązania kierownictwa partii z Moskwą, z Kominternem, uznanie ich zwierzchnictwa nad partią mimo formalnego wyrzeczenia się przez nią przynależności do Międzynarodówki Komunistycznej" .
Głównym celem komunistycznych partyzantów było wzniecenie "zarzewia rewolucji" w naszym i tak już wystarczająco skrwawionym przez niemiecką okupację kraju. Skala represji i ilość ofiar nie miały jakiegokolwiek znaczenia. Stało to w jawnym kontraście z dokładnie zaplanowanymi i przemyślanymi akcjami zbrojnymi AK, BCh i NSZ, które starały się do minimum ograniczać możliwość represji okupanta w stosunku do polskiego społeczeństwa i unikały - z wyjątkiem akcji o największym znaczeniu militarnym - strzelania do Niemców na terenach zamieszkanych. Tymczasem komunistycznym partyzantom było wszystko jedno. Strzelić do przypadkowego Niemca we wsi, wrzucić granat do kawiarni i chodu. A na mieszkańców spadał później niemiecki terror.
Doskonałym przykładem zezwierzęcenia czerwonych partyzantów jest znajdujący się w Archiwum Akt Nowych raport jednego z oddziałów Gwardii Ludowej, w którym dowódca chwali się udaną akcją: "Raport Nr 4. Komendant grupy Śląsk raportuje. Grupa Wisła wspulnie z innemi grupami poddowództwem Kom. Okr. wykonała zniszczenie mleczarni w Rybnej co zpowodowało aresztowanie 39 ludzi. z których 5 ciu zmarło w obozie koncent. 1 na wolności z powodu wyczerpania. Wtejsamej akcji w Koszowie (...) rozstrzelano w czasie pacyfikacji 26 ludzi" (pisownia oryginalna).
Inny oddział AL - "Świt" - wysadził w powietrze pociąg osobowy relacji Częstochowa-Kielce, którym podróżowali niemal wyłącznie Polacy. Zmasakrowane zwłoki obrabowano, a rannych pasażerów pozostawiono bez jakiejkolwiek pomocy.
Jednym z najważniejszych zadań komunistycznego wywiadu było zbieranie informacji o polskim podziemiu niepodległościowym (m.in. zachowały się meldunki z inwigilacji gen. Stefana Roweckiego "Grota" - Komendanta Głównego AK), które później miały zostać wykorzystane przez wkraczające do Polski wojska sowieckie z NKWD i oddziałami Smiersz na czele.
Wielokrotnie też przy rozbitych bandach komunistycznych znajdowano listy proskrypcyjne, na których widniały nazwiska polskich patriotów przeznaczonych do powojennej eksterminacji.
Komuniści nie wahali się nawet przed współpracą z gestapo. Rozpracowując podziemie niepodległościowe, posługiwali się donosem, wychodząc z założenia, że to, co i tak zrobiliby po wojnie, mogą uczynić rękami Niemców już teraz. Niekiedy współdziałali bezpośrednio, tak jak w lutym 1944 r., gdy AL-owcy wspólnie z agentami gestapo otruli cyjankiem potasu Kupieckiego - kierownika komórki Delegatury Rządu na Kraj ds. rozpracowania komuny. W jego mieszkaniu znajdowało się archiwum i kartoteka antykomunistyczna.

Zakłamane liczby


Według oficjalnych danych, komunistyczna partyzantka miała liczyć od 55 tys. członków do nawet 100 tys. bojowników. Te absurdalne liczby, choć częściowo zweryfikowane przez historyków po 1989 roku, nadal jednak są powtarzane w wielu aktualnych podręcznikach historycznych.
Tymczasem, opierając się na informacjach pochodzących z byłego Archiwum Komitetu Centralnego PZPR, historycy Marek Jan Chodkiewicz, Piotr Gontarczyk oraz Leszek Żebrowski ustalili, że w szczytowym momencie swojego rozwoju - wiosną 1944 roku - Armia Ludowa liczyła 5-6 tys. osób, a zatem w porównaniu z AK, BCh czy NSZ, tyle co nic.
Te kilka tysięcy osób stanowiło przedziwny konglomerat ludzki. Oprócz przysłanej z Moskwy tzw. Grupy Inicjatywnej, tworzyli ją przede wszystkim byli aktywiści dawnej Komunistycznej Partii Polski. Większość z nich już w okresie międzywojennym współpracowała z NKWD.
Pewną część PPR-owskich oddziałów stanowili też Żydzi - uciekinierzy z gett, obozów i transportów śmierci, dla których ideologia stanowiła często wtórny cel, a liczyło się przede wszystkim jedno: zemsta na hitlerowskich oprawcach.
Pozostała, nader liczna, grupa czerwonych partyzantów - to wszelkiej maści bandyci i zawodowi kryminaliści, których werbowano, pozwalając im nadal uprawiać bandycki proceder, ale już pod szyldem GL lub AL.
Zachowane dokumenty pokazują jednoznacznie, jaki był charakter większości PPR-owskich grup partyzanckich. Czy bowiem jakikolwiek oddział niepodległościowy mówił o sobie "banda", "bandyci", czy też "nasz łup"?
Jednak najbardziej złowieszczą grupą, jaka funkcjonowała w ramach struktur Armii Ludowej, był Oddział AL "Była załoga Treblinki". Tworzyli go byli ukraińscy strażnicy z obozu zagłady w Treblince, którzy wraz ze zbliżaniem się armii sowieckiej do Polski, dezerterowali i uciekali do lasu, mając nadzieję na odkupienie swoich wojennych zbrodni!

"Bohaterskie" czyny


Na efekty takiego werbunku nie trzeba było długo czekać.
"Grupa żołnierzy rozpoczęła rabować ludność danej wsi zabierając przedmioty które żołnierzowi nie są potrzebne nap. sukienki damskie chusteczki szalynówki skarpetki chustki duże czyli jesionki it.p. (...) runując za bielizną luksusową u Jana Sudoła zabrali bieliznę ubranie buty chustki damskie zegarek kieszonkowy i budzik który stał na stole, wsklepie Rdzenia zabrali cukru około 2 kg. zapałek i pasty do butów" (fragment meldunku do Komendy Powiatowej AL o rabunkach oddziału AL Zbigniewa Pietrzyka "Zbyszka" - pisownia oryginalna).
"W ostatnich dniach marca wypadówka z tow. Słowikiem (...) dokonała rabunku u biednego chłopa (...). Bez zastanowienia się zabrano świnię - całą nadzieję biedaka - za którą miał kupić zboża na siew, jak również zostawić część dla siebie" (fragment raportu do Okręgowego Komitetu PPR "Akcje zaopatrzeniowe" AL - powiat Kraśnik).
Zachowały się także liczne meldunki wywiadu komunistycznego o możliwości przeprowadzenia "patriotycznych akcji", np. "Dwu właścicieli mają 1,1/2 miliona zł. na budowę domu (mają jeszcze otrzymać 1 mil. pożyczki pieniądze w domu" (fragment meldunku GL z Warszawy o możliwości dokonania napadu rabunkowego).
Jeśli do tego wszystkiego dodamy gwałty, jakich dokonywali "dzielni bojownicy" na polskich wsiach i powszechne pijaństwo panujące w oddziałach, mamy wytłumaczenie niemal całkowitego braku zaplecza społecznego komunistycznej partyzantki wśród polskiego społeczeństwa.
Przez lata komunistyczna historiografia wyolbrzymiała nie tylko liczby, ale i akcje zbrojne komunistycznego podziemia. Niektóre bitwy z kilkutysięcznymi siłami okupanta okazywały się w rzeczywistości strzelaniną dwóch pijanych gwardzistów z równie pijanymi niemieckimi żandarmami. Ale pomniki po "bohaterskich" czynach stoją nadal w wielu miejscach.
Dla przykładu, na Podhalu działała grupa AL im. Ludwika Waryńskiego, która do czasu jej likwidacji w grudniu 1944 roku nie podejmowała akcji bojowych, a jedynie zajmowała się ograbianiem i terroryzowaniem miejscowej ludności. Według komunistycznej historiografii, oddział ten miał przeprowadzić ponad 90 akcji i walk, w wyniku czego zniszczono 18 mostów, 20 parowozów, 210 wagonów oraz zabito 400 niemieckich żołnierzy i 12 szpiclów. Wot mołojcy!
I chociaż nie sposób wątpić, że wśród gwardzistów byli ludzie prawi, bohaterscy i oddani walce z okupantem, to stanowili oni jedynie chlubny wyjątek potwierdzający regułę o wyjątkowo antypolskim nastawieniu PPR-owskiej partyzantki.

W tekście korzystałem z książki "Tajne oblicze GL-AL i PPR dokumenty" autorstwa Marka J. Chodakiewicza, Piotra Gontarczyka i Leszka Żebrowskiego, z której pochodzą też wszystkie cytaty.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki